sobota, 10 stycznia 2009

Egzystencjaliści

Autor: Piotr Gajda
COMA, HIPERTROFIA, 2008

Jedno wiem na pewno – zespół Coma ostatnio bardzo się napracował wydając swój najnowszy, podwójny CD, na którym znalazło się prawie dwie godziny muzyki i aż trzydzieści pięć utworów! Na dodatek według zapowiedzi muzyków to concept-album, co w epoce skrótu myślowego bywa odbierane jako rzadki i nieuzasadniony przypadek nadmiernego konceptualizmu. Zachowajmy jednak spokój - z owych trzydziestu pięciu utworów, aż osiemnaście to w zasadzie „dźwiękowe łączniki” pomiędzy właściwymi utworami z track listy, które jednak swoją „wymową” scalają filozoficzne przesłanie „Hipertrofii”, za pomocą którego zespół opowiada o „ludzkim życiu, które jest szeroko pojętą wolą istnienia”. Prawda, że to idealny temat na rozbudowaną, progresywną płytę? I taka jest najnowsza propozycja. To wciąż ta sama Coma, znana z poprzednich płyt, ale jednak nieco trudniejsza w odbiorze, a to przez swą „długość”, jak i również przez dosyć skomplikowaną, trudną w odbiorze historię – żeby dobrze ją poznać, trzeba co najmniej kilku dokładnych przesłuchań. Wokalista i jednocześnie autor tekstów Piotr Rogucki manifestuje swoją niezgodę na otaczającą go rzeczywistość i nieustannie atakuje nas mocnymi frazami – "nim zdecydujesz pamiętaj, że jałowe życie, jałowa śmierć". Pierwsza część podwójnego albumu (nieprzypadkowo oznaczona kolorem czarnym) jest dosyć mroczna, z mocnymi punktami w postaci utworów takich jak „Trujące rośliny” czy „Świadkowie schyłku królestwa wiecznych chłopców” (swoją drogą, to niezwykle udany tytuł, ale akurat w tej materii Rogucki nigdy nie miał problemów). Ale jest tu też nu-metalowa „Transfuzja”, a także „Emigracja”, która wprowadza nieco powietrza do pierwszej części za pomocą swojej swingującej (tak,tak!) formy. Druga, tym razem oznaczona kolorem „żółtym” odsłona „Hipertrofii” wypełniają przenikające się bez przerwy stany emocjonalne – od uczucia depresji, aż po nadzieję (być może wszystko się jeszcze ułoży po myśli bohatera tej historii), stany ukojenia i satysfakcji („Widokówka”, „Nowe tereny migreny”). W tym kontekście znamienne są słowa wokalisty: „poczuć na sobie tę ciszę i ową się ciszą dokarmić”. Czyżby bunt się ustateczniał? Mocnym akcentem tej części są progresywne „Popołudnia bezkarnie cytrynowe”. Najnowsza płyta podzieli fanów „starej” Comy na tych, którzy dostrzegą w „Hipertrofii” nową odsłonę mistrzostwa i geniuszu tej formacji, i na tych, którzy odbiorą jako deformację wypracowanego stylu i zaburzenie homeostazy. Dla mnie osobiście, to dalsza, świadoma kontynuacja obranej drogi twórczej, w której muzyka i tekst tworzą zwarty przekaz - rockowej poezji egzystencjalnej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza