wtorek, 31 grudnia 2013

Koślawy „satan” blaknie w białym świetle stycznia



JAROSŁAW JAKUBOWSKI „ŚWIĘTA WODA”, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2012

„Święta woda” to obszerny, 70-stronicowy tomik wszechstronnego autora, nie tylko scenariusza głośnej sztuki „Generał” z sukcesami wystawianej w tym roku, ale i zbiorów próz np. „Cyryl, dlaczego to zrobiłeś?” i kilku tomów wierszy.

Jakubowski na pytania „Po co poezja?” odpowiada bez namysłu: „poeta to ktoś, kto dąży do poznania – siebie, świata, siebie w świecie (...)”. „Życie, śmierć, miłość, piękno, przemijanie to sprawy, dla których i o których warto pisać wiersze.” ; „Warto wsłuchiwać się w mowę, a czasem i w bełkot świata i z tego bełkotu strać się budować solidne struktury językowe, które dla innych będą odkryciem, radością, kluczem.”

To tomik, w którym autor opowiada o swojej tożsamości. Jest ojcem, katolikiem i patriotą. To postawy, które dziś w mediach głównego nurtu przedstawiane są jako niemodne, niedzisiejsze, śmieszne. Ojciec – marnuje się zamiast samorealizować, katolik – wierzy w czary, patriota –  jest wstrętny, nienawidzi obcych, faszysta, taki kibol z racą. Zatem czy te twarde wiersze mogą spodobać się zadeklarowanym bezdzietnym, ateistom, kosmopolitom? Czy zadziałają?

Jeśli poezja jest kroplą wody, jakaż może być w ogóle jej erozja?

Być może pisanie wierszy, to czynność daremna. I autor czuje swą donkiszoterię, samotność: „najchętniej ojczyzną nazwałbym stół (...) ale najchętniej siadam przy nim sam”(s.5), ale czuje zew krwi: „armia wciąż idzie, środkiem grudnia, przez twój pokój./ Przez twój sen o „małym szczęściu”. Albo zastąpisz jej drogę,/ Albo każdy twój wiersz jest kłamstwem.” (s.11). Czuje rechot historii, dziwność miejsca, gdzie poezję piszą tabliczki z ulicami: „Przy ulicy Dworcowej, dawniej Stalina, dawniej Hitlera.” (s.12). Zatem wyjechać?

Nigdy. Podmiot liryczny jest zrośnięty z okolicą. I to absolutna, bezgraniczna miłość. Jezioro to „łza lodowca”, „Kosmiczna Łza”, „Jezioro Święte”, a ziemia wokół to miejsce, gdzie okopywał się Dziadek Józef. To także ciężar, „ciężar królestwa / które dziedziczę w przestrzeniach / bibliotek pól i nienazwanego / co ma twarz Ojca i Matki i Syna / jasną twarz źródła (...)”.

Są tu udane obrazowania. W „Archeologii podwodnej” mamy akwatyczny obrazek rodem z teledysku Radiohead „Pyramid Song” (a może Coldplay „Don’t Panic”?): „ryba płynie z kuchni do pokoju / z komina bije struga glonów”. W „Popielcu”: „Cząstki krajobrazu tłoczą się rozrzucone jak kostki do gry, / Z których żadna nie chciała ustawić się szóstką do góry.”
Grzechoczą w tych wierszach tragedie wojny: ”została wam tylko maszyna Singer / którą zakopaliście w lesie żeby nie dostały jej szwaby / musi do dzisiaj terkotać w mule/ pod stropem Zalewu bo zapomnieliście / miejsca jej pochówku gdy wszystko się skończyło” (s.16).

W „Górze Świętego Jana” znalazłem takie piękne zdanko: „Koślawy „satan” blaknie w białym świetle stycznia.”.

Drugą część książki otwierają krótkie enigmatyczne wiersze, bywa patetycznie „niech [moje pisanie] będzie jak wymarsz Kompanii Kadrowej słów / do Królestwa Polskiego czynów”; „wsiadam do samochodu ruszam / a każda chwila mówi: / sprawdzam.” (s.31). W „Modlitwie umarłego” obok ryzykownych metafor dopełniaczowych, znalazłem też ujmującą ekstatyczną żarliwość „żywego trupa”. (s.32). Bardzo spodobało mi się porównanie z wiersza „List do Europy”: „rano wieża kolegiaty stała / jak wielki stalaktyt ze Starego Świata”(s.34). Podobnie - smutna konstatacja, że trudno nam dostrzec człowieka w Milczącym Nieruchomym Człowieku W Czapce.

Wynotuję też piękne wyznanie sensu pisania: „Bez oparcia w kształcie liter jestem / czymś pomiędzy dzieckiem a zwierzęciem:/ wzrok błądzi i zaczyna widzieć zjawy, / głos chętnie zamienia się w wycie.”(s.36).

Jest w tym tomie sporo wierszy, o których niełatwo napisać: dotykająch ojcowskiej czułości, katolickiej twardej wiary, albo poczucia patriotycznej dumy. Takie jak: „Born To Be Wild (Go To Hel)” z frazą: „zostawić siebie / choćby w tym piachu w tej soli / w tej rybie która nic nierozumiejąca wybałusza oko / widnokręgu”, przejmujący „Chłopiec znaleziony w stawie” z „A inni pytają gdzie wtedy był Bóg?/ jak to gdzie /leżał przy nim / twarzą do dołu / ustami wypełnionymi mułem”, czy  ”Jechałem przez noc” z „Byłeś mały jak drzazga, a teraz jesteś duży jak drzwi”.

Z cyklu wierszy z „chłopcem” wybieram wiersz o starzejącym się Elvisie, wzruszonym, że jednak nie umarł i o pudłującym z karnego Johnie Terry.
Pięknie brzmi, i dziś szczególnie aktualnie, „Piosenka noworoczna”: „Czym jest (...) poezja wobec okiennych, podświetlonych akwariów ustawionych jedno na drugim, całymi rzędami / jak instalacja z innego, może już umarłego, świata? / Czym jest wobec ciemności, która ogarnia akwaria / jak mściwy wieloryb (...)?”.   Poezja - kropla świętej wody.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza