środa, 24 października 2012

Nagroda Iłłakowiczówny dla Kacpra Płusy



Kacper Płusa 

Jury Nagrody Literackiej im. Kazimiery Iłłakowiczówny pod przewodnictwem Krzysztofa Karaska postanowiło uhonorować tomik Kacpra Płusy "Ze skraju i ze światła".

W uzasadnieniu decyzji, jurorzy napisali: "Za odrębność poetyki, na tle młodej liryki polskiej. Jest to poeta, mimo młodych lat, dojrzały, o poetyce wypracowanej, świadomy środków wyrazu. Świat jego poezji, to rzeczywistość bezpośrednia, załamana, w rozpoznawalnej wyraźnie osobowości artystycznej. 

Nagrodę "Głosu Wielkopolskiego" przyznano po raz 30. 

Kacper Płusa mieszka w Pabianicach. Twierdzi, że lubi przejeżdżać pociągami przez rzeki. Wygrał kilkadziesiąt konkursów poetyckich, m.in. turniejów jednego wiersza podczas festiwalu Złoty Środek Poezji w Kutnie, O Puchar Wina, O Czekan Jacka Bierezina, OKP im. Rafała Wojaczka. Publikował w Arteriach, Arkadii, Akancie, Szafie...

W posłowiu do książki wydanej przez łódzkie Wydawnictwo Kwadratura Maciej Melecki napisał: "Płusa sytuuje się w oku cyklonu, z którego namierza wietrzne i płynne kształty za pośrednictwem zbiegów okoliczności językowych ujęć. Surowe płótno jawy, którym jest wyściełany każdy wiersz z tego tomu, nie dość, że jest odczuwalnie bardzo szorstkie, to jeszcze staje się lotnym tłem dla każdego ruchu czy gestu bohatera tych wierszy - tropiciela sensu w świecie podejrzewanym coraz bardziej o jego brak. 

Upór w wynajdywaniu coraz to nowych ścieżek, stwarzających szanse na odkrycie jakiejś logiki w rzeczywistości narzuconej, niewątpliwie jest godny podziwu. Autor nie stroni od poetyckich przerzutni, mających przenosić go w wymiary gnieżdżące sens, kłując coraz to nowe przestrzenie, w których lęgną się obrazki amorficznych wizji, wyławianych z potoku codziennych zdarzeń, spiętrzeń mowy, przywidzeń i realnych nakłuć. Jesteśmy tedy świadkami dociekań nad naturą raptownego rozpadu"

Uroczyste wręczenie Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny odbędzie się 7 listopada o godzinie 15 w Muzeum-Pracowni Kazimiery Iłłakowiczówny przy ul. Gajowej 8 w Poznaniu.

Za "Gazetą Wielkopolską"

N.z.
Juror - Krzysztof Karasek z książką Kacpra
(fot. Paweł Miecznik)

poniedziałek, 22 października 2012

Sorry, Mario




MARIA PESZEK „Jezus Maria Peszek”, 2012

Maria Peszek zwraca na siebie uwagę. A to dziecięcą naiwnością (świetne aktorskie monologi na płycie „Muzyka ze słowami” Voo Voo), a to inteligentnym, zabawnym tekstem czy erotyczną obsceną (płyty „Miasto mania” i „Maria Awaria”).
Zanim ktokolwiek zachwycił się nową płytą, przeczytał jej ekshibicjonistyczne wyznania w jednym z tygodników.

Ale na płycie też poszła na całość. Samym „Jedzeniem smutku łyżkami” mogłaby zginąć w tłumie artystek, które wyznają podobnie. A głoszenie się „Niedobrem narodowym”, „drzazgą pod skórą”, „porno”, „miazgą”, „czarnym kotem”, „wściekłym psem”, „chwastem” i „blizną” to tylko chytra deprecjacja.
Zatem podjęła decyzję - pojechać po bandzie, zupełnie zwariować: „Nie ogarniam Jezus Maria / Zamiast głowy wieża ciśnień”... Wśród ciekawych  poetycko konfesyjnych wyznań pozbawionych tabu dochodzimy do stadium wariatki, która leczy się seksem („Teraz będę już szczęśliwa / nie przerywaj / nie przerywaj”), którą fascynuje samobójczy koniec a la Amy Winehouse ("Amy").
Zachwyca „Żwir” - prawdziwy hymn dołersów z frazą „psychoświr, niech żre żwir”. Powtarzane „hej czy ktoś wie / jak tu jest na dnie” wywołuje ciarki. Dostajemy też piękne techno: „Sorry Polsko”. Taneczny beat, mocny tekst o współczesnym patriotyzmie. „Tylko nie każ mi umierać...”, „wystarczająco przerażająco jest żyć”. W porządku, ten strach jest ludzki.

Ale gdy jakaś nadwrażliwość każe jej wyznać: „Pan nie jest moim pasterzem / A niczego mi nie brak / Pozwalam sobie i leżę / Jak zwierzę”, Peszek gryzie zatrute jabłko.
I chyba jej smakuje: „Odłączam się od stada”. Tyle, że za chwile cierpi: „Dzieje się ze mną coś niedobrego / śni mi się tajga, śni mi się śnieg”. Leczy się trwającym trzy minuty zauroczeniem „Padam padam, tak się cieszę, że cię mam” (genialnie melodyjny, jedyny optymistyczny kawałek), ale potem czeka ją tylko zjazd we własne chorobliwe fobie: „nie wiem czy chcę rozmnażać się / nie wiem czy chcę / ciąg dalszy swój mieć.”

To „Nie urodzę syna / nie posadzę drzewa / nie zbuduję domu” trafiło mnie celnie, bo jest dokładnie na przekór mojej pierwszej książce pt.”Ę”, w której tytuły rozdziałów to „Drzewo”, ”Dom”, ”Syn”. Jako ojciec, mieszkaniec wybudowanego domu i posiadacz ogrodu  – umiem tylko serdecznie współczuć. Sorry, Mario, twój nihilizm to przyczyna cierpienia, a nie źródło siły.

Zatem oto płyta, która burzy krew. Warto sprawdzić, co się poczuje słuchając chorych wyznań: „boli mnie Polska / wisi mi krzyż”, „Chwyć mnie za włosy, oprzyj o ścianę / Kochaj aż całkiem myśleć przestanę.” i tej „pewności ateistki”, że happy endu nie będzie („Zejście awaryjne”). Ja poczułem jej niepokój, poczułem jej pustkę.
Instynktownie przypomniałem sobie frazę ze Świetlickiego ("Druga pieśń profana"),

„Nie odróżniając seksu od miłości. (...)
Z tylko jedną ambicją: zasnąć
w cieple.”

Ba, sam złapałem za pióro. I tak powstał "Anty-Ę. Peszkowiersz".



Anty-Ę. Peszkowiersz.

Odesłała pasterza, kupiła car full wypas. I teraz, hello,
jedzie krajową ósemką, nadaje przez CB swój smutek.
Odbija się w ekranach. Tylko tak się rozmnoży.
(Producent Pampersów jeszcze nie dowierza,
notowania Bebiko lecą na łeb). A więc nie przejrzy
się w oczach dziecka, nie przejrzy ubranek w Smyku.

Jej pech. Dziś mały, ale będzie się powiększał. Tak jak dom,
w którym codziennie sprawdza echo. I wszystko inne daremne,
wycofane jak pieniądz. Polsko, która ciążysz jak kamień,
trzeba ci śpiewać o seksie, głodne kawałki? Że za bardzo
kopcą znicze, że flagi zasłaniają niebo?
Tam w akcyzie jest jej patriotyzm. Wsiada i ucieka.
Byle jej nie dopadła zamieć, mróz, czy inne cholerstwo:
miłość, wiara (aż ją zrzuca hamak).

niedziela, 21 października 2012

Zmarł Przemysław Gintrowski

Kompozytor, muzyk. Legendarny bard Solidarności. Wykonywał piosenki do tekstów m.in.: Jacka Kaczmarskiego czy Zbigniewa Herberta (płyty: "Raport z oblężonego miasta", "Odpowiedź"). Razem z Jackiem Kaczmarskim i Zbigniewem Łapińskim, m.in. słynne "Mury" ("Wyrwij murom zęby krat"). Szerszemu gronu znany z wykonania piosenki do filmu "Zmiennicy". Autor muzyki filmowej do wielu filmów m.in. "Matka królów", "Tato". Przemysław Gintrowski. Zmarł dziś w wieku 61 lat.

piątek, 19 października 2012

Na dzień dzisiejszy - Jarniewicz

Ukazała się nowa książka łodzkiego poety, tłumacza i krytyka - Jerzego Jarniewicza. Po "Oranżadzie" (2005), "Makijażu" (2009), wierszach zebranych "Skądinąd (1977-2007) i po "Wyborze wiersza" (2012) na półki księgarń trafił tom "Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną" (Biuro Literackie).

W czwartek 25.października o godz. 19.00 w ŚFK w Łodzi przy Roosevelta 17 odbędzie się spotkanie z autorem.

wtorek, 9 października 2012

Nowa książka Groblińskiego

13 października o godz. 18 odbędzie się premiera książki poetyckiej Piotra Groblińskiego "Inne sprawy dla reportera" (Wydawnictwo Kusiński); Stacja Nowa Gdynia, ul. Sosnowa 1, Zgierz (na granicy z Łodzią).

Kolejne spotkania z autorem odbędą się:
18 października o 19.00 - w Śródmiejskim Forum Kultury (prowadzenie: Maciej Robert)


21 października o 19.00 - w sali przy kościele na Stokach (prowadzenie: Elżbieta Czarnecka).



poniedziałek, 8 października 2012

Nike dla Bieńczyka

Marek Bieńczyk otrzymał Nagrodę Literacką Nike 2012 za zbiór esejów "Książka twarzy". Nagrodę Publiczności przyznano Andrzejowi Franaszkowi za książkę "Miłosz. Biografia".

czwartek, 4 października 2012

Się kaja

SOULSAVERS "The Light The Dead See", 2012

Wydawało mi się, że Dave Gahan wyśpiewał już co swoje z Depeche Mode. Gdy miałem lat naście słuchałem jego „Never Let Me Down Again”, “Personal Jesus”, “Enjoy The Silence”. A trochę później przebojowego, ociekającego testosteronem “I Feel You”, czy wzruszającego „Walking In My Shoes”.  Myślałem: „Było, minęło.”
Teraz ma na karku pięćdziesiątkę. Jest bez wątpienia jednym z najbardziej charyzmatycznych wokalistów rockowych, ale to grzesznik, który „w imię zabawy” zrobił niejedno głupstwo: stąd dwa rozwody, uzależnienie od narkotyków, próba samobójcza. Freak - pomyślałem - niech sobie śpiewa – beze mnie.

Ale usłyszałem piosenkę. A potem całą płytę. Genialną. Wiem, wiem – w recenzjach się tak nie pisze. Trzeba okazać się zimnym draniem, wziąć słowa i dźwięki na chłodno. Ale gdy grzesznik się kaja, płacze cały świat. A Gahan zanurza się w źródle Lourdes, Gahan pokazuje blizny na nadgarstkach, klęczy, prosi o przebaczenie. Wyznaje, że się nawrócił. 

Soulsavers wykorzystują dźwięki orkiestry, dużą rolę odgrywają smyki, a w takim „Bitterman” np. także instrumenty dęte. To spokojna, kontemplacyjna muza, do zamknięcia się w pokoju, albo do popatrzenia w niebo, do wzięcia się za siebie. Dwa utwory instrumentalne, dziesięć piosenek. Osobiste teksty. O przebudzeniu („In The Morning”): „Dlaczego mnie nie słyszysz? Zgubiłem się, zatraciłem / Jestem przegrany, jestem nikim, jeśli jestem bez Ciebie”. W najbardziej przebojowym, pięknym „Longest Day”: „Nie ujrzałem na niebie ani jednej gwiazdy / Och, one muszą być zbyt wysoko (...) To może być najdłuższy dzień / I noc ma dopiero nadejść” I ten refren, w którym pomaga mu chór „Chcę uciec / Lepiej zacznę uciekać / Najdalej jak potrafię.” W „Presence of God” Gahan nie waha się wyznać, że czuje obecność Boga, i że: „Jest człowiek, którym powinienem być.”„Just Try” ma prosty tekst o miłości, o tym, że można uwierzyć, w coś większego niż własne „ja”. „Gone Too Far” oswaja jakieś przeszłe lęki. Najpiękniejszy utwór „Take Me Back Home” to cudo. Te wejścia instrumentów dętych! Ten chór, który mruczy, i uspokaja „dom, dom”. A przy teledysku zrealizowanym przez Partizan Entertainment można się wzruszyć.
Przekonująco brzmią: „Bitterman” o zgorzknialcu, który ma wszystko i „I Can’t Stay”, momentami delikatny jak kolęda, gdzie pada fraza: „Czuję jak mój czas się kończy”.
Jest jeszcze „Take” i „Tonight”: „Przestań snuć plany”, „demony, które zbudzisz, musisz zwalczyć”, „musisz czasem wskoczyć do wody”. Patetycznie. Na poważnie. Bo trup ujrzał światło.