poniedziałek, 24 stycznia 2011

Potwierdziło się




KOBRANOCKA, SPOX! 2010

Autor: Krzysztof Kleszcz


Nie ma co dłużej ukrywać i tak się kiedyś wyda. Zdjęcia by kłamały? Gram i śpiewam w Kobranocce, jako Szybki Kazik vel Jacek Bryndal. Na którymś z koncertów podszedłem pod samą scenę i potwierdziło się. To ja.

Że powinienem raczej kupić sobie ACDC? Tu mam nie tylko ich power, ich przebojowość - jeszcze poezję. A ta (opieka textowo-lekarska: Ordynat Michorowski) jest ich znakiem rozpoznawczym. Te konstrukty górnolotne jak hotele w Dubaju, pokręcone jak architektura Gaudiego! Zwykle gorzkie, ale to taka kawowa goryczka, która daje kopa.
Dobrze, że nie ma już ni grama antyklerykalizmu. Tematem nr 1 jest miłość – oczywiście bez waty cukrowej i „cukerków”. Zaś muzycznie to rockowe granie – hej do przodu, albo „wolne” ballady (czasem w klimacie kultowej „Irlandii”). I nie mówię, że wymyślili tu Amerykę. To tradycyjna potrawa, ale jak podana!

Miłość - zwiędła jak pietruszka w warzywniaku (radiowy przebój: „Intymne życie mrówek”). Miłość wciąż pierwsza, mimo iluśtam lat na karku: czuję w brzuchu rój motyli / chodzę z nim po ścianach. Miłość, doprowadzająca dorosłego faceta do furii (z balansem na granicy ironii i powagi): patrzę w twoje ślipia / na mnie je otworzyłaś / oczy mnie dziwnie szczypią / będziesz jesteś czy byłaś. Wezwanie do zewu uczuć: Niech żyje Jakub Szela / niech żyje rewolucja. Piekielna zazdrość i męski egoizm: masz zostać mą poduszką / chcę cię zastać w łóżku. No i zdrada: kiedy telefon / jednym ruchem / przy ustach twych w pośpiechu / to czuję język twój za uchem // ta noc zbyt pusta / żeby przylgnąć / czuję na swych ustach / języka twego wilgoć...

W walce z banałem sporo autodeprecjacji, co przypomina mi frazę z ich najlepszej dotąd płyty (tę w której udzielała się Katarzyna Nosowska): Wykręć z oczu mych żarówki / przepalonych kilku chwil / Jak ze szmaty do podłogi / niech popłyną ciurkiem łzy. Wokalista więc, cedzi słowa: mój rozżalony mózg / jak pańszczyźniany chłop / gdy szukam twoich ust / znajduję pokrzyw stos. W innej piosence zaś: mój okruch weź i też go zjedz.

Jeden z tekstów napisał Rafał Bryndal - najbardziej rock’n rollowy, ale ze smutną konstatacją: na to aby zostać / raz człowiekiem czynu / i wstać trochę wcześniej / masz tylko pięć minut.
Wszędzie czuć kunszt dobrej poetyckiej roboty, np. taka aliteracja, czyż nie piękna? - ryży barman znad kieliszka mi lży, albo taka fraza: znów przeszedł pogrzeb / pod moim oknem / orszak wkroczył w oczu mych obrzęk.
Najcelniej mnie trafił protest przeciwko konformizmowi w „Żyrandolach” – może dlatego, że wzmocniony wulgaryzmem: miękkie dywany / które wchłaniają / obłudę fałsz i nudę / portret w pastelu / bezguścia był sponsorem / i żyrandoli / które pier%olić.
Albo te metafory: i przeziębienie drewnianych schodów / zamiast miłości / chłód zimno katar. No i jeszcze to zakończenie płyty: Czemu milkniesz altówko piękna?

Nie ma co dłużej ukrywać i tak się kiedyś wyda. Zdjęcia by kłamały? Gram i śpiewam w Kobranocce. Mam jeszcze jeden dowód: refren „Łąk pod Grudziądzem”: a tam zostałem kleszczem / tak wydawało mi się / który cię kocha jeszcze / że krew ci twoją wyssie.

1 komentarz: