poniedziałek, 7 listopada 2011

Obsesja rock'n'rolla




Zawsze lubiliśmy bawić się tym, co robimy! Ogromną frajdę sprawia nam granie na żywo, uważamy że Rock N’ Roll to coś, czym żyjemy i to widać wyraźnie! To maksymalna ekspresja i zabawa na 100%” – tak reklamuje się warszawska Zła Obsesja, do której po serii koncertów przylgnęła opinia „najbardziej głośnego i nieokiełznanego bandu”. Jasne, „Rock The City” to przede wszystkim radosne, gustowne granie w hardrockowym stylu z lekkimi naleciałościami punk-rockowymi. Co prawda ta muzyka na nowo nie odkrywa świata, ale chyba nie miała nigdy aż takich ambicji. Zagrać dobry, dynamiczny koncert, nagrać porządną płytę – to wyczerpuje cały pakiet muzycznych aspiracji Złej Obsesji. I dobrze, ponieważ muzyka rockowa nie składa się przecież z samych milowych słupów. Na drodze do panteonu sławy znacznie częściej natrafić można na zwykłe przydrożne słupki (co 100 metrów).

Przywiązanie do patentów wczesnej IRY przefiltrowane przez punkową stylistykę, stanowi główną oś repertuaru zarejestrowanego na „Rock The City”. No i wykonawczo-tekstowa zadziorność, która w połączeniu z niezłymi riffami melodyjnie i owocnie prezentuje się w utworach takich, jak np. „Nie Przestanę” i „Mały Świat”. Jest rockowo, pojawia się melodia i pasujący do niej, niezbyt skomplikowany tekst. Zdecydowanie najbliższa estetyce dawnej IRY, tytułowa „Rock The City” odkrywa przed słuchaczem całą prawdę: to granie mocno standardowe, zapatrzone gdzieś w pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych. Lecz o dziwo, takie podejście absolutnie nie deprecjonuje dzieła końcowego. Rzecz tkwi w dobrych, nośnych kompozycjach. A, że to już było? Wszystko już było! Ważne, że „Niemiły Typ” odpowiednio działa, ma swój „flow” i da się przy jego dźwiękach wyrywać na koncercie panienki.

Trochę mniej mogą się podobać nieco „sztampowe” „Tak Jak Chcę” i „Długie Chwile”, zatrzymane jakby w połowie drogi: na punk za słabo to brzmi, na hard rock zbyt miękko, i w sumie wychodzi z tego taki Oddział Zamknięty lub inny Scorpions w swoich najsłabszych chwilach. Za to „Szaleństwo W Oczach” ma ciekawą strukturę; zaczyna się balladowo, ale ostatecznie zmierza w stronę mocnego riffu. Przy tej okazji warto wspomnieć, że przydałaby się na „Rock The City” jakaś stricte balladowa kompozycja, która stanowiłaby kontrast dla tych melodyjnych, niekiedy zbyt podobnych do siebie kompozycji. Trwająca niespełna trzydzieści minut płytę kończy punkowy „Nie Chcę Czekać”, który ma wreszcie odpowiednią siłę pozwalająca zmierzyć się z tym właśnie stylem.

Ta recenzja musi być taka jak ten krążek. Nie ma co się w niej rozpisywać, silić na jakąś głębszą analizę. Debiut Złej Obsesji to solidna i treściwa płyta. Nagrana w dobrym studio, z odpowiednią kompetencją wykonawczą. To muzyka, która sprawdzi się na każdym koncercie – tym stadionowym i tym w pubie. Sprawi niewątpliwą radość i pozwoli przez chwilę zapomnieć o codziennych kłopotach. Czy to za mało? Nie, skoro rock’n’roll to głównie zabawa, która tylko niekiedy przemienia się w wielką sztukę.

Zła Obsesja, „Rock The City”. Wydanie Własne.

Recenzja pierwotnie ukazała się na stronach codziennej gazety internetowej NaszTomaszow.pl

(p)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza