Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Dąbrowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Dąbrowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2026

Wypisał się z sieci i z siebie

 

TADEUSZ DĄBROWSKI „PUK”, PIW, Warszawa 2024.

Awaria internetu w piątkowy wieczór. Brak sieci w sobotę, i niedzielę, i poniedziałek. Sięgałem więc po „PUK” Tadeusza Dąbrowskiego – trochę niechętnie, bo nawyk kazał scrollować, surfować, chillować. Poezja to pewien mozół, powolne przeciskanie się przez frazy. Niemniej dałem radę, mimo początkowego oporu.

Bo przecież zawsze coś mnie drażni. Że ja bym tak nie napisał. Tu za krótko, tam zbyt rozwlekle, albo że nie użyłbym danej metafory dopełniaczowej. No bo jakże to: „hospicjum wazonu”? Jak to: „laguna mojego ucha”? A „smycz świtu” brzmi niemal jak Siwczykowy „kicz końca”. „Maca miasta”, „bungee języka”, „kołdra snu”, „łososie zachodu”, „wędkarz idei”. Sporo tego – zacząłem złośliwie wybierać te dopełniacze jak rodzynki z sernika! Albo te erotyczno-pornograficzne wtręty... Ta swoboda w posługiwaniu się nimi, jakby autor za wszelką cenę chciał wywołać rumieniec u młodych czytelniczek.

Ale na szczęście jest i ona – poezja! To, co daje czytelniczą satysfakcję: obrazy, których nie wywoła powieść ani najlepszy film. Zatem cieszę się z lektury „PUK-u” i go polecam.

Na mojej zawalającej się półce mam kilka tomików redaktora naczelnego „Toposu”: „Mazurek Dąbrowskiego”, „Te Deum” i „Czarny kwadrat”; prawdopodobnie gdzieś zapodział się też tom „Pomiędzy”. Przypomniałem sobie, że sto lat temu, podczas poetyckiego festiwalu w Kutnie, wiozłem autora swoim Fordem na dworzec.

„PUK” spodobał mi się. Już sam tytuł jest intrygujący. Oznacza „osobisty klucz odblokowujący”, co stanowi ciekawą, alternatywną definicję poezji. Odsyła on do wiersza bez tytułu ze strony 23. Poeta wyznaje w nim, że „wypisał się z sieci” i „z siebie”, ale jest jeszcze coś „małego, mniejszego z dnia na dzień, do czego nie macie dostępu”. Metaforyzując – ten kod PUK pozwala mu na restart: odrzucenie siebie popisującego się w sieci na rzecz stworzenia siebie intymnego.

Przyznam, że nie przepadam za wierszami o poezji i o samym poecie. Wydaje mi się, że ciężko uniknąć w nich sztucznej pozy. Lubię wyobrażać sobie, że wiersz po prostu „jest”. Nie lubię też pytań o natchnienie czy szczegóły warsztatu – to ma przecież drugorzędne znaczenie. Niemniej tutaj, w tego typu utworach, padają dobre puenty, trwa fajna gra z ironią, pojawia się kreacja „dziwnego stanu bycia autorem”. Najcelniej wypada to w „Ars poetica”, gdzie autor stwierdza, że poezja jest jak obserwacja przez dziecko smoczka, którym je oszukano, zastępując mu pierś matki. Celny jest też wiersz „Wiewiórka”, w którym poeta czuje się prawdziwie wolny dopiero wtedy, gdy ucieka mu wiersz. Podobnie w miniaturce „Przesuwanka”, gdzie „poezja to pusty element”.

W „PUK-u” najbardziej podobają mi się teksty zbudowane z intymnych wyznań. W „Pozytywce” każdy prywatny dramat i chwila szczęścia to wypustki bębna, pod którymi człowiek „ugina się i prostuje”. We „Włosach” odnajdujemy wieczną miłość mamy do zmarłego taty – „triumf piękna nad rozkładem”. W „Telefonie” intryguje jednoczesność oczekiwania na „zaśnięcie” cierpiącej babci i sen grymaszącej córki. Zapada w pamięć „guma do weków” z wiersza „Siła”, która wije się jak dżdżownica, bo wszystko chce powrócić do pierwotnego kształtu. Absolutnie doskonały jest utwór „Małej Basi” z frazą: „Dzisiaj twoimi oczami znowu zamrugał do mnie ojciec”.

Pięknie wydany tom – czapki z głów dla wydawnictwa PIW – zawiera sporo wierszy, do których będę wracać. „Piętka” z metaforą krajalnicy do chleba, „Piosenka o pociągach” – traktująca trochę o sile modlitwy, a trochę o jej daremności. Czy „Wąż” z odniesieniem do Herberta, w którym pojawia się motyw kultowej gry z archaicznych komórek. Zostaje w pamięci „zło w rowkach podeszwy galowych butów”, „ślina Papieża” i „mała niby-Basia”.

Interesujący jest zestaw „Ekopoetyka”, w którym autor sławi w niemal biblijny sposób miejsca stworzone przez człowieka: hangary, zbiorniki retencyjne, złomowiska i szroty. W jakiś pokrętny sposób oddaje tu swój zachwyt nad dziełem ludzkiej myśli. Podczas gdy wielu współczesnych twórców popada w ekstazę nad naturą, Dąbrowski zdaje się nieco pokpiwać z tej powszechnej, jak to ujął na spotkaniu autorskim: „podmianki Boga na wieloryba, drzewo czy ocean”.

Ta książka trafia w moje pojmowanie poezji. Przez wiersze poznajemy autora, wchodzimy w jego myśli, przekonania i intymny świat. I jest to wejście „na poważnie”, choć doceniam też jego autoironiczną dezynwolturę w wierszu „Podręcznik”, gdzie tak oryginalnie wypomina sobie wycieczki do nocnego po kolejną flaszkę.