poniedziałek, 6 lutego 2012

Czerpanie ze światła



Autor: Krzysztof Kleszcz



DE PRESS "Norwid. Gromy i pyłki", 2010

Teksty Norwida w piosenkach to nic nowego. Wystarczy wspomnieć genialne wykonania: "W Weronie" Kurylewicza, Warskiej i Niemena, czy "Bema pamięci żałobny-rapsod" Niemena albo Homotwist. Także De Press sięgał wcześniej po słowa wieszcza, np. na płycie "Groj mi skrzypko", gdzie "Moja piosenka (II)" miała bardziej rockowy charakter.
"Norwid. Gromy i pyłki" muzycznie brzmią nie mniej przebojowo, niż słynne "Bo jo cię kocham". "Ciężkie Norwidy" zniechęcą tylko twardogłowych, bo to krynica, w powodzi popowej papki, którą karmią nas media.
Najlepszy na płycie - "Święty-pokój" ma klimat New Model Army. Kończy się zresztą gromem - podobnym do tego na płycie "Thunder And Consolation". Tekst Norwida o konieczności podjęcia wysiłku, o poświęceniu "Jeszcze tylko kilka stromych gór, / A potem już słońce i harmonia!(...)" dzięki muzyce De Press, brzmi jak niezwykły hymn.
Podobnie "Do wroga!" z wezwaniami "Cofnij się! - wołam - głucha lodu-bryło: / Dopókiż będę p o d t o b ą umierał?... ", "Wrogi!... do nogi broń!... k t o j e s z c z e c z ł o w i e k, (...)", które mają siłę wywoływania rewolucji.

Piosenka "Tymczasem" ma punkowo-Armijny werw, inna kojarzy się z Kultem. W "Buntownikach" niski głos Dziubka brzmi teatralnie, a do tego jeszcze gitara wygrywa piękne dźwięki, podobne do "Espana Forever" Maanamu. Skąd wziąć dreszcz, który tak przeszywa, jak przy słowach "Czemuż raczej nie wierzą Kancelarii, / Ojczyznę woląc niż rubryki;" ?
Bardzo lubię początek płyty. Już pierwsze takty brzmią jak zagubiony kawałek z płyty Mad Season "Above".

Dzięki ciekawej aranżacji, na perkusję z pudełka i cymbałki, wzruszająco brzmią "Trzy strofki". Norwid oddał tu tęsknotę emigranta, który opuścił ukochaną i prosi o usprawiedliwienie: "Nie bluźń, żem zranił Cię, lub jeszcze ranię, / Bom Ci ustąpił na mil sześć tysięcy; I pochowałem łzy me, w Oceanie, / Na pereł więcej!...(...)".

Nie mniejszą moc mają: "Po balu" ("Ale i ta jedna z wosku była..."), "Czy podam się o amnestię?" ("J a - o d l e c i a ł e m, j a k c z y n i ą g o ł ę b i e / W ę ż o m i p ł a z o m z o s t a w u j ą c z d r a d y." i "Jam z tych poetów, co nie słówka nucę, / Ja to, co śpiewam, żyję i boleję..."), czy podniosłe "Syberie".
Wracając do "Mojej piosenki (II)". Ta wersja, w pierwszej chwili zbyt popowa - dziwnie podobna do piosenki Joy Division "Love Will Tear Us Apart", nasunęła mi parafrazę: "P o l s k a znowu nas rozdzieli"... Teksty Norwida bowiem brzmią doskonale w aktualnym kontekście politycznym. Dziś nie trzeba być emigrantem, by tęsknić za Polską, w której bierze się "t a k za t a k, a n i e za n i e", w której polityk nie stosuje "światłocienia", i gdzie "kruszynę chleba podnoszą przez uszanowanie"...
A jak brzmi tęsknota wieszcza: "do kraju tego gdzie winą jest dużą, popsować gniazdo na gruszy bocianie...", w chwili gdy pewna celebrytka bez żenady jest dumna z aborcji?
Albo wiersz "Krzyż i dziecko". Czyż nie przystaje do debaty o obecności krzyża na sali sejmowej: "Patrz! jaki tam krzyż,/ Krzyż niebezpieczny"?

Oczyszczający smutek tkwi w tej płycie. To w ogóle jest niezwykłe: sięganie po słowa poety, który ponad sto lat temu zmarł gdzieś w zapomnieniu; czerpanie ze światła jego "rozpacznej gwiazdy".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz