poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Jak łzy w deszczu





Muzyce punkowej granej w Polsce Rzeczpospolitej Ludowej niemal od zawsze towarzyszyło hasło: „trzy akordy, darcie mordy”. Słuchając, po prawie trzydziestu latach od tamtej historii, płyty wydanej w tym roku dochodzę do wniosku, że przez ten czas niewiele się w tej kwestii zmieniło. Swojski punk to wciąż przede wszystkim akordy i „darcie mordy”. W przypadku prezentowanego materiału przekaz odnoszący się do nazwy grupy, która brzmi Born in the PRL, przypomina mi o tamtym podejściu do punkowego grania. Urodzeni w „peerelu” powinni pamiętać (jeśli urodzili się u jego schyłku – choćby z opowieści) o reglamentacji (kartkach na podstawowe produkty, kolejkach i pustych półkach w sklepach), godzinie milicyjnej w stanie wojennym, warkocie syrenek, trabantów, wartburgów i warszaw na szarych ulicach. Akademiach ku czci, koszulach non iron i krajowych „dżinsach” marki „Odra”. Lusterkach z czterema pancernymi na rewersie. Wczasach i koloniach w Kołobrzegu. Grze w kolarzy i zabawie w chowanego. Wszystkie te dobre i złe chwile minęły jak łzy w deszczu…

Co jednak sprawia, że zespół założony w 2005 roku przyjmuje nazwę odwołującą się do tamtych czasów? Czy wyłącznie to, że muzyków w średnim już wieku od czasu do czasu ogarnia niewytłumaczalna nostalgia? Prawdopodobnie zupełnie nie to, choć powody wydają się na pierwszy rzut oka podobne. Utwór otwierający płytę („Wyścig szczurów”) uświadamia nam, że jak dotąd udało nam się zmienić dekoracje, ale na pewno nie naszą mentalność. Dziś ścigamy się (czasem sami ze sobą) w konsumpcyjnym amoku już nie tylko po to, żeby zdobyć upragniony paszport, czekoladę, zachodnie piwo w puszce czy markowe stereo, ale o dobra o wiele bardziej luksusowe, których chęć posiadania potrafi nas zniewolić i zdeterminować: „Luksusowe ubrania / szybkie samochody / tak wiele jesteś / w stanie dla nich zrobić”.

Wyścig szczurów to jednak nie jedyny temat. „Posmak” charakteryzuje się przede wszystkim dosyć kontrowersyjnym tekstem, który w kontekście ostatnich tragicznych skandynawskich wydarzeń, może niepotrzebnie razić słowami: „(…) pistolet trzymam w kieszeni / zaraz zacznę celować / tak dużo mnie od was dzieli”. Na szczęście przy jego końcu wyjaśnia się, że mieliśmy do czynienia jedynie ze snem autora tekstu, który nigdy nie ma prawa się ziścić. Z kolei „Psy” to typowa punkowa zagrywka w stylu „oi, oi, oi!”, z pewnością niejednokrotnie wykorzystywana na koncertach w celu podniesienia i tak już gorącej atmosfery.

W „Bombie” ponownie mamy do czynienia z „bombowym tekstem”, który jak się wydaje, bywa stałym elementem „anturażu” Born in the PRL. W tej kompozycji wokaliście towarzyszy wokalistka (Ola – członkini zespołu) powtarzając za nim poszczególne frazy, a i linia melodyczna jest tutaj o wiele bardziej urozmaicona niż we wcześniejszych, „punkowo-siermiężnych” piosenkach. „Praca” to tekstowo wreszcie taki punk, jaki daje się lubić. Wyrastający z niezgody na pewne społeczne uwarunkowania, które starają się nagiąć każdą niemal jednostkę do ich bezwarunkowej akceptacji, uwarunkowania z zasady nawołujące do przestrzegania określonych norm społecznych. W tym konkretnym przypadku poddający w wątpliwość etos pracy, każdej, nawet tej, która nie przynosi człowiekowi żadnych profitów finansowych, ani emocjonalnych. Fajny gitarowy riff, fajna melodia, nośny refren i jasny przekaz: „To nic za to mi płacą / to nic to tylko moja praca / niech cię wyzwala / a mnie wypala”.

W „Zawsze jest taki ktoś” Born in the PRL poruszają tematykę władzy absolutnej i okrucieństwa niektórych przywódców. „Ryzyko” odnosi się do współczesnych problemów egzystencjalnych, okazjach i szansach, których wybór i konsekwencje wpływają na całe nasze życie. Zespół zachęca do podejmowania ryzyka w imię przyszłych profitów. „Kibice” jak wskazuje już sam tytuł, to pieśń poświęcona kibicom (na płycie znalazła się jeszcze jedna kompozycja o tej tematyce, tym razem poświęcona żużlowi – „GKS”). Muzyka nabiera w tych piosenkach „marszowego” charakteru, a do tematyki związanej z „kibolską” nomenklaturą Born in the PRL powraca w utworze zatytułowanym „Kompleks”, w którym udanie prezentuje swoje ironiczne i zdystansowane oblicze wobec tego, o czym tak często śpiewa. Aby się o tym przekonać, wystarczy przytoczyć fragment tekstu: „Jestem nikim / ale mam groźnego psa (…) / mój pies / nazywa się kompleks”. „Kompleks” wyróżnia się także pod względem kompozycyjnym. Muzyka Born in the PRL dla mnie osobiście jest ciekawsza wówczas, gdy muzycy zaczynają na płycie kombinować, szukać ciekawych melodii i podziałów rytmicznych.

„Born in the USA” to raczej nie jest. Nie ta szerokość geograficzna, nie ta muzyka, zupełnie nie ta historia. Bo chociaż muzycy urodzili się w PRL-u, dzisiaj żyją i tworzą w zupełnie innym kraju, o którym lepiej lub gorzej starają się pisać i śpiewać. Ponieważ Polska Rzeczpospolita Ludowa z czasów ich dzieciństwa rozpłynęła się dawno temu na zawsze. Jak łzy w deszczu.

Born in the PRL „Born in the PRL”. nasionorecords.

Recenzja ukazała się pierwotnie na stronach codziennej gazety internetowej NaszTomaszow.pl

(p)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza