niedziela, 2 grudnia 2018

Przygwożdżenie i przybicie

A PERFECT CIRCLE „Eat The Elephant”, 2018.


Nikt nie powie, że A Perfect Circle to jakaś gorsza wersja Toola. Dźga równie mocno i jeszcze przekręca rękojeść.

Maynard James Keenan - lider zespołu Tool - zapisał się w historii muzyki płytami "Undertow", "Aenima" i "Lateralus". Płyty jego drugiego zespołu A Perfect Circle: „Mer de Noms” z 2000 roku i „Thirteenth Step” z 2003 roku - były bardzo udane, ale dopiero nowa - wchodzi na tamten poziom.

Przyznam, że zniechęcała mnie obrzydliwa okładka. Tymczasem trzeba było od razu słuchać, słuchać, słuchać!

Wszystko zaczyna się łagodnie, jakby za oknem sypał śnieg i zbliżały się święta. Słuchanie tytułowego utworu to kurs koncentracji albo motywacji – piękna, posępna rzecz, zaśpiewana łagodnym (à la żeńskim) głosem. Fragment "Just take the step / Just take the swing / Just take the bite / Just go all in" to modlitwa za zły świat, w którym ludzie są bierni i nieudaczni. „Zjeść słonia” czyli rozwiązać problem, trzeba powoli krok po kroku.

W przepięknym "Disillusioned" Maynard stawia diagnozę, że się pogubiliśmy, wgapieni w coraz większe ekrany, coraz szybsze migoty. Wierzy, że możemy się jeszcze odnaleźć w ciszy, przestać nurkować za byle błyskotką. Pora na reset, by dostrzec ludzi obok, przestać żyć "krzemową obsesją". Te dźwięki pianina w środku utworu! Jakby nas chciały naprawić, pukać nas w czoła, gładzić nam czupryny.
Maynard zdaje się tu cytować angielskiego poetę Johna Donne'a: "Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. (…) Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj komu bije dzwon. Bije on tobie..."

Trzeci na płycie "The Contrarian" brzmi złowieszczo. Przestrzega się przed kłamcą i odmieńcem, który jest jak heroina.

Najlepszy na płycie jest "The Doomed" - przygwoździł mnie i przybił. Już początek zniewala - szczególnie odpalony z odpowiednią głośnością. "Podziwiaj nowego Chrystusa, tę samą starą hordę", "nowy początek, nowe słowo, a słowem była >>śmierć<<, i słowo było światła pozbawione. Nowe błogosławieństwo: - Jesteście zdani na siebie”. Ciężko się otrząsnąć z tego przeinaczenia „Kazania na górze”: "błogosławieni cudzołożnicy / możemy się pochylić, by być ich dziwkami / błogosławieni bogaci / możemy pracować, dostarczając im więcej". Nie pamiętam, by komuś się udało tak załkać z bezradności: "Co z pobożnymi, czystego serca, spokojnymi? Co z łagodnymi, opłakującymi i miłosiernymi? Skazani na zagładę! Skazani na zagładę!"

W "So Long, And Thenks For All The Fish" wieszczy się apokalipsę, która nastąpi wśród okrzyków radości. Zmarnowano pieniądze na "diety, prawników, psychiatrów, apki i flagi, i operacje plastyczne" - tymczasem bohaterowie odchodzą (Gene Wilder, który grał Willego Wonka, David Bowie - Major Tom, Carrie Fisher - księżniczka Leia), a pokaz fajerwerków jest jak zwiastun atomowego grzyba.

W przejmującym "TalkTalk" wokalista wyśpiewuje rozpacz. "Wiara bez uczynków jest martwa!", skończcie więc gadać i bądźcie jak Jezus!

Druga część płyty jest nieco słabsza. "By And Down The River" za każdym razem mnie nuży. "Delicious" o tym, że zło dosięgnie złych ludzi - tym razem nie ma takiej siły. Instrumentalny "DLB" – to typowy wypełniacz. "Hourglass" – dużo ciekawszy, brzmiący jak Marilyn Manson - straszy końcem wszystkiego – wszak wszystko się sypie. „Feathers” - ma dla nas ukojenie i zapewnienia, że razem, może nam się udać. A ostatni utwór zmienia A Perfect Circle w Portishead.

Fantastyczny powrót zespołu po 15 latach od poprzedniego autorskiego materiału. A o nową płytę Toola możemy być spokojni.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza