niedziela, 13 października 2019

Zrób przebój ze swojego przegrywu!

NAGROBKI "Pod Ziemią", thisisnotarecord 2019


Żyję, czy tylko się śnię? Któż nie zna dziwnego uczucia nieobecności, utraty kontroli nad sobą - bycia nieżywym ze zmęczenia, z uwikłania, z przepracowania, z wgmatwania się w coś? Ach, te daremne próby uszczypnięcia się, to zapadanie się w czarną jaźń! Jeśli ośrodek decyzyjny wyemigrował z twojej głowy, jeśli nagle czujesz się marionetką, której wdrukowano w głowę tylko jakieś fizjologiczne "jeść / spać / pracować / oglądać tv", jeśli masz poczucie bezsensu... tak! to płyta for you! Zrób przebój ze swojego przegrywu!

Czy jej funkcją jest wyzwolenie się z tego stanu? Przełamanie? Przez katharsis, odbicie się od dna? Zapewne tak, bo czy można w ogóle brać na serio "kładzenie się do głębokiego dołu"? Ale z drugiej strony: skoro w każdych zawodach jest jeden zwycięzca i tysiąc przegranych, to oto płyta dla tysięcy, którzy chcą swą porażkę oswoić, głaskać ją jak ulubione zwierzę. 

Senna mara zaprasza w tango. "Mój dół" to niesamowity utwór o tajemniczym planie położenia się gdzieś w lesie, w jakiejś mrocznej osobni. Te dźwięki robią nam blady makijaż. Muzyczny trans i beznamiętny głos, gloryfikujący deprechę. Piękne pochody basu i senne dźwięki pianina - pełne rezygnacji. Wymsknięte "jutro przyjdą ci debile" zdaje się wskazywać na przyczynę wypalenia. W świecie zdominowanym przez głupotę, naturalną potrzebą jest - nie dołączać.

Uwielbiam brzmienia saksofonu i klarnetu pana Mikołaja Trzaski (był np. na poprzedniej płycie Nagrobków "Granit", na płycie zespołu Drekoty, na płycie ze Świetlickim). W piosence "Nie uwierzysz skąd dzwonię" jego dźwięki robią piękny, nierealny klimat. Są jeszcze jakieś plumkania zegarów w tle i to wyznanie: "Bardzo zimne mam dłonie, długo stałem na mrozie". Nakręcana zabaweczka tańczy przy turpicznym podkładzie.

Trzeci utwór zaczyna się jak piosenka Alphaville z lat osiemdziesiątych. Tu gra się metaforą "spalania się", jej absurdem. Te dosłowności "Pył na twoich włosach to właśnie ja / Przyklejam się do wszystkich jak rzep do psa", "Roznosi mnie wiatr po nowych terenach / To co masz dziś w nosie to właśnie ja", mogą wywołać ekstazę własną "marnością nad marnościami".

"Idę do Ciebie mój Ojcze" wydaje mi się najmniej wyrazisty w zestawie. Za to rozedrgana "Spowiedź umarłego" ma w sobie sporo życia (hehe). Zatem jesteśmy jak Umma Thurman u Tarantino - w trumnie. Tu dodatkowo: w trumnie uwolnieni z traumy. Spod ziemi płynie radość, że już sobie nie zaszkodzimy, i że to "Na zawsze".  

"Chciałbym nie wierzyć w nic" - przekształca cytaty z Raz Dwa Trzy ("Trudno nie wierzyć w nic") i Tadeusza Woźniaka ("Zegarmistrz światła"). Piosenka ciężka jak kowadło, powolna jak walec drogowy, pod koniec staje się zaskakująco eteryczna jak motylek.

Przerażająca "Ile wziąć" straszy nas autostradą do piekła. Tu inspiracją było "Remedium" Maryli Rodowicz. Tam się uciekało od jesieni w nieznane pociągiem byle jakim, tu - czmycha się w zaświaty.

"Matka jedyna ciąg dalszy" - kłuje bólem matki po śmierci syna.

"Nigdy już nie wróci" - zaczyna się marszowo. Jest tu przeróbka słów Władysława Bełzy "Kto ty jesteś?". Brzmi to tak: "Kto ty jesteś? / Jestem nikt / Co tam niesiesz? / Niosę krzyż / A w co wierzysz? / Wierzę w nic..." Chłodne dźwięki zimne jak u The Cure w "Seventeen Seconds", przechodzą w ciekawą jazzującą codę, prowadzącą aż do... (nie chcę spoilerować, tym trzeba się zaskoczyć).
Specyficzna to rzecz. Dla tych, którzy lubią przewrotność, nie boją się przekraczania granic.
Poskromienie śmierci? Żarty z odchodzenia na drugą stronę? Z ironią o agonii? W każdym razie, pójdźmy boso w ten tan.