czwartek, 14 lipca 2016

Dzień święty, rok pański. Wszystko jest smakiem, cudem.

KRZYSZTOF BIELEŃ "Błystki wahadłowe", Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2015.

 
Różne miejsca akcji. Autor to jeden z tych, co „od dziecka mają dryg do roboty”, pracuje za granicą, to jako hydraulik, to przy budowie dachów. I podróżuje. Gdzie go nie było: Włochy, Damaszek, Niger, Hiszpania.

Ale powraca w rodzinne Podkarpacie, tu gdzie, jak pisze: „los się do mnie uśmiechnął: wylosowałem prowincję, gdzie grabię liście w ogrodzie (resztki po zeszłym roku) grabiami, którym brak zębów (...)” To słowo „wylosowałem” przypomniało mi frazę z wiersza Piotra Macierzyńskiego: „wylosowałem Polskę / w pokerze po takim rozdaniu / mówi się pas”. Doceniam sarkazm łódzkiego poety, ale to przy lekturze wierszy poety, który wziął się za bary ze światem, "zdjąłem czapkę z głowy". Ileż frajdy dała mi lektura „Błystek...”! Oto spokój, oto światło. Żadnego użalania się nad sobą, jeśli już to ironia... („uparty matoł”, bo „błogosławieni, którzy umieją śmiać się sami z siebie”). Proste życie – w podróży, pełne pracy i lektur. Czerpanie z niego pełną garścią.

Trudno nie zauważyć erudycji i mądrości. Nie pozazdrościć. Dużo uwagi poświęca się tu szczegółom: nazwom gatunków roślin - jakby to one same już były poezją (bagno górne, wiązówka błotna, wierzba mandżurska, irga, żywotnik), nazwom zwierząt, nazwom własnym miejscowości (np. Kłapówka, Siepietnica nad Olszynką), nazwiska twórców: (Proust, Leonardo, Heraklit, Platon), postaci historycznych (papież Damazy), nazwiska miejscowych (zdun Sychta), postaci z powieści, obrazy znane z muzeów... Wszystko to pojawia się od niechcenia, nagle wśród z pozoru błahych rozmyślań. Jakby autor miał w ręku klucze do wszystkich furtek świata. Ileż szczęścia wynika ze świadomości!

Autor czasem aż upaja się tym co widzi: „słońce zachodząc właśnie, czyli tuż nad ziemią wisząc, ma odcień lekko przypalonej skórki chleba bez kwasu”, „A dzień dziś bezsłoneczny, zaczyna mżyć, więc tym żywiej z dziedzińca / wchodzę do podziemi (niby z dzieła w czerwieni / do dzieła w czerni) (…)”

Inteligent spędza czas na gospodarskich czynnościach, które mu nie tylko nie uwłaczają, ale dostarczają mu pretekstów do przemyśleń: np. giętkie języki płomienia zaczynają mu przypominać żebra łodzi. Wszystko jest smakiem, cudem: „Płaskowyż, jak pod Kolbuszową, nade mną księżyc, jakby zrobiony z tłustego sera, z niebieską pleśnią;”. Liczy się dobrze wykonana praca. Dostarczyć radości może choćby rozłożenie parasola („w pańskim geście, podszytym wdzięcznością / za to, że wciąż jeszcze się jest pionkiem w tej grze.”)

Filozof, erudyta tka frazy skojarzeniami: „Tutejszy wiatr niczym świst miecza nad głową (...)”, utknięcie na lotnisku kojarzy mu się z oczekiwaniem nomadów na koniec zamieci. To wiersze wynikłe z tułaczek po świecie: „Ten syk, zmieszany z wiatrem, przypomina mi tutejszy język, pełen przydechów, chrząknięć, zwarć krtaniowych i ciągłych zadławień przy łykaniu słów (...)” Są bliskie prozie poetyckiej. Mają własny sznyt. Zmuszają do refleksji, uśmiechu, gdy widzi się Szekspira- „jeszcze ranek nie tak blisko” na wędkowaniu. Dwanaście ostatnich ma formę listów, zaczynających się od słów „Bracie, ...”. Uważny czytelnik odnajdzie takie frazy-cymesy: czuję się tu jak młody bóg, gdy krzątam się po podwórzu, / koszę kosą osty i pokrzywy w sadzie, zbieram upadłe / jabłka pod jabłonią (…) choć coraz gorzej widzę, i to z bliska, / zwłaszcza rządki drobnych liter, ucho igły, koniec i początek / nitki, dziurki guzików, lecz póki co starczy zwiększyć dystans, / by znowu wszystko stało się przejrzyste.”

Gdy czytam „krycie dachów trzciną mnie uskrzydla”, gniotę te wszystkie swoje pretensje do świata, włączam przycisk z napisem „pokora”. „Tuż obok strugaczka, ołówek / kartka papieru w cienkie proste linie, równoległe w stosunku / do siebie.” I od razu mi lepiej.

Przeczytaj też recenzję książki Krzysztofa Bielenia "Wiciokrzew przewiercień"

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawa oprawa tematyczna bloga - idealnie psuję. Konkretny wpis!

    OdpowiedzUsuń