Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Radwański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Radwański. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 stycznia 2026

Wszystko jak być miało, tylko na odwrót albo bardziej

 JANUSZ RADWAŃSKI - "TRENY", 2025 


Janusz Radwański to poeta z Kolbuszowej, także tłumacz z ukraińskiego. Autor kilku tomów, z których „Śpiewnik szantowy” spodobał mi się na tyle, że wybrałem z niego słowa, by zrobić „wiersz z bitem” – „Spięcie” – jeden z moich ulubionych.

Autor udostępnił tomik do ściągnięcia w PDF. Oto link: https://drive.google.com/file/d/1tGmVmSPqmBaSYcwbqjUjDf7vkw5oC03X/view

To krótki arkusz poetycki – zaledwie trzynaście wierszy. Łatwo przeczytać go za jednym podejściem. Dostajesz porcję smutku wpisaną w krótkie, ostre formy. Zaczyna się wyznaniem bezradności – że po śmierci nie wiadomo, jak żyć z fizyczną pustką. A potem przychodzą – jak uderzenie obuchem w głowę – poodwracane fundamentalne biblijne toposy („Pęknięcie” z ofiarą Abrahama i „Kolęda” z narodzinami w Betlejem). Oba wiersze mieszczą w sobie tyle bólu, ile tylko może pomieścić ta krótka forma. Nie zapomnisz już tych fraz: „Królowie zabierają dary, pasterzy nie ma” i „bo wszystko jest, jak być miało, / tylko na odwrót albo bardziej”.

Wobec bezsensowności i okrucieństwa straty to, w co się wierzyło, staje się nagle puste i nieznośne. Religijne pocieszenie nie działa. Stoicyzm wobec takiej bezwzględności losu staje się niemożliwy.

Radwański w „Trenach” ukazuje nam szpitalną rzeczywistość: biurokrację, daremne pocieszanie kolorowymi dekoracjami na ścianach (szczególnie foka jako kierowca pociągu – nagle staje się absurdalnym maszynistą szalonej lokomotywy). I jest tu ten najbardziej przejmujący wiersz. Ja bawię się AI, a tu w modlitwie pełnej wyrzutu ojciec pyta Boga, czy wiedział, że istnieją grupy na Facebooku, w których ludzie proszą, by ktoś dzięki AI ożywił matkę albo usunął rury respiratora z gardła dziecka.

Jest tu dużo goryczy utraty dawnego beztroskiego życia (celna metafora składania silnika, gdy potrzebne były wiele rąk i było wiele radości, nawet gdy coś się nie udawało). Zostaje w pamięci sztuczny pocieszyciel – infolinia, która w kółko powtarza: „jesteś pierwszy w kolejce”.

W poruszającej historii szalonej podróży na połoninę do Chatki Puchatka (patrz zdjęcie), w której autor zdążył jeszcze pokazać córce Bieszczady, zamiast patosu żałoby dostajemy zwykłą ludzką historię – pośpiech, irytację logistyką wyjazdu busem w góry. 
Na koniec nie ma żadnych pocieszeń, żadnych wizji nieba (jak u Jana Kochanowskiego), raczej gruby tekst – cytat z Walaszka – rozbrajający sytuację, o której powiedziało się już wszystko. I wreszcie milczenie – już bez żalu, ale też bez cudu niepamięci.

Ten arkusz wpisuje się w nurt współczesnej polskiej literatury, która odważnie i wstrząsająco mierzy się z tematem straty dziecka. Można go postawić obok „Obsoletek” Justyny Bargielskiej, „Bezsynności” Pawła Bilińskiego czy „Apokalipsa. After Party.” Piotra Przybyły. Podobnie jak oni, Radwański z brutalną szczerością opisał doświadczenie, które rozbija świat na kawałki.