czwartek, 21 lutego 2019

Kropla opadła na liść

URSZULA ZAJĄCZKOWSKA „minimum”, Warstwy, Wrocław 2017.

Pierwsza rzecz to zachwyt nad sztuką edytorską. Mistrzostwo! Sztywna okładka, piękny papier (Alto Creme 1,5 100 g/m2 | Panta” (cokolwiek to znaczy), zaokrąglone grzbiety, złota czcionka. Wydawnictwo Warstwy – jesteście mistrzami. Tomik jako dzieło sztuki. Odpowiednią dać rzecz – słowom! Pięknie zaprojektowane cacko! Wzruszenie, że można tak!

Ale to oczywiście byłoby na nic bez poezji. Te sztychy z XIX wieku, byłyby tylko fajne, gdyby nie dopisane do nich komentarze autorki - każde trafione w dziesiątkę! A łasica przegryzająca kabel w Wielkim Zderzaczu Hadronów to już maximum!

Niby gdzieś to czytałem: u Szymborskiej - "Macie u mnie imiona: / klon, łopian, przylaszczka, / wrzos, jałowiec, jemioła, niezapominajka, / a ja u was żadnego." ("Milczenie roślin"), u Whitmana - "Wierzę, iż źdźbło trawy / nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd, / A mrówka jest równie doskonała i ziarnko / piasku i jajko strzyżyka, (…) / A krowa, żująca z pochylonym łbem, przewyższa każdy pomnik, / A mysz jest cudem wystarczającym, by wstrząsnąć sekstylionem niewiernych.", a jednak czytając zachłannie „minimum” mam pewność wyjątkowości tej poezji. 

Odkryłem poetkę, która z okiem w mikroskopie podgląda „podszewkę świata” - która umie kreować poetyckie obrazy zapadające w pamięć. Oto jej łąka, która "nie zeżre, / nie połknie, nie zetnie, nie porazi”, a przecież mogłaby, gdyby... Oto kościół, w którym zmokła niewierna, szepcze "bo ja tu, teraz / tylko sobie siedzę, / czekając / aż przejdzie chmura, / i zaraz cicho wyjdę / zostawiając cię całkiem samego / z tą twoją / wielką / tajemnicą."
Zachwyt nad żywym autorka umie urobić w formę zaklęcia: "dżdżownicy skrawek zawsze w dżdżownicę się odrodzi", przekonująco pokazać siłę roślin wobec słabości człowieka ("kokos przepłynie ocean").

Urzekły mnie jej wyznania o "cieple uwalnianego właśnie teraz tamtego upału", o tym, że naukowiec patrzy zbyt szczegółowo, gdy właśnie "kropla / opadła na liść", albo że "budzi mnie ze snu / mój kościotrup".

Znak tej poezji to złota proporcja między powagą, a zdystansowaniem i luzem. Są tu frapujące pomysły na wiersz jak np. machanie krok od środka krzywej Gaussa ("stoję i macham najmocniej jak mogę"). Szacunek za umiejętność opowiadania o swoich zawodach - o obudzeniu z olśnienia ("kosmo-barok"), za śmianie się ze swoich egzaltacji ("miejsce przy oknie"), i za to jak umie potencjometr ustawić na max, gdy do wątroby rozkazuje "nie po pierwszym, / nie po drugim, / ale po trzecim, / ma być kurwa optymizm / i optymizm jest."

Trudny temat upokorzenia kobiety został przedstawiony oryginalnie - z wykorzystaniem mitologicznego toposu nici ("Ariadna"). Albo te kilka pytań, gdy pierwszy raz trzyma strzelbę: "tylko dokąd? / w co? / w powietrze? w skałę? jezioro?" Błysk!

Wyróżnia się wiersz o wirtualnym spacerze po wsi Jedwabne. Zostawiają mętlik w głowie te: o strachu przed niedołężnością, z życzeniem, "niech coś tam ci trzaśnie, rozpryśnie, zamaże", o kulcie Maryi ("Marysia"), czy o chaotycznych myślach lekarki ("erka").

Odnalazłem się w rozterkach o śmierci (dużo w tomie pogrzebów, padliny, rozkładu), w rozmyślaniach o ołtarzu ("bazylika w Bardejowie. ołtarz Bożego Narodzenia") - "patrzę na ten ołtarz / i nie widzę niczego więcej / jak powykręcane / martwe drzewo / jakich w tych górach / jest wiele." Wzruszyła mnie czułość wobec świata ("Tylko mi nie kwitnij"), też czuję podziw wobec koron topól w zestawieniu z naszą taniością i bylejakością (tępy wstyd, „którego zaraz ciągnęłam z powrotem / na sznurku, cicho").

Nie przeszkadzała mi forma tych wierszy - duża ilością enterów. Podobała mi się za to poetycka komunikatywność, "Szymborskość", celność puent. Jeśli miałbym wskazać jakąś fałszywą nutę, to byłyby to drobiazgi – pojawiający się odwrócony szyk: „roślin sonaty” zamiast zwyczajniej „sonaty roślin”; być może kilka wierszy, np. „złota nanosekunda” jest zbyt blisko banału...

Tomik bezwzględnie polecam, jego cena początkowo 40,- "bolała", obecnie jest akceptowalna 22,50- - sprawdźcie skąd się bierze "światłowód czułości". Idźcie z tą książką w, choćby wyimaginowane, chaszcze, albo lepiej na polanę, w „dobre miejsce”, przeistoczcie się, przepoczwarzcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz