poniedziałek, 25 stycznia 2016

W walce ze złem

NEIL YOUNG & PROMISE OF THE REAL - "MONSANTO YEARS", 2015.

Neil Young wiecznie młody! Ten siedemdziesięciolatek wciąż ma power i gniew w oczach. Chce walczyć, świecić się. Użył tradycyjnych środków: swojego charakterystycznego lekko zmęczonego głosu, rzężącej gitary. Perkusja wybija prosty rytm. To klasyczny rock, bez udziwnień. Takiego Neila pokochałem.
Płytę poświęcił walce z korporacją, która niszczy kalifornijską ziemię: Monsanto. Wypomina, że ich produkty np. środek chwastobójczy Roundup, są szkodliwe - rakotwórcze. Podstawiam sobie pod Monsanto - zło, i mogę dołączyć do dziadka Neila w walce w obronie natury.

Na początek - podniosła pieśń o tym, że to dobry dzień, by zrobić coś pożytecznego. 
W "Wolf Moon" mamy harmonijkę (ukłon w stronę pięknej płyty "Harvest Moon") i pean o falującym morzu i pływających rybach w oceanie.
Dalej Neil wkurza się, że ludzie nie pragną prawdy, tylko chcą piosenek o miłości, że są głusi na bolesne fakty, wolą gładkie zdania i ściemę. No proszę, jakbym o polityce miłości pewnej partii politycznej w Polsce słyszał. Także dlatego "People Want to Hear About Love" wpada w ucho i w serce.
W gniewnym "Big Box" śpiewa o zgniecionej demokracji, o tym, że wielki biznes jest nawet w powietrzu, którym oddychamy, wszędzie.
Gwizdany początek (krasnoludki od sierotki Marysi idą do lasu?) ma piosenka nr 5 z nazwą sieci sprzedającej kawę - Starbucks. "Chcę filiżankę kawy, ale nie chcę GMO." - śpiewa i porywa.
"Workin' Man" z początku smakuje jak piosenka Boba Dylana. Opowiada historię rolnika Vernona Bowmana, który walczył z Monsanto.
Rzewny, najsłabszy "Rules of Change" - przerzucam, bo zaraz po nim jest hymn "Monsanto Years" gdzie Neil Young czaruje przetwarzając proste akordy.
Na mnie to działa - podnosi ciśnienie, każe działać, pisać, wierzyć.

Przeczytaj też recenzję innej płyty Neila Younga "Psychodelic Pills"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz