niedziela, 21 lipca 2013

Zęby piranii, sińce, fantasmagorie

MARK LANEGAN BAND "BLUES FUNERAL", 2012; 4AD

Osiemnaście lat temu Mad Season nagrał, moim zdaniem, najlepszą płytę grunge'ową pt. "Above"(z genialnymi: "Wake Up", "I Don't Know Anything" czy "November Hotel"). Właśnie ukazała się reedycja tej płyty rozszerzona o DVD z koncertu. Gdy popatrzeć na video do piosenki "Long Gone Day" widać genialnego ś.p. Layne'a i lekko wycofanego nieśmiałego Marka Lanegana... 

Piękne to były czasy. Wśród zespołów z Seattle obok Nirvany, Alice In Chains, Pearl Jam i Soundgarden... był też zespół Marka - Screaming Trees. Przyznam, że załapałem się dopiero na płytę "Dust", wydaną 2 lata po śmierci Cobaina, wg mnie przepiękną. A, że nie odniosła sukcesu zespół się rozleciał.

Lanegan jest dziś powszechnie cenionym muzykiem. Nagrywał np. z Joshem Homme (jako drugi wokal na płytach Queens of The Stone Age), z Gregiem Dulli (w The Gutter Twins), z PJ Harvey (na swej solowej płycie "Bubblegum"), z Soulsavers (album "Broken"), z Twilight Singers, z UNKLE...

Ach, ten jego głos. Zwykle porównuje się go do Toma Waitsa. Rzeczywiście - szczególnie w takim "Deep Black Vanishing Train", gdy straszy porażką, końcem, rozstaniem, gdzieś na dworcu, wśród warlających się wszędzie gazet, brzmi jak mistrz od "Small Change got rained on with his own thirty-eight"...

Od "Blues Funeral" ciężko się uwolnić. Doskonale sprawdza się wieczorem, przy zaćmionym świetle. Radzę zacząć słuchać od nr 3, od "Gray Goes Black". Idealny początek: "Don’t you turn off my radio / please don’t turn off my radio"... Hipnotycznie, apokaliptycznie:  "oczy wieczności płaczą", "usta wieczności śpiewają", ale pamiętaj "szary robi się czarny". Cała płyta ma podobny klimat. Bardziej hałaśliwe są tylko "Riot in My House" i "Quiver Syndrome"... 
Wyróżnia się od pierwszego słuchania "Ode to Sad Disco". Brzmi jak prowokacja. Ten smętny beat, "ta góra gwoździ, która pali się w twoich rękach."... Przedziwnie intrygująco.

Wróćmy do nr 1: "Piosenka grabarza" - wybrana na singiel. W monotonnym hałaśliwym riffem, brzęczącym jak silnik.  "Z zębami piranii czekałem na ciebie". O miłości i śmierci, o zemście. "Magnolie kwitną tak słodko i tak samo bledną". Z francuskim wtrąceniem: "Tout est noir, mon amour / Tout est blanc / Je t'aime, mon amour / Comme j'aime la nuit" jak przez zaciśnięte zęby: ("Wszystko jest czarne, moja miłości / Wszystko jest białe / Kocham Cię, moja miłości / Tak jak lubię noc").
Potem : nr 2: "Bleeding Muddy Water" - wołanie o oczyszczenie. Gdzieś z głębokości. Nr 4: powiedzmy, że to pieśń o upadku, kogoś kto miał zbawiać. Piękny refren, smutny, pełen bólu. Nr 7: o żebraku, który chciał rządzić jak Karol Wielki... O miłości w sińcach i z żyletką przy nadgarstku. Ze złudą wolności. Nr 9: pięknie przebojowy, podniosły, z zapachem szpitalnego chloru i gitarą ukradzioną od The Edge z U2. Czy to jakaś wizja pobytu w wielkiej placówce szpitalnej dla poparzonych i chorych umysłowo? W nr 10 czai się lewiatan, straszą szkielety i pająki.

Zwidy. Fantasmagorie. Mrok nigdy nie był piękniejszy. Polecam.

Tu można odsłuchać kontrolnie
http://blog.kexp.org/2012/01/31/album-preview-mark-lanegan-bands-blues-funeral/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza