wtorek, 21 stycznia 2014

Goniec czarnych pól wjeżdża na A1


Marek Ałaszewski / Klan - "Laufer", 2012.

Nie tylko poetyckie geny dostałem od ojca, ale kolekcję rewelacyjnych płyt. Gdzieżbym był, gdyby nie to, że miałem od dziecka kontakt z genialną muzyką?

„Mrowisko” Klanu z 1971 roku  dla mnie jedna z najlepszych rzeczy w historii polskiej muzyki. Wspaniały nierealny klimat, znakomicie ilustrujący tamte czasy. Dobrze pamiętam, jak trochę bałem się tej dziwnej okładki. Ale muzyka zachwyciła. Szczególnie utwór „Nasze myśli”. Zagubienie wyśpiewane w tej piosence zachwyca jakąś doskonałością. No i ten moment, gdy wpada w szaleństwo... Frazy z tej płyty często budzą mi się w głowie: „Happening już się skończył, aktorzy są bez maski, kurtyny naszych oczu opadają bez oklasków...”. Odrobina patosu „Na przekór” zupełnie nie przeszkadza. Ta piękna trafność tekstu: „Epidemia euforii”. Muzyka wg mnie zupełnie się nie zestarzała. 

„Mrowisko” i „Laufra” sporo łączy. Choć muzycznie oczywiście to zupełnie inna bajka. Nie ma psychodelicznych odlotów, jest mocny nowoczesny rock. Ałaszewski ma ponad siedemdziesiąt lat? Jego forma wokalna zdumiewa.

„Laufer” zaczyna się bardzo klimatycznie. Tajemniczy pomruk jak z didgeridoo, jakby ze skorupy ziemskiej miało coś się wykluć złowrogiego. Są ciarki. Peter Gabriel się kłania? „Gdzieś na drodze / wzbił się tuman kurzu / kto woła kto woła / czyj to słychać śmiech?”. Rozterką wędrowca jest to czy „zostawić to wszystko” i brzydzić się schamiałym obleśnym światem? Ech niech każdy posłucha jak Ałaszewski cedzi słowa: „Toczyć się jak kamień”...

Tytułowy „Laufer” ma genialny, prosty riff. To, co każe nam chodzić „czarnymi polami” jest naszym piętnem i szczęściem. Kim byśmy byli bez buntu, bez „zalążka zła”? Dlatego uwielbiam rzężące solo i świdruję sobie nim czaszkę.

Trzeci kawałek „Mamo, mamo”  kontynuuje temat złości na świat. Dowcipnie ale i gorzko. Dopełnia tę pieśń przejmująca wokaliza, takie ałaszewskie małe „Great Gig in The Sky”. Trzy mocne kawałki przełamuje luzacka, w stylu funky “Salamandra” utyskująca na kobiece słabości. Muzycznie jest przebojowo, radiowo i nowocześnie. „Świat jest głupi” poza krytyką powszechnego skretynienia, pijactwa, zawiera receptę, by odpuścić sobie walkę z „systemem”, wrzucić na luz. Szósty utwór brnie z początku w jakąś nostalgię, na szczęście, po trzech minutach pojawia się wściekłość: „Uciekaj zanim błyśnie świt”.

Na koniec - puenta. W „Moim piekle” straszy, wszędzie unoszą się kłęby dymu. Jest celnie, jakby coś przekłuwało balon, który nas otacza. Ałaszewski krytykuje demokrację - najgorszy z systemów, w którym „rządzi nierząd dusz”, w którym  wszystko zdechło. Koty, kmioty i idioty śmiech”. I zostawia nas z gorzkim przesłaniem: ślepcu, zdejmij z ramion skrzydła, przestań bujać. 

Czarna okładka parafrazuje „Black Album” Metalliki. Z taką muzą „goniec czarnych pól” może wjeżdżać na A1.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza