niedziela, 25 marca 2012

Wiosna z orbity

incarNations "Radio Retro", 2010

"Radio Retro" jest na rynku od dawna. Płyta Roku 2010 wg "Polityki". A ja właśnie się obudziłem z zimowego snu i... zakochałem się w tych dźwiękach. Adele? Amy Winhouse? Renata Przemyk? W porządku, ale posłuchajcie tego jak śpiewa, i co śpiewa Maja Kleszcz!
To jej głos stanowi o sile incarNations, choć lekkość jazzujących aranżacji też jest wyjątkowa. Trafione w dziesiątkę, przebojowe, trochę subtelne, wyluzowane i pełne feelingu. Już pierwszy utwór rozkłada na łopatki. Takiej wiosennej radości z życia mi potrzeba! Kontrabas nabija rytm i "wielkie jest czekanie / gdy masz przyjść". Ten tekst Loebla słyszałem w wykonaniu Nalepy ("Dbaj o miłość"). Choć głos mistrza gitary podrzucał mnie wysoko do góry - to wokal Mai Kleszcz wystrzelił mnie w kosmos! Może dlatego, że Nalepa podawał to na smutno? Tu jest inna melodia, kobiece uniesienie i jeszcze to szaleństwo na koniec. Można słuchać sto razy i przywoływać... wiosnę, miłość, każde prywatne spełnienia.

Drugi utwór zachwyca smutkiem. Absolutnie genialna rzecz. Taka, po której wszystko wygląda inaczej. Warto posłuchać go ze świetnym teledyskiem. "Przed świtem zabrakło mi dziś łez / Przed świtem skończyły mi się łzy / Tak wiele do opłakania miałam / W oczach, w moich oczach nie było żadnej łzy / / Patrzyłam na konający dom / Patrzyłam na twój spokojny sen / Zapłakać jeszcze raz zapłakać w oczach moich oczach nie było żadnej łzy / Wiedziałem, muszę dzień nam urodzić / krew z niego zmyć / na plecy go wziąć / Wiedziałam muszę przez próg go nieść / I toczyć go / I dźwigać go ."
Ja po tych dwóch kawałkach stałem się bezkrytyczny. "Wiarę przywróć mi" zaczyna się od wokalnych fajerwerków, potem jest puls, moc. "Śniłeś", zaczynający się od słów "Gdy wstaje dzień i ty też wstań" - jakże bliski mi song o budowie domu, chciałbym słyszeć często w radio - to doskonały przebudzacz z jazzującym pianinem.
Że można podać w ten sposób "Daj mi tę noc" - weselny hit? Gdzie się podział kicz? Zamiast tego jest kick i to mocny! "Mów do mnie jeszcze" od razu się chce przerobić na "śpiewaj mi jeszcze". "Miłość tobie dam" z dawką reagge, aż buzuje od siły i poweru! Poważna sprawa: Maja zwraca się do faceta: "Musisz już wstać, bo już pora iść, by trwać i żyć i zdobywać szczyt (...) Męska to sprawa jest, męski to los i niech kosmos grzmi".  Ja tam się nie znam, ale jestem zachwycony, że w dobie wokalistek obwieszonych mięsem, czy rzygających miłością (Lady Gaga, Rihanna) można trafić na pieśń kobiety, która wymaga od mężczyzny poświęcenia i obiecuje mu czystą miłość pod wspólnym dachem.
Zwraca uwagę jeszcze "Liczenie gwiazd" - taki soczysty blusior a la Nalepa.
Zaś ostatni utwór jest z innej beczki, przypomina o Kapeli ze Wsi Warszawa. Przerysowanym wokalem odstaje od płyty. Może drażnić przy pierwszym słuchaniu -  posłuchajcie go dopiero po zauroczeniu całym materiałem. Zadziała!


Spóźniłem się z tą recenzją. Wkrótce incarNations wyda nową płytę pt. "Odeon". Jeśli teraz krążę po orbicie, to obiecuję sobie kosmiczną podróż.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza