sobota, 29 marca 2014

Beatyfikuję ten beat

STRACHY NA LACHY, DEKOMPRESJA 28.03.2014

Jeden z ostatnich koncertów w kultowym klubie Dekompresja (te reklamy piwa EB, relikt- faktycznie). Kultowa kapela, kultowy wykonawca. Przed nimi zdążyliśmy wysłuchać supportu: energetyczno-frywolnych Romantyków Lekkich Obyczajów. Od razu poznałem wokalistę Transsexdisco (bardzo lubię jego hit z refrenem "Miłość zdobyła nasz kraj, ale fajnie"). O ile pierwsze dwie piosenki fajnie niosły, to jednak później było tekstowo zbyt grubo, zbyt rubasznie.

Grabaż zaczął fatalnie, jego wokal brzmiał okropnie. Pewnie to wina nagłośnienia. Potem było dużo dużo lepiej. Aż smutek "to nasz ostatni koncert tutaj" ustąpił radości. Świetnie było znaleźć się w tłumie tylu oddanych fanów dobrej muzyki. Najlepsze momenty: "Siedzimy tu przez nieporozumienie" z więźniem-przebierańcem ;D, moje ulubione energetyczne "Ostatki", odśpiewane przez salę finałowe "Piła Tango". Utkwił mi w uszach "Bloody Poland", no i niecenzuralny "Żyję w kraju"...  To była dobra decyzja ruszyć się i pokrzyczeć "Nieuchwytnych buziakowców", zedrzeć gardło przy frazach z piosenki "Czarny chleb i czarna kawa"...

środa, 26 marca 2014

Nagroda im.ks.J.Twardowskiego dla Przemysława Dakowicza

Kapituła Nagrody Literackiej im. ks. Jana Twardowskiego obradująca pod przewodnictwem księdza poety Janusza A. Kobierskiego za najlepszy tom poetycki 2013 roku uznała „Łączkę” Przemysława Dakowicza (wyd. „Arcana”).

Z komunikatu jury:
W dniu 19 marca 2014 r. odbyło się posiedzenie Kapituły Nagrody Literackiej im. ks. Jana Twardowskiego w celu przyznania nagrody za rok 2013. W minionym roku nowe tomy wierszy wydało wielu interesujących poetów.
Obecni jurorzy: Tomasz Burek, Wojciech Kaliszewski, Grzegorz Zegadło – dyrektor Książnicy Pruszkowskiej, Jan Rodzim – wydawca poezji ks. Jana Twardowskiego, Stanisław Grabowski – sekretarz Kapituły, wydawca poezji ks. Jana Twardowskiego oraz ks. Janusz A. Kobierski – przewodniczący Kapituły, poeta uwagę szczególną zwrócili na  książki następujących Autorów:
1/ Przemysław Dakowicz, „Łączka”, wyd. Arcana, Kraków 2013
2/ Adam Waga (to pseud. lit. Klemensa Górskiego), „Chromając”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013
3/ Teresa Tomsia, „Co było, co jest”, Biblioteka Telgte, Poznań 2013
4/ Bogdan Jaremin, „Tam i tu”, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2013
5/ Mirosław Dzień, „Linia”, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2013
6/ Piotr Mitzner, „i po kropce”, Dom Wydawniczy tchu, Warszawa 2013
7/ Grzegorz Łatuszyński, „Własną drogą”, OW Agawa, Warszawa 2013
Po dyskusji laureatem Nagrody został wybrany Przemysław Dakowicz za tom wierszy „Łączka”.
ks. Janusz A. Kobierskiprzewodniczący Kapituły

niedziela, 16 marca 2014

Rafał Różewicz z Nagrodą im.K.K.Baczyńskiego

Dnia 18 lutego 2014 roku odbyło się posiedzenie Jury XXIII Konkursu Poetyckiego o Nagrodę im. K.K. Baczyńskiego w składzie: przewodnicząca Justyna Fruzińska (Łódź), członkowie: Bogusław Bujała (Łódź), Roman Honet (Kraków), Monika Kocot (Łódź), Paweł Marcinkiewicz (Opole) oraz sekretarze Magdalena Skrzypczak i Julian Czurko.
Na konkurs nadesłano 102 zestawy.
I Nagrodę, w wysokości 1200 złotych, przyznano panu Rafałowi Różewiczowi z Wrocławia za zestaw „Ufoludek z planety Ziemia”.
II Nagrodę, w wysokości 700 złotych, przyznano panu Bogdanowi Furtakowi z Zalesia Górnego za zestaw „Leica”.
Nagrodę TETIS, w wysokości 600 złotych, przyznano panu Piotrowi Kuśmirkowi z Teresina za zestaw „Mezcal”.
Dwie równorzędne III Nagrody w wysokości 500 złotych każda, przyznano panu Czesławowi Markiewiczowi z Zielonej Góry za zestaw „paradygot romantyczny” oraz panu Januszowi Taranienko z Białegostoku za zestaw „Tempus”.
Dwa równorzędne Wyróżnienia, w wysokości 300 złotych każde, przyznano pani Beacie Kieras z Gdyni za zestaw „Wincenty” oraz panu Marianowi Lechowi Bednarkowi z Czernicy za zestaw „Wiatr”.

http://slkkb.org.pl/wp-content/uploads/2014/03/slkkb_biuletyn_23_konkurs_poetycki.pdf

piątek, 7 marca 2014

W gęstwę powietrza, w anielskie kłęby


NEIL YOUNG  & CRAZY HORSE - "Psychedelic Pill", 2012 

Jestem przygnieciony, pognieciony.

Choć naliczyłem, że 9 płyt Neila miało u mnie "swój czas" (a były to: "Freedom", "Harvest Moon", "Mirror Ball", "Sleeps with Angels", "MTV Unplugged", "Broken Arrow", "Greendale", "Living With War" i "Greatest Hits"), to przecież nie byłem nastawiony na ucztę. Raczej na przekąskę. Nie sądziłem, że "psychodeliczna tabletka" tak działa!
67-letni Kanadyjczyk (tyle miał w 2012r.) nagrał jednak swoje opus magnum. Absolutnie genialne, transcendentne dzieło. Natchnione, wizyjne.

Zaczyna się niespełna półgodzinnym utworem! Wielokrotne wyśpiewywanie "I'm Drifting Back" jednak dopiero zapowiada piękno tej płyty. Utwór snuje się, a solówki gitarowe niosą nas w przestworza, w gęstwę powietrza, w anielskie kłęby. Neil medytuje, mantruje, reklamuje swoją książkę, marudzi, żeby nie ściągać empetrójek z jego utworami. Gitarowe sola i perkusja prowadzą nas, mogę przysiąc, przez prerię, lasy, górskie strumienie. Mogę jednakowoż zrozumieć tych, którzy się znudzą. Neil zaszalał, żeby był to numer 1 na płycie. W czasach, gdy w ciągu całego życia, ma się "swoje pięć minut", pozwalać sobie na takie dłużyzny! Kto ma dość po 8 minutach niech "na razie" przeskoczy do nr 2. „Wróci do tego utworu, jak czas na to pozwoli”.
Zatem szybko: nr 2 to psychodeliczny odlot. Dźwięk dociera przez rurę odkurzacza. I tekst o dziewuszce, która "tańczy i tańczy, ale nigdy nie zobaczysz jak zmarszczy brwi i nigdy nie zobaczysz łzy w jej oku.”

"Ramada Inn" to pierwszy klejnocik na tej płycie. Z powtarzającym się zaklęciem: "Every morning comes the sun / And it goes rising to the day". I przez sporą cześć tego szesnastominutowego utworu gitara Neila jest w roli głównej. Jakby na horyzoncie grzmiało, jakby wewnątrz Ziemi bulgotała magma . Polecam tak się zasłuchać, aż palce same zaczną naśladować grę kanadyjskiego mistrza. Aż oczy się przymkną, jakby oślepiało słońce.
"Born in Ontario" to po prostu pokaz patriotyzmu Neila. Przy tej trochę irlandzkiej folkowej nucie zdaje się podkreślać: Jestem Kandyjczykiem z Ontario... "Twisted Road" to takie country-wspominanie jaka to była magia, gdy "pierwszy raz się słuchało  "Like a Rolling Stone"... A "She's Always Dancing" znów unoszą ciężkie sola Neila... Dziewczyna tańcząca w dymie...Ten charakterystyczny wysoki głos Neila, chórki... Klasa! Siódmy utwór „For The Love of Man” uspokaja, urzeka smutkiem. W tym Neil też jest mistrzem. Jest rzewnie.

I oto akord, jakby miał się zacząć "Dom wschodzącego słońca"... Zwykły monotonny rytm, melodyjne pogwizdywanie na tle genialnej solówki. Najważniejszy utwór - "Walk Like a Giant". Piosenka o marzeniach o potędze. Pohukiwania (czuję, że to takie cytaciki z płyty "Freedom"). Śmieszne dopowiadania chórku i powtarzanie "Chciałbym chodzić jak olbrzym po Ziemi”, ale z wiarą, że to się musi stać.
I przewracają się wszystkie klocki domina, idą do ciebie wszystkie góry. Tasują się wszystkie talie świata. I będą się tasować, aż wypadnie wreszcie pieprzony as trefl. Długi hymn. Absolutne wizjonerstwo. Łkanie gitary, zabawy echem, pomruki, pogłosy. W szesnaście minut opowiedzieć życie? Rzężącą gitarą wyspowiadać się z grzechów? Niskim jej dźwiękiem położyć się krzyżem na deskach? Rozbeczeć się i podnieść się. Upaść i wierzyć, że to wszystko ma sens. „Rock’n moll, przester, fuzz” „Łamanie kołem, poniedziałkiem, środą, wtorkiem”. Wszystko dla „ światła niebieskich oczu / dźwięku szczęśliwego śmiechu”. Wziąć to wszystko, dźwignąć, zagryźć zęby. Mocować się z tym, przetrawić. I wygrać.