środa, 28 kwietnia 2010

Święta


Tomasz Bąk


Patryk Dziczek

Paulina Danecka

Mariusz Szybko

Maciek Kotłowski


Magdalena Łasińska-Kowara, Patryk i Wojtek

"Nieformalnie" -Przemysław Dakowicz "unplugged"


Jagienka Kass

Mariusz W. Łapiński i Patryk

Jury

"Nieformalnie" -Artur Nowaczewski


"Nieformalnie" - Jakub Noga, Kotłowski, Gajda

Hotel "Joseph Conrad"

W "jądrze ciemności" - Krzysztof Kuczkowski i Paweł Szydeł

Nowaczewski, Noga, Kotłowski i Bąk - 3.30


Nowaczewski, Noga, Kotłowski, Gajda - godz. 4.00

Poranek - gęś, którą teraz wypasa Wojciech Kass


Pranie, od lewej: "Wielki poeta" i "Niewielki poeta"

Pranie, ognisko


Szwarc, Więcek, wiersz...

Tomasz Bąk


Karolina Sałdecka - foto: PDK

Małgorzata Lebda

Od góry: So Cool Band, Kamil Wasicki - "moje małe gwiazdy festiwalu"
















Autor: Piotr Gajda

Festiwal „Pisz i Śpiewaj Poezję” – VII Spotkania Laureatów Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich i Poezji Śpiewanej, Pisz-Pranie 21.04.-25.04.2010 r.

"Pisz - Miasto położone na skraju Puszczy Piskiej w południowo-wschodniej części Krainy Wielkich Jezior Mazurskich, nad jeziorem Roś i rzeką Pisą, wypływającą z tegoż jeziora. Pisz jest najważniejszym miastem regionu. Jego nazwa jest pochodzenia pruskiego i wywodzi się od wyrazu "pisa", co oznaczało "bagno". Mieszkańcy przyjęli tę nazwę od wypływającej z jeziora Roś rzeki o bagnistych brzegach".

"Na Festiwal „Pisz i Śpiewaj Poezję” zapraszani są laureaci ogólnopolskich konkursów poetyckich i poezji śpiewanej. W jednym miejscu – w Piszu – będzie można usłyszeń i zobaczyć wspaniałych twórców, którzy w ogólnopolskich zmaganiach dowiedli, że ich wiersze i muzyka są piękne i warte zasłuchania…Festiwal to czas koncertów, prezentacji, ale także czas spotkań i wymiany myśli.
Festiwal "Pisz i Śpiewaj Poezję" to doskonała okazja do doskonalenia swoich umiejętności poetyckich i muzycznych. Podczas Festiwalu odbywają się warsztaty prowadzone przez znakomitych poetów i muzyków. Przez trzy dni służą oni swoim doświadczeniem i radą. W tym roku warsztaty poprowadzą Krzysztof Kuczkowski, Artur Nowaczewski, Przemysław Dakowicz oraz Piotr Selim".

"Tegorocznymi laureatami/gośćmi festiwalu byli: Poezja – Małgorzata Lebda, Karolina Sałdecka, Tomasz Bąk, Maciej Kotłowski/ Kuba Noga, Piotr Gajda. Poezja Śpiewana – Basia Beuth, Łukasz Jemioła, Kamil Wasicki, So Cool Band, Pif Paf. Gwiazdy – Katarzyna Groniec, Renata Przemyk, Elżbieta Adamiak, Grupa „Pod Budą”oraz Yaga Kowalik, A’navim, Daniel Gałązka z zespołem, Wędrowny Kabaret Liryczny".

"W dniu 22 kwietnia 2010 r. w Kawiarence Okazjonalnej Piskiego Domu Kultury w Piszu odbył się IV Otwarty Turniej Jednego Wiersza o Srebrną Monetę K.I. Gałczyńskiego, w którym udział wzięło dwunastu poetów. Komisja w składzie: Krzysztof Kuczkowski, Artur Nowaczewski, Hanna Lewandowska, Przemysław Dakowicz, Szymon Szwarc pod przewodnictwem Wojciecha Kassa postanowiła przyznać Srebrną Monetę K. I. Gałczyńskiego dla Magdaleny Łasińskiej-Kowara. Natomiast nagrodę specjalną „Struna Światła Zbigniewa Herberta” przyznano Piotrowi Gajdzie. Nagroda specjalna została ufundowana przez Dyrektora Centrum Kultury „Dwór Artusa” w Toruniu - Marka Pijanowskiego. W jego imieniu nagrodę wręczył Szymon Szwarc. Komisja przyznała także równorzędne wyróżnienia dla: Tomasza Bąka i Mariusza Szybko. „Nagrodę publiczności” zdobył Mariusz Wojciech Łapiński, który to wygrał jednym głosem z wierszem Patryka Dziczka. Nagrody i wyróżnienia wręczali laureatom Jan Alicki, Burmistrz Pisza i Wojciech Kass, Dyrektor Muzeum K. I. Gałczyńskiego w Praniu".

Tyle na temat Spotkań Laureatów Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich i Poezji Śpiewanej „Pisz i Śpiewaj Poezję” w Piszu znalazłem w necie. Lecz jak do tej pory wciąż nie odnalazłem w sobie właściwego dystansu do tych kilku spędzonych tam dni. Jeszcze „nie wyhamowałem" i utrzymując „festiwalową” prędkość 180 km/h wbiłem się w „mój dzień powszedni”. Oj, to boli!

Jak często zdarza się Wam, że w jednym miejscu i w jednym czasie spotykacie fantastycznych ludzi – jak mawia Wojciech Kass - „bryłę ludzką”, która pulsuje tym samym rytmem co i to, z czego zrobieni i Wy jesteście? Z całą pewnością nieczęsto, stąd takie spotkania należy określać mianem „święta” i celebrować je w pamięci do końca swoich dni, a więc do końca świata.

Jakim celnym określeniem można nazwać autobus, który wiezie Was na wycieczkę do Prania – do Jagienki i Wojciecha Kassów – autobusem Prankstersów? A w jego wnętrzu, ale i wszędzie indziej, a ściślej – wszędzie wokół - jak samograj, kakofonia scenek rodzajowych i sytuacyjnych, anegdot, dykteryjek i bon motów. Błyskawicznie obmyślona, hipotetyczna akcja: szlachetna twarz Szymona Szwarca (uderzająco podobna do twarzy Krzysztofa Siwczyka) na bilboardach i hasło: „Nigdy nie czytamy wierszy po alkoholu”, czy celnie spuentowana przez Tomka Bąka informacja, podana przez jedną z Pań organizatorek, że oto dziś, o 14.00 nad Piszem pojawi się piękne słońce – „Oby tylko nie wschodziło zbyt głośno!”.

Hotel „Joseph Conrad”, ze swoim jądrem ciemności…rozmowy, czytanie wierszy w kawiarence Piskiego Domu Kultury do późna w nocy, a potem dalej, do rana w hotelowym barze. W tej sytuacji, symbolicznie „dłuuugi” (jak ocknięcie się po trwającym zaledwie przez chwilę śnie) poemat Artura Nowaczewskiego, a w tle psychodeliczne dźwięki sitaru Kuby Nogi…

Moi Drodzy, Piękni Ludzie – Małgorzato, Karolino, Paulino, Marto, Magdaleno, Rafale, Tomaszu, Krzysztofie, Arturze, Wojciechu, Jagienko, Brunonie, Macieju, Jakubie, Szymonie, Przemysławie, Pawle, Stefanie, Bogdanie, Patryku, Mariuszu i drugi Mariuszu, drugi Wojciechu, i Wy wszyscy, których imion nie zapamiętałem, ale twarze tak – dziękuję Wam za to, że w te dni, mogłem przeglądać się w Waszych czystych jak jeziora oczach.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Spotkanie z Robertem Rutkowskim

Robertowi Rutkowskiemu udało się wykonać drugie podejście do własnego wieczoru autorskiego (to pierwsze zakłóciła narodowa trauma) promującego jego (trzecią) książkę. Spotkanie z Robertem i z jego „Wyjściem w ciemno” odbędzie się w siedzibie Śródmiejskiego Forum Kultury przy ul. Roosevelta 17 w piątek, 7 maja o godzinie 19.00. Poprowadzi je Maciej Robert. Wstęp wolny, Robert zaprasza!

* Robert Rutkowski (ur. 22 lutego 1978 r. w Łodzi); wydał trzy zbiory wierszy: Niezobowiązujący spacer po cmentarzu (Łódź 2002), Łowienie spod lodu (Rzeszów 2008) oraz Wyjście w ciemno (Łódź 2009). Publikował m.in. w „Akcencie”, „Czasie Kultury”, „Frazie”, „Kresach”, „Odrze” i „Toposie”. Laureat kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich. Jego wiersze tłumaczono na angielski i serbski. Mieszka w Łodzi.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Spotkanie z Janem Polkowskim

27 kwietnia o godz. 18.00 Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi zaprasza na promocję ostatniego tomu wierszy Jana Polkowskiego pt. „Cantus”, który ukazał się w 2009 roku w wydawnictwie a5 po długoletnim milczeniu poety. Spotkanie z autorem odbywające się w ramach cyklu „Alfabet Literatury” poprowadzi Maciej Robert. Wstęp wolny!

* Jan Polkowski (ur. 10.01.1953), krakowski poeta i wydawca. Debiutował w niezależnym kwartalniku "Zapis" (1978). W latach 70., w czasie studiów na polonistyce UJ był działaczem Studenckiego Komitetu Solidarności. W latach 1978-1980 redagował publikującą poza cenzurą Krakowską Oficynę Studentów. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13.12.1981 został internowany. Był założycielem i redaktorem naczelnym wydawanego w drugim obiegu kwartalnika "Arka" (1983–1990). W 1990 zaprzestał publikowania wierszy i został redaktorem i wydawcą dziennika "Czas Krakowski". Ostatnio pełnił funkcję Dyrektora Biura Zarządu TVP S.A. Jest laureatem nagrody Fundacji im. Kościelskich (1983). Wybory jego wierszy ukazały się w językach: angielskim, niemieckim, rosyjskim, czeskim, hindi, francuskim, holenderskim, serbskim i szwedzkim.

Publikacje:

„To nie jest poezja”, Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA,1980
„Oddychaj głęboko”, rysunki Zbylut Grzywacz, Wydawnictwo ABC,1981
„Ogień, z notatek 1982-1983”, Półka Poetów, 1983
„Wiersze 1977-1984”, PULS 1986
„Drzewa”, Oficyna Literacka 1987
„Elegie z Tymowskich Gór i inne wiersze”, Znak, 1990
„Elegie z Tymowskich Gór 1987-1989”, rysunki i grafiki Jerzy Dmitruk, Wydawnictwo Literackie, 2008
„Cantus”, rysunki Jacek Sroka, Wydawnictwo a5, 2009

sobota, 24 kwietnia 2010

Silesius dla Piotra Sommera i 10 nominacji


Autor: Krzysztof Kleszcz


Rozstrzygnięto jedną z kategorii wrocławskiego Silesiusa - Nagrodę za całokształt odbierze Piotr Sommer. Ogłoszono też nominacje w dwóch pozostałych kategoriach. Pierwsze wrażenie to przełamanie dotychczasowej dominacji Biura Literackiego. Nominowane książki pochodzą z aż 10 wydawnictw.
Nie zdobędą nagród m.in: książki Jacka Dehnela "Ekran kontrolny", Magdaleny Bielskiej "Wakacje, widmo", Justyny Bargielskiej "Dwa fiaty", Tadeusza Dąbrowskiego "Czarny kwadrat", Jerzego Jarniewicza "Makijaż", Izabeli Kawczyńskiej "Largo", Przemysława Owczarka "Cyklist" czy Julii Szychowiak "Wspólny język".
Oto pełny werdykt (za: silesius.wroclaw.pl )

Piotr Sommer został laureatem Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej SILESIUS za całokształt pracy twórczej.

W kategorii książka roku nominacje otrzymują:

1.Grzebalski Mariusz, Niepiosenki – Biuro Literackie
2.Konstrat Bartosz, Samochody i krew – Korporacja Ha!art.
3.Matywiecki Piotr, Powietrze i czerń – Wydawnictwo Literackie
4.Netz Feliks, Trzy dni nieśmiertelności – Instytut Mikołowski
5.Polkowski Jan, Cantus – Wydawnictwo a5
6.Sendecki Marcin, 22 – Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji w Poznaniu
7.Świetlicki Marcin, Niskie pobudki – Wydawnictwo EMG


W kategorii debiut roku:

1.Lech Joanna, Zapaść – Oddział Łódzki Stowarzyszenia Pisarzy Polskich
2.Majer Dawid, Księga grawitacji – MAMIKO
3.Mansztajn Jakobe, Wiedeński high life – Stowarzyszenie Artystyczno-Kulturalne „Portret”


Decyzję podjęło jury w składzie:
prof. Jacek Łukasiewicz (przewodniczący), prof. Przemysław Czapliński, Grzegorz Jankowicz, dr Adam Poprawa, prof. Tadeusz Sławek, Justyna Sobolewska, prof. Marian Stala.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Piasek, gwiazdy i patos.



Autor: Krzysztof Kleszcz

GAZPACHO „Tick Tock”, 2009

Owszem fajnie posłuchać łobuzerskich melodii, czytać zwariowane żartobliwe teksty poetyckie, połyskujące jak żel na wąsach Giocondy, ale... wybieram Giocondę bez wąsów. Wybieram patos i potęgę klimatu Pink Floyd, powagę wierszy Herberta. Dostałem nawet kiedyś wyrazy współczucia, że lubię wiersze z „Panem Cogito”... No i dobrze, let it be.

Norweski Gazpacho do niedawna „czyścił buty” zespołowi Marillion. Nazwał się zresztą, od tytułu jednej z jego piosenek. Dzięki „Tick Tock” wszystko się zmieniło - może nawet uczeń przerósł swojego mistrza. To był dobry pomysł - sięgnąć po klasykę literatury - opowiadanie Antoine de Saint-Exupery’ego „Ziemia planeta ludzi” z 1939 roku.

Saint-Exupery opisał chwile kiedy rozbitkowie po katastrofie samolotu przez kilka dni szukają ratunku. Oto piaszczysta pustynia, nad nią tysiące gwiazd, bezkres przestrzeni i świadomość, że jest się zdany na ślepy los.

Boże, jakże ta planeta jest pustynna! Rzeki, gaje i domostwa ludzkie wydają mi się szczęśliwym zbiegiem okoliczności.”

„A jeśli mi się podoba iść do mirażu? A jeśli mi się podoba mieć nadzieję? A jeśli mi się podoba iść prosto przed siebie sprężystym krokiem, bo nie lubię zmęczenia, bo jestem szczęśliwy...(...) Wolę moje upojenia.”

„Ta planeta, dobry Boże, jest przecież zamieszkała.
- Ho-ho! Ludzie!
Ochrypłem. Nie mam już głosu. Czuję, że jestem śmieszny z tym nawoływaniem...”

„Wykopuję dół z piasku, kładę się i przykrywam piaskiem. Tylko moja twarz wystaje. (...) Wydaje się, że człowiek jest wolny... Nie widać sznura, którym jest przywiązany do studni, którym jak pępowiną przywiązany jest do trzewi ziemi. Jeśli pójdzie o jeden krok za daleko – umrze.”

„Woda! Wodo nie masz ani smaku, ani koloru, ani zapachu. (...) Nie jesteś niezbędna do życia: jesteś samym życiem.”

Te opisy ekstremalnych przeżyć z Sahary, także fragment historii Guillaumeta, który cudownie ocalał wśród lodowców w Andach, czyta się naprawdę nieźle:

„...serce moje goniło resztkami... I na pionowym zboczu (...) serce zaczęło mi odmawiać posłuszeństwa. Staje, uderza znów. Uderza nierówno. Czuję, ze jeśli zatrzyma się o sekundę za długo – koniec. Bez ruchu wsłuchuję się w siebie. Nigdy, słyszysz, nigdy w samolocie nie czułem się tak zależny od silnika, jak w ciągu tamtych kilku chwil czułem się zawisły od swego serca. Mówiłem mu: Nuże! Jeszcze jeden wysiłek! Postaraj się uderzyć jeszcze! Ale to było serce w dobrym gatunku. Przystawało i zaczynało bić znowu... Gdybyś wiedział, jak byłem dumny ze swego serca!...”

Gazpacho zastosowało kilka ciekawych patentów, by muzyka oddała tekst: metronom w pierwszych sekundach „Tick Tock Part 1” , mroczne odgłosy męskiego chóru– jakby zbliżało się nieuchronne - od 5:40, klawiszowe szaleństwo w rozpoczęciu „Tick Tock Part 2”... „The Walk” – to trochę orientu - widmowe miasto z mirażu, które ciągle się oddala...
The Walk Part II” ma bardzo liryczny początek, potem gitara unosi nas jak latający dywan. Jesteśmy „arcydziełem, który przetrwał na adrenalinie...”. Fajną dynamikę ma fragment, w którym śpiewa o pistolecie: "Dusza skulona na fali / Samolot jest jednak pierwsza klasa / Prevot ma pistolet / Jedna kulka dwoje ludzi / Niebo całkiem zbladło".

Exupery o chęci sięgnięcia po pistolet, którą wyraził jego towarzysz, napisał tak:
„Staję się napastliwy i odwracam się do niego z gniewem i wrogością. Nic nie mogło być wstrętniejsze w tamtej chwili od sentymentalnych wynurzeń. Mam jedną nieodpartą potrzebę: uważać wszystko za proste. Proste jest urodzić się. Proste jest dojrzewać. I proste jest umrzeć z pragnienia.”

Albo ten fragment:
Kiedy się obudziłem, zobaczyłem tylko toń nocnego nieba, leżałem bowiem na szczycie wzgórza, z rozpostartymi ramionami i twarzą zwróconą do viviarium gwiazd. Chociaż nie rozumiałem jeszcze, co to za głębiny, w głowie mi nie zawirowało, nie miałem nic, bodaj korzenia, którego mógłbym się uchwycić, nie było ani jednego dachu, ani gałęzi między tą otchłanią a mną, już uwolnionym z więzów, zdanym tylko na upadek jak nurek w skoku.
Nie spadałem jednak. Poczułem, że cały, od karku do pięt, przywiązany jestem do ziemi. Świadomość, że powierzam jej swój ciężar, uspokoiła mnie nieco. Prawo ciążenia ziemskiego wydało mi się równie potężne jak miłość.”

Patos. Ta dawka egzaltacji w wysokim głosie wokalisty w „Winter Is Never”! A jeśli mi się podoba iść do mirażu?

środa, 21 kwietnia 2010

Debiut Agnieszki Skolasińskiej


Nadesłane:

Ośrodek Literacko-Wydawniczy ŁDK zaprasza na spotkanie z twórczością poetycką Agnieszki Skolasińskiej. W czasie wieczoru odbędzie się prezentacja obrazów Jacka Świgulskiego.

Agnieszka Skolasińska (ur. 1970) adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Humanistyczno- Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach – filia w Piotrkowie Trybunalskim, specjalistka od współczesnego dramatu polskiego, autorka książki „Tuż obok. Nieosiągalnie daleko. O zmaganiach z rzeczywistością w dramacie współczesnym”, poetka.
W Wydawnictwie Kwadratura przygotowywany jest debiutancki tom wierszy poetki.
Autorka współpracuje artystycznie z malarzem Jackiem Świgulskim.

Spotkanie poprowadzi Piotr Grobliński.

Zapraszamy 22 kwietnia 2010 r. o godz. 18.30 do Łódzkiego Domu Kultury,
ul. Traugutta 18, sala 221.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Węgiel i kostki lodu



Autor: Piotr Gajda

W najnowszym numerze czasopisma społeczno-kulturalnego "Nowe Zagłębie" ukazującego się w Sosnowcu, obok wierszy Agaty Chmiel i Katarzyny Zając (laureatek II i III nagrody) został opublikowany mój tekst ("Mimikra" - I nagroda konkursu). Wiersze laureatów tegorocznej edycji OKP im. W. Gombrowicza "Przeciw poetom" ukazały się w dziale "Poezja" i sąsiadują z recenzją "Kolejowych dzieci" Seamusa Heaney'a oraz z sylwetkami dotychczasowych poetów-beneficjentów ufundowanej przez Jerzego Suchanka Nagrody Otoczaka - Wojciecha Brzoski, Piotra Cielesza i Wojciecha Kassa.

sobota, 17 kwietnia 2010

Zamiast wiersza tygodnia...

…prosta, kiczowata piosenka. Jak tama postawiona na rzece, jak wał okalający zalew (słów). Jak najniższy stan wody w zatoce, którą nie będzie mógł popłynąć żaden okolicznościowy wiersz. „Dust in the wind, all we are is dust in the wind…”. Nucę to po cichu, od tygodnia wsłuchany w głośny lament, który już niebawem wszyscy pospołu zmienimy w muzykę do windy. Dzisiaj ten prawdziwy, huczy wśród osieroconych rodzin, jak fale oceanu na Przylądku Horn tłukące o burtę maleńkiego jachtu. „Dust in the wind, all we are is dust in the wind…”.

http://www.youtube.com/watch?v=wj2saE6rg50&feature=related


=

czwartek, 15 kwietnia 2010

Na marginesie dyskusji "Poezja na nowy wiek"

Autor: Piotr Gajda



Muszę przyznać, że z ostatnich debiutów Biura Literackiego wybrałem dla siebie trzech interesujących autorów, których twórczość brzmi niezwykle jasnym tonem, mimo dysonansów pojawiających się od czasu do czasu wśród głosów osób publikujących w BL i jednocześnie uprawiających tam działalność krytyczno-literacką. Mam tu na myśli Przemysława Witkowskiego, Marcina Biesa i Dominika Żyburtowicza. O ile ten pierwszy jest już „głośnym” debiutantem, to dwaj pozostali z pewnością takimi będą, zwłaszcza z tak skutecznym zapleczem (którego na przykład nie mieli nigdy, tak jak Witkowski, inni „zapomniani” laureaci Bieriezina). I choć z dużym dystansem należy podchodzić do "biurowego" dyskursu krytycznego często podporządkowanego jednej z jego linii, która przebiega przez wykres opracowywany na potrzeby marketingu i reklamy, to przyznaję, że prognoza w akurat tych trzech przypadkach jest trafna (w odróżnieniu od w mojej subiektywnej opinii, pobieżnych i nietrafionych diagnoz Bartosza Sadulskiego i Krzysztofa Szeremety próbujących na łamach biurowej, ale i pozabiurowej dyskusji rozpoznać umiejscowienie debiutów poetyckich z ostatnich dwóch, trzech lat).

W kontekście najnowszej propozycji Biura, która jest od początku do końca dziełem Romana Honeta, napawa mnie smutkiem fakt, że bieżąca nad nią debata, nie ma póki co „ogarniającego”, ogólnopolskiego obiegu, bo czymże jest akurat w tym momencie antologia „Poeci na nowy wiek”, jeśli nie „tylko” (albo „aż”) czyimś subiektywnym wyborem? Dopiero teraz, po autorskich laudacjach na rzecz poszczególnych poetów (a zatem także i merytorycznej zawartości tomu) wejdzie on do szerszego obiegu i ukaże swoje prawdziwe lub nieprawdziwe oblicze, albo ukryje je przed nami pozostawiając nas bez jego zapamiętanego rysopisu. Oby tylko wspomniana antologia nie rozpoczynała własnego literackiego życia w oparciu o „złe przesłanki”, tak jak inna tego typu publikacja, której główną tezą była rzekoma dyskryminacja płci (także tej poetyckiej), co świat przyjął do wiadomości i... zapadła głucha cisza. Tego bym nie życzył ani sobie, ani Romanowi Honetowi i autorom wchodzącym w skład tego skądinąd interesującego projektu.

środa, 14 kwietnia 2010

Pisz-my w Piszu



Autor: Piotr Gajda

Znany jest już oficjalny program Festiwalu Spotkań Laureatów Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich i Poezji Śpiewanej w Piszu. Więcej szczegółów pod linkiem:

PROGRAM FESTIWALU 2010

21 kwietnia 2010 r. (środa)

17.00 Koncert laureatów konkursów lokalnych /PDK, wstęp wolny/
20.30 Koncert - Katarzyna Groniec /PDK/
22.30 Prezentacje nieformalne /PDK - Kawiarenka Okazjonalna, wstęp wolny/

22 kwietnia 2010 r. (czwartek)

15.30 "Zmysły" Wędrowny Kabaret Liryczny - zadziwiająca parada przemieszczająca się ulicami miasta
17.00 Koncert Piosenki Francuskiej w wykonaniu Yagi Kowalik /PDK/
18.00 Czwartkowa kolacja poetycka /PDK - Kawiarenka Okazjonalna, wstęp wolny/
* Otwarty Turniej Jednego Wiersza o Srebrną Monetę K. I. Gałczyńskiego
* Piskie Prezentacje Artystyczne (Koncert A'navim , monodram Łukasza Borkowskiego)
* STRUNA BARDA - koncert piosenki autorskiej uczestników warsztatów muzycznych

23 kwietnia 2010 r. (piątek)

16.30 Konferencja otwierająca projekt /PDK - Kawiarenka Okazjonalna, wstęp wolny/
17.00 Koncert laureatów cz. 1 /PDK, wstęp wolny/
Laureaci konkursów poetyckich: Karolina Sałdecka, Maciej Kotłowski
Laureaci konkursów poezji śpiewanej: Basia Beuth, Kamil Wasicki, Pif Paf
20.30 Koncert - Renata Przemyk /PDK/
22.30 Prezentacje nieformalne /PDK - Kawiarenka Okazjonalna, wstęp wolny/

24 kwietnia 2010 r. (sobota)

17.00 Koncert laureatów cz. 2 /PDK, wstęp wolny/
Laureaci konkursów poetyckich: Tomasz Bąk, Małgorzata Lebda, Piotr Gajda
Laureaci konkursów poezji śpiewanej: Łukasz Jemioła, So Cool Band
20.30 Koncert - Elżbieta Adamiak /PDK/
22.30 Prezentacje nieformalne /PDK - Kawiarenka Okazjonalna, wstęp wolny/

25 kwietnia 2010 r. (niedziela)

10.00 Łzy pożegnania
16.30 Koncert - Daniel Gałązka z zespołem /Amfiteatr PDK, wstęp wolny/
18.00 Koncert - Pod Budą /Amfiteatr PDK, wstęp wolny/

PDK - Piski Dom Kultury w Piszu, Pl. Daszyńskiego 16
MGBP - Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Piszu, Pl. Daszyńskiego 7A

PROGRAM WARSZTATÓW POETYCKICH I MUZYCZNYCH

22 kwietnia 2010 r. (czwartek)

09.00 – 13.00 Warsztaty poetyckie (MGBP) // Warsztaty muzyczne (PDK)
15.00 – 17.00 Warsztaty poetyckie – cd. (MGBP) // Warsztaty muzyczne – cd. (PDK)
23 kwietnia 2010 r. (piątek)
09.00 – 13.00 Warsztaty poetyckie (MGBP) // Warsztaty muzyczne (PDK)
14.00 – 16.00 Warsztaty poetyckie – cd. (MGBP) // Warsztaty muzyczne – cd. (PDK)

24 kwietnia 2010 r. (sobota)

10.00 Wycieczka Laureatów oraz uczestników warsztatów do Muzeum K.I. Gałczyńskiego w Praniu.

sobota, 10 kwietnia 2010

Zbigniew Herbert "Guziki"

Zbigniew Herbert

GUZIKI

Pamięci kapitana Edwarda Herberta

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie

są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą smoleński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów

piątek, 9 kwietnia 2010

Idiotyczna modlitwa


Autor: Krzysztof Kleszcz


W dzisiejszych czasach nie kupuje się już płyt „w ciemno”. Ja w każdym razie zwykle szukam fragmentów w sieci zanim się zmobilizuję, by kupić na allegro, w empiku, media-markcie... no bo gdzie? W moim mieście (prawie 70 tys. mieszkańców) nie ma porządnego sklepu płytowego. W tzw. pedecie czyli w DH Tomasz na stoisku muzycznym jest pięć płyt na krzyż. Gdzież te czasy gdy w Puchaczu był sklep muzyczny? Dziś można w tym miejscu kupić sobie czopki albo polopirynę. Żyję na pustyni.

W każdym razie mam jeszcze w pamięci czas, gdy wracałem na pieszo z pracy w dłoniach dzierżąc dumnie jakąś płytę lub kasetę, powoli rozwijałem ją z folii. Pamiętam w tym sklepie - pierwszy kontakt z muzyką System of a Down. Coś mi mówiło, że to wielka muza, mimo, że na sąsiednim stoisku otwierały się noże w kieszeni. Właściciel się nie przejmował i odpalał muzę na full.

Pamiętam jak dziś - w dniu premiery kupiłem PJ Harvey „Is This Desire?” okładkowej harmonijki z tekstami nie mogłem łatwo później złożyć... Albo Kult „Ostateczny krach systemu korporacji” dziwacznie opakowany... albo "No More Shall We Part" Cave'a, Acid Drinkers "High Proof Cosmic Milk", Kazik "12 groszy"... Łapię się, że czasem brakuje mi atmosfery sklepu płytowego, tej drożyzny i szukania okazji, problemu czy kupić tańszą kasetę czy droższe CD.

W czasach studenckich ulubionym sklepem była łódzka „Lady Peron”... Wyświetla mi się natychmiast, że kupiłem tam „Legendę” Armii, The Cure "Wish", winyl Kultu „Tan” (stare dzieje! to chyba jeszcze liceum), De Press, Homotwist, pierwszą płytę Becka "Mellow Gold" (pamiętam doskonale, że zaraz po kupnie biegłem do pociągu), Living Colour „Stain”... oj na pewno kilkadziesiąt płyt... oszczędzało się, nie jadło...

I jeszcze takie wspomnienie: płyta Nicka Cave’a „the Boatman’s Call” kupiona w dniu premiery (1997 rok). Jej przepiękne poetyckie teksty, wzruszające w niezwykły sposób. To nietrudne przypomnieć sobie: piątek, powrót z zajęć na studiach i moje próby tłumaczenia piosenki, której melodii jeszcze nie znam.

Czas mój już bliski, gołąbko
Odeślą mnie do tego domu na górze
Czy Niebo jest tylko dla męczenników, najdroższa?
Czy tylko cierpiący tam idą?
Lecz do tanga potrzeba dwojga
Więc spotkamy się, kochana
Wiem to

(...)
Ta modlitwa jest dla ciebie, kochanie
Wysłana na skrzydłach gołębicy
Idiotyczna modlitwa pustych słów
Miłość, najdroższa, jest tylko dla ptaszków
My otrzymujemy, na co zasługujemy
Mój śnieżnobiały gołąbeczku
Bądź spokojna

(przekład Janina Kruczyńska, Nick Cave „Król Inkaust II”)

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Protoplasta?



Autor: Piotr Gajda

Arterie 1/2004
różni autorzy
wydawnictwo: Arterie
rok wydania: 2004
liczba stron: 334
stan: dobry
Okładka miękka

Przemysławie, czyś Ty o tym wiedział, czytywał i doświadczał? :):):)

Ty zawsze przy mnie stój


Autor: Piotr Gajda

Wydawnictwo internetowe e-bookowo oraz stowarzyszenie ja i ty
prezentują:
MÓJ ANIOŁ STRÓŻ. ANTOLOGIA

Publikacja została wzbogacona o eseje o tematyce anielskiej napisane przez dr Katarzynę Krzan, redaktor naczelną wydawnictwa e-bookowo, Pawła Bitkę Zapendowskiego, kuratora wystawy i redaktora antologii, prof. dr hab. Zofię Zarębiankę, przewodniczącą jury poetyckiego, która udostępniła także swoje anielskie wiersze oraz reżysera Włodzimierza Palusińskiego, przewodniczącego jury plastycznego. W Antologii zamieszczono również prace znanych artystów: Stanisława Tabisza, Anny Gertych Malikowej i Jerzego Skąpskiego. Autorką projektu graficznego publikacji jest Katarzyna ANKA Konior.

Ze wstępu:

Twórców zainspirowała idea wystawy otwartej dla wszystkich: zarówno profesjonalistów, amatorów, jak i osób niepełnosprawnych, połączonych jedną tematyką: Anioła Stróża i aniołów. Chęć integrowania różnych dziedzin sztuki spotkała się z sympatią i w galerii znalazły się obok siebie wiersze i prace plastyczne - obrazy olejne, ikony, pastele, rysunki, grafiki, rzeźby, ceramika, witraże, fotografie, grafika cyfrowa, kolaże, tkaniny, lampy, anioły zrobione na szydełku, laleczki...”.

Mój tekst ukazał się wyłącznie w antologii, nie był prezentowany na wystawie. „Egida”, bo taki nosi tytuł nie zachował się w moim pliku z wierszami. Zachowała się natomiast moja pamięć o tym, że nie umiem i nie chcę pisać „na zamówienie” (pod presją konkursu). Między innymi także i o „Egidzie” tak pisze na „poezji polskiej” Paweł (Zapendowski?):

Wiersze i prace plastyczne pomieszczone w Antologii pochodzą z wystawy i konkursu zorganizowanego w krakowskiej Audialni, konkursu, na którym, co miło zauważyć, jedną z głównych nagród otrzymał Arkadiusz Stosur – za wspaniały, rozgadany poemat „Mój anioł stróż”. Filozoficznie i przekornie ujął temat swojego stróża Mikołaj Bogajewicz. Jego styl jest rozpoznawalny. Magda Gałkowska zeszła do poetyckiego interna, co tak lubi robić, aby odsłonić tam dramat z życia anioła. Piotr Gajda odnalazł skojarzenia spod anielskiej egidy poza uduchowioną konwencją – w szczegółach oferty firmy ochroniarskiej”. W zbiorze, oprócz innych tekstów znalazł się również wiersz Roberta Rutkowskiego.

Jako człowiek przywiązany do tego, co napisał, starałem się zamówić wspomnianą antologię na stronie wydawnictwa e-bookowo. Na razie bez powodzenia – wciąż czekam na zwrotnego maila. Pamiętam, że były na nią jakieś przedpłaty, oferta specjalna (reklamowa) dla autorów, których wiersze miały zostać w niej zamieszczone. Ot, słuszny, komercyjny zabieg wydawcy, w którym nie ma miejsca na egzemplarz autorski.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Debata, debata!




Kwartalnik Artystyczno – Literacki
A R T E R I E

Jaki wizerunek dla Łodzi? Debata ŁÓDŹ OBECNA”.
06.04.2010., wtorek, godz.18.00
ms², ul. Ogrodowa 19
wstęp wolny

Czy Łódź powinna być miastem wielokulturowym, czy kosmopolitycznym? Czy warto zmieniać Łódź w miasto festiwali? Czy poza machiną promocyjną wokół starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 mamy pomysł na długofalowy plan kulturalnego rozwoju tego miasta?

Podczas debaty zasiądą obok siebie przedstawiciele różnych środowisk, którzy na co dzień prezentują odmienne światopoglądy, szczególnie w sferze polityki, i są zwolennikami różnych wizji kulturalnej Łodzi.

Rozmowa będzie podzielona na trzy bloki problemowe: I. Kulturowy i kulturalny wizerunek Łodzi, II. Strategia rozwijania kultury Łodzi przed i po ESK 2016 , III. Zaangażowanie środowisk pozarządowych, politycznych i opiniotwórczych w tworzenie kultury miasta.

Uczestnicy:
Błażej Lenkowski
, Fundacja Industrial, wydawca „Libertè”,
Tomasz Piątek, „Krytyka Polityczna”,
Sebastian Rybarczyk, Fundacja „Projekt Łódź”, wydawca
„Komentarza”,
Agata Zysiak, Łódzkie Stowarzyszenie Inicjatyw Miejskich
„Topografie”.
Goście:
Małgorzata Ludwisiak, Muzeum Sztuki w Łodzi,
Krzysztof Candrowicz, Łódź Art. Center.
Prowadzenie: Przemysław Owczarek i Magdalena Nowicka,
(„Arterie”).
Organizator: Kwartalnik artystyczno – literacki „Arterie”.
Partner: Muzeum Sztuki w Łodzi.

Fortepian Chopina

Autor: Piotr Gajda




John Lennon skomponował na nim „Imagine”, a Paul McCartney do dnia dzisiejszego zabiera go ze sobą na koncertowe trasy. Horowitz nazywał go podobno swoim „nieodłącznym przyjacielem”. Z kolei Glenn Gould nagrał na nim większość swoich „szarlatańskich” płyt z muzyką Bacha, Schonberga i Mozarta. Ten, o którym piszę ważył 450 kg i wart był około 90 tys. złotych. Był czyimś „pracodawcą” i pozostanie nim już do śmierci.

Praca w „miejskiej kulturze” ma czasami i swoje jasne strony. Na przykład wtedy, kiedy współorganizujesz koncert Leny Ledoff* i masz okazję na własnych plecach pomagać wnieść na scenę koncertowego Steinwaya (po kilku „zaledwie” schodkach). Możesz później obserwować jak stroiciel go stroi, a Lena „rozgrzewa”, grając na próbie fortepianowe pasaże, ”żeby nabrał temperatury”, bo na zewnątrz jest zimno jak w Rosji. Możesz ni stąd, ni zowąd wspomnieć o Ray’u Manzarku i usłyszeć jak pianistka specjalnie dla ciebie wykonuje kilka rozimprowizowanych taktów „Riders On The Storm” i „Light My Fire”, chociaż w planach jest koncert „Komeda-Chopin-Komeda”. Też fajnie.

Zapamiętujesz się w muzyce, ale chyba obok niej, najbardziej kochasz instrumenty. Gitary elektryczne, organy, zestawy perkusyjne, trąbki, instrumenty smyczkowe, pokryte hebanowym lakierem fortepiany, bongosy i marakasy... To fetysze, które gdybyś miał pieniądze chciałbyś kolekcjonować, tak jak czarni raperzy kolekcjonują jubilerskie gadżety i ekskluzywne, horrendalnie drogie auta. Martwiłeś się trochę, że nikt nie pomyślał o dekoracji; są tylko czarne kotary za sceną i światła. Ale to wystarcza, bo oświetlony Steinway, nawet w brudnym i zaniedbanym kinie wygląda jak Mister Universum na oddziale chorych na gruźlicę.

Potem w garderobie, już po próbie, rozmawiasz o instrumencie z Leną, i słuchasz jak mówi, że akurat ten egzemplarz „chce z nią grać”, tak jakby fortepian mógł mieć duszę. Że szkoda go, bo wożony po całej Polsce, dźwigany, obijany, rozkładany i obracany we wszystkie strony, wkrótce przepadnie, zginie. A powinien stać w jakimś pięknym salonie, albo sali koncertowej, wyeksponowany i dotykany przez czyjeś czułe ręce. Że teraz wożony jest jak bezdomny pies, ponieważ musi zarabiać na cudze życie. Ani słowem nie zdradzasz się, że jesteś poetą, że czasem bywasz takim rozstrojonym fortepianem, chociaż ze wszystkich sił starasz się być piękny i użyteczny. Doskonały.

Kiedy publiczność oklaskuje artystkę na stojąco, wierzysz, że rzęsiste oklaski skleją jakoś to, co się rozkleiło, spowodują, że struny znów złapią właściwy naciąg, politura nabierze głębokiego blasku i nagle znikną wszystkie zadrapania i rysy. Bo przecież jeszcze przed chwilą na klawiszach z kości słoniowej grały czyjeś biegłe palce, które wiedziały, że choć dla instrumentu nie ma już ratunku, to wciąż brzmi całą swoja duszą.

Zastanawiasz się, skąd pochodził?

Z rejonu północno-zachodniego Pacyfiku pochodzi najlepszy świerk. Dąb i klon sprowadza się z północno-wschodnich, a mahoń – z centralnych obszarów Ameryki Południowej. Palisander pochodzi z południowych Indii i Sri Lanki. Do skonstruowania obudowy koncertowego fortepianu używa się zwykle 18 cienkich warstw drewna klonowego o długości 22 stóp. Kolejne warstwy są najpierw pokrywane klejem i łączone ze sobą, a później całość umieszcza się w prasie formującej z nich ramę w kształcie fortepianu. Płyta rezonansowa to drewniany element każdego fortepianu, który wibrując wzmacnia dźwięk wydawany przez struny. Bywa nazywana przeponową, z powodu działania podobnego do ludzkiej przepony. Steinway płyty rezonansowe robi ze świerku. Zewnętrzne pokrycie każdego egzemplarza stanowi fornir zrobiony z pojedynczego drzewa, by zachować jednolitość słojów i atrakcyjność wyglądu. W fornirowni fabryki drewno, zwykle klonowe, jest cięte i dopasowywane do każdego modelu fortepianu. Każdy fortepian to nie tylko instrument, ale także dzieło sztuki rzemieślniczej. Wysoko wykwalifikowani stolarze poświęcają nawet tydzień, by wyrzeźbić detale i ornamenty drewnianych elementów instrumentu. Każdy z nich zajmuje się w danym momencie tylko jednym egzemplarzem, poświęcając mu całą swoją uwagę. Kolejny etap to dopasowanie do gotowej skrzyni żeliwnej ramy, na której potem zostaną rozpięte struny. Waży ona ponad 150 kg i jest na tyle solidna, by wytrzymać napięcie strun sięgające 18 ton. Aby sprawdzić, czy rama pasuje, pokrywa się ją grafitem, w miejscach, w których ma kontakt z pudłem. Ślady, które zostawi na pudle, świadczą o niewłaściwym dopasowaniu. Spiłowuje się je, by wyeliminować przerwy między dwoma powierzchniami. Gdy już pudło i żelazna rama stanowią dobrze dopasowaną całość, przychodzi pora na struny. Struniarz umieszcza drut w otworze kołka, a następnie, przy pomocy specjalnej maszyny, obraca nim trzykrotnie, nawijając na niego strunę. Następnie kołek wraz ze struną umieszcza w jednym z ponad 200 otworów w strojnicy. By struny mogły zabrzmieć, potrzebne są młoteczki, które pobudzą je do drgań. Steinway robi je z pojedynczego paska filcu, sprasowanego do odpowiedniego kształtu. Filc robi się z wełny pochodzącej z Australii i Nowej Zelandii. Brzmienie fortepianu jest ostatecznie kształtowane w procesie zwanym udźwięcznianiem. Doświadczony pracownik reguluje sprężystość każdego młoteczka. Łagodniejszy ton uzyskuje się poprzez nakłuwanie filcu igłami, co zmniejsza jego sztywność. Aby zaś dźwięk był jaśniejszy, utwardza się filc, nakładając na niego niewielką ilość lakieru bezbarwnego.Zanim gotowe fortepiany trafią do nabywców, muszą jeszcze przejść proces dokładnego strojenia. Stroiciel słucha brzmienia każdej struny i reguluje jej napięcie, używając specjalnego klucza, którym obraca kołek stroikowy. Struny robi się ze stalowego drutu, a na każdy klawisz przypadają dwie – w niższych rejestrach, lub trzy w wyższych. Gdy już częstotliwość ich drgań zostanie idealnie wyregulowana, instrument jest gotowy i może wyruszyć w świat. Dla jednych będzie to tylko kolejny numer seryjny, dla innych mebel, a jeszcze dla innych – dzieło sztuki. Jednak nawet najwspanialszy fortepian zagra nieczysto, jeśli nie zasiądzie przy nim dobry pianista. Resztę zrobi już Steinway.”

Jest już późno, spieszysz się do domu. Pomagasz znieść instrument ze sceny, załadować go, a potem nie przejmować się tym, że odjeżdża ordynarnym busem w chłodną, marcową noc. Gasną światła, jest ciemno i zimno. Doskonale.

Jedną z tajemnic sukcesu Steinwaya jest rygorystyczny proces produkcji. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, na wyprodukowanie jednego instrumentu potrzeba niemal roku. Nie ma też miejsca na błędy. Wystarczy jedna rysa i choćby fortepian był już na końcowym etapie produkcji – idzie na zapałki” (tekst kursywą - Maciej Łukasz Gołębiowski HFM.pl – portal audiofila i melomana).

* Lena Ledoff – jest absolwentką Akademii Muzycznej w Woroneżu, była wykładowcą jazzu na Uniwersytecie w Grodnie do 1994 roku, od tego też roku na stałe zamieszkała w Polsce. Pianistka i kompozytorka, autorka wielu projektów, w których łączy utwory wielkich kompozytorów K. Szymanowskiego, D. Szostakowicza, S. Rachmaninowa, F. Chopina, K. Komedy z jazzowymi interpretacjami.

Koncert Leny Ledoff „Chopin-Komeda-Chopin” odbył się w Tomaszowie Mazowieckim 12.03.2010 roku.

sobota, 3 kwietnia 2010

Miłością oczyścić umysł



Autor: Krzysztof Kleszcz

Dorota Bachmann "Opatrunek z piasku", Wyd. Kwadratura Łódź, 2009.

W jakimś sensie każdy poeta zna zen - któż nie medytował nad pustą kartką papieru?
Jednak informacja z okładki o autorce „Praktykuje zen w szkole Kwan Um” wprawiła mnie w zakłopotanie. To chyba „not for me” – to osiąganie doskonałości, wchodzenie w odmienne stany świadomości...
Ale ponieważ wcześniej polubiłem „buddyjskie” wiersze Dariusza Adamowskiego, zatem z ciekawością sięgnąłem po książkę wydaną w „Kwadraturze”.

Z początku coś mi przeszkadzało. Wiersze przypominały mi dom w stylu zen: oszczędność kolorystyczna, ascetyczna pustka, skromne dekoracje, związek z przyrodą (wszystkie tytuły pochodzą z czasopisma „Cztery kąty”, kwiecień 2010, s.96-97). W takim pokoju nie chciałbym mieszkać. Dopiero, gdy pomyślałem, że przecież nie muszę mieszkać - mogę pobyć przez jakiś czas, przekonałem się.

Twardym orzechem do zgryzienia było oprócz buddyjskich pojęć i oszczędnej „haikupodobnej” frazy przywoływanie najróżniejszych postaci (np.: Zefirelli, Hamlet, Fellini, Celan, Tumor Mózgowicz, Dickinson, Kundera, Bacon, Simone i Jean Paul). Pozostawianie takiego mnóstwa tropów licząc, że czytelnik odnajdzie satysfakcję w podążaniu za nimi, było niekiedy ponad moje siły. Innym ryzykownym pomysłem jest spora dawka angielszczyzny (cross and pile, hate speech, powertrip, long take).

Przy pobieżnej lekturze zlekceważyłem te wiersze. Ale gdy wyobraziłem sobie, że siedzę na poduszce, wśród bambusowych dekoracji, i zaparzam liściastą herbatę... Spodobał mi się pomysł nadania rozdziałom tytułów „ja”, „mnie”, „moje”. Pierwszy rozdział, pierwszy wiersz: opis porodu i... poporodowej depresji - nieźle... Potem zaskoczyły mnie, w kontekście buddyjskich praktyk, odniesienia biblijne np. biały koń z Apokalipsy św. Jana („Widzę nieba otwarte, a oto biały rumak, i Ten, który go dosiada, odziany w szatę całą we krwi”) w wierszu „Kierat”:„Białe wierzchowce transportuje się ciężarówkami ze skrzyżowań, w cztery strony świata rozchodzi się fetor ich stłoczonych ciał” (Kierat) – czy to rozczarowanie tym, jak Bóg daje się wykorzystywać przez człowieka? Motyw z przypowieści o Samarytance posłużył do wyrażenia szczerej tęsknoty za Stwórcą: „Ja boję się podejść, choć pragnę właśnie Jego słów: Daj mi pić.”(Żywa). Ta sama - żywa woda znaczy jej drogę do domu:„Furtka sprana deszczem, śliskie schodki, wilgotna sień.” (Woda). Bóg został nazwany: „Ciężka ręka babki na ramieniu, klękaj /On jest naprawdę. A do kogo mówisz w głowie?”.

Niezwykłej urody jest wiersz „Przed burzą”, utkany z fajnych rzeczowników (skrawki, okruszki, kłaczki, strzępki, piórka, patyczki, lejek), który w jakiś sprzeczny ze sobą sposób afirmuje zwyczajne życie i jednocześnie kpi z jego małości. Zaś odkrycie „Hatifnatów świata” w starej szopie uświadamia, że „za siedmioma krokami” jest życie, nie ma śmierci (Powierzchnia).

W książce odnajduję sporo udanych erotyków. Artystka-rysownik wyznaje „Interesują mnie dłonie mężczyzn...” i tym wyznaniem kończy czas „przeglądania trocin z pociętych kukiełek”, odkrywa swą kobiecość. Na palcu lśni brylant, a mężczyzna jest królewskim gwardzistą, zaklinaczem żmij, konkwistadorem...

Duży urok ma wiersz „Cyfrowy zapis” dotyczący oleju, tłuszczu, sebum - ma on formę scenopisu filmowego - naprawdę dobra forma i styl. Niczego nie brakuje w wierszu „Tętniak” („wyrzekam się ostrożności ruchów”). Tak samo - w „Tożsamości” z „kochany, spodziewam się / śmierci” i „ach, umieram, umieram / piszczy pani i żwawo biega po scenie przez pół aktu, pamiętasz? Pękaliśmy ze śmiechu”. W wielu wierszach są frazy, które się zapamiętuje: np. „Szkoda przestrzeni na stelaż”, „Zejścia bez prób są lepsze niż śmierć w starych dekoracjach”... Jest dyscyplina, klimat, ascetyczny język.

Na marginesie: jako „Kwadraturową ciekawostkę” zauważam, że o zajęczej wardze i nartnikach pisał Robert Miniak w „Czarnym weselu”, a o „pustym polu” Maciej Robert. Z innych łódzkich skojarzeń: wiersz „W basenie jest ryba” przysiągłbym, że napisała Monika Mosiewicz.

Po swojemu interpretując zakończenie książki: „Idę z nitką cukrowej waty, po mnie potop.” ogłaszam zwycięstwo słodkiej miłości.

piątek, 2 kwietnia 2010

Buty spadają


Autor: Krzysztof Kleszcz

2Tm2,3 - "Koncert w Teatrze", 2009

W Wielki Tydzień trzeba się wyciszyć. Ale dla mnie muzycznego nałogowca, to trudne.
Odmawiam więc sobie tego i owego, ale muzyka mi towarzyszy. Po prostu wybieram 2Tm 2,3 - supergrupę z Licą, Maleo i Budzym w składzie – zespół, który śpiewa teksty z Biblii, zgodnie z tezą, że „bycie Chrześcijaninem to nie ciepłe kluchy tylko głos burzy”.

Byłem na fantastycznym koncercie 2 Tm 2,3. Było to jakieś 3,5 roku temu, tuż przed ukazaniem się czadowej płyty „888”. Pamiętam, że w brzuchu żony dokazywał mój syn, w telewizorze Francja ogrywała Brazylię, a ja w moszczenickim kurzu ogłuszałem się boskimi decybalami.

Płyty Tymoteusza można z grubsza podzielić na czadowe: "Przyjdź” (1996), „2Tm2,3” (1999), „Pascha 2000” (2000), „888” (2006); i spokojne: koncertowa „Propaganda Dei” (2004), „dementi” (2008). Te czadowe mogą ogłuszyć nieprzygotowanego, ale słowa Pisma brzmią wśród ostrych gitar po prostu super sugestywnie. Nie potrafię ocenić, która z tych płyt jest najlepsza, znam wszystkie.
Dwupłytowy: „Koncert w Teatrze” jest świetną wizytówką, najlepszym zaproszeniem dla laika.
Może szkoda, że repertuar koncentruje się za bardzo na ostatnim „dementi”, ale stanowi dowód na niesamowite umiejętności zespołu, jest to przecież zapis koncertu na żywo. Najlepsze utwory to: przesycony bliskowschodnim klimatem
„Każda rzecz ma swój czas” (doskonale współbrzmią tu głosy wokalistów Maleo i Budzego), i zaczynający się nieziemską wokalizą „Nad rzekami Babilonu”. Nie wiem czy słuchając „Kiedy Izrael był dziecięciem” można się nawrócić, ale na pewno kto wierzy, ten uwierzy mocniej. Niczym na weselu w Anatewce ze „Skrzypka na dachu” brzmi „Nie karz mnie Panie w swym gniewie”( Aż wizualizuje mi się Tewje Mleczarz).
Wyróżniam też „Adonai Elohenu” brzmiący trochę jak Lisa Gerrard z Dead Can Dance. Brawurowo wyśpiewane przez Maleo „A głupi myśli, że nie ma Boga, nie ma nikogo, kto by czynił dobro...” to prawdziwe reggae, które ma moc wyrwania z największej beznadziei. To brzmienie saksofonu Pospieszalskiego, to echo w zakończeniu!

Płytę wręczył mi Lica mówiąc, żebym posłuchał, bo płyta brzmi, że buty spadają. I wczoraj przy zapinaniu firanki po myciu okien – stało się.