środa, 18 stycznia 2017

Golnąć płynu Lugola

RAFAŁ RÓŻEWICZ "Państwo przodem", Fundacja Duży Format, Warszawa 2016.

Młody, pochodzący z Nowej Rudy, a mieszkający we Wrocławiu, poeta Rafał Różewicz przepuszcza przodem: poetów zaangażowanych - tych na lewo i tych na prawo, poetów, którzy swoimi wersami mierzą się ze światem, którzy prowadzą wojny albo autoterapię.
Wybrał inną rolę poety: chłodnego obserwatora, który waży słowa, nie wygłasza manifestów. Niech będzie, że to taki operator-elektryk, który bada przepięcia słów, albo lekarz, który ma lek na cało zło: uspokoić niezdrowo przyspieszony puls.

"Popatrz na rwącą rzekę słów, kontempluj jej miły chłodek, zanurz w niej stopy, zachwyć się wieloznacznością!" - zdaje się mówić, tworząc ciągi zdań wynikających ze skojarzeń słów, a wyobraźnia poetycka mu dopisuje. Jego metodę twórczą opisałbym jako szaloną przejażdżkę po pętli toru wyścigowego. To nie jest podróż w jakimś konkretnym kierunku. "Nieważne dokąd zaprowadzi mnie wiersz" - mógłby cedzić jak kierowca, trzymając wykałaczkę w zębach. "Chcę czuć zapach palonych opon - czuć robotę poety."

W pierwszym swoim tomie pisał o przedmiotach ze swojego otoczenia ("wiersze o zwykłej lodówce"), inspirował się Mironem Białoszewskim. Tu jest dynamiczniej, jest ruch: spadają regały z książkami, wylewa się kawa. Jest humor: "Nawet w szachach czarni mają przesrane, / atakować zaczynają zawsze białe. White power. / Ciemna biała masa wyprowadzana w pole / za każdym razem, niezależnie kto / za tym stoi." Wiersze pęcznieją, kipią ze swoich foremek. Autor zdaje się nie mieć strachu o nieobyczajne słowa: pełno tu wkurwień, ch#jów, dup, pierdzeń, kibli, kup. To zdaje się być generacyjnie niezbędne, ot ekspresja! (Ja bym to i owo wypikał. Ale to jego jazda, jego banda).
Zadać sobie wiersz. Mocować się z jego materią. Zmusić przestrzeń, by zechciała wstąpić w wers. Wszystko jest poezja! Gdy Różewicz pisze o idiotyzmie współczesności, który "z serca robi Prypeć, z dupy Czarnobyl", konstatuje: "trzeba sobie golnąć płynu Lugola"! A ja notuję, że wygrywa dwa zero! Paronimy, paronomazje w walce o równowagę ducha! Ja jestem za! I cmokam, gdy czytam: "para się bank", "kombinacje z kombinezonami", "Gillette goli z zacięciem", "takie buty które mi tu akurat podeszły przypasowały", "kiedy ta na to (jak Tanatos)"...

Motywem przewodnim zdaje się być pobyt w pewnej księgarni. Z podziękowań wynika, że chodzi o kultowe "Tajne komplety". Absolutnie inspirujące miejsce! Zapewne to z notatek sporządzanych w tym miejscu powstały wersy o czytaniu, że to: "zabawa // w publiczne dodawanie i odejmowanie znaczeń, pod którymi są znaczenia / ukryte: trzeciorzęd i czwartorzęd znaczeń - mają o nich pojęcie jedynie dinozaury / krytyki literackiej".
To tu autor spotkał piękną dziewczynę, by wyznać jej: "Nie chcę Lwowa, nie chcę Wilna, tylko ciebie / w ustalonych granicach." To tutaj księgarz obserwuje uważnie czytelników "by ktoś nie uszedł z >>Życiem / na Gorąco", ma refleksje na temat sprzedaży reportaży z Rwandy i Czeczenii. Wreszcie to tu odbywa się wieczór z autorem, na który nikt nie przyszedł.

Różewicz wyprowadza wiersz z błahych rzeczy: choćby z wyżutej gumy przyklejonej do krzesła, z obserwacji zawodów w skokach. A potem czytamy, że "wszystkie korpoinstytucje (...) będą zawsze fresh mint" albo "Ojczyzna // musi być jak niezmienny wiatr z tyłu"...
W wierszu "Spotkanie kółka teatralnego" jest sporo humoru z zabawy kosmiczną perspektywą: "Z punktu widzenia Plutona: bezduszni - spędza 248 lat / w rozjazdach, a my odmawiamy mu podstawowych praw". Dobrą próbką stylu jest wiersz o kawie, która "wyszła z siebie". W "Rozmowie w >>katedrze<<" i "Remoncie poranka u Reinera Kunzego" czuję chuligański flow w stylu Tomasza Bąka.

Znakiem tej poezji jest bystra obserwacja: "przemysł piłkarski już im narzuca zdanie: stroje, herby, paski, jak pasiaki z numerami, by kopali ile wlezie" i zaskakujące metamorfozy np. gdy burzę feromonów opisują: czerwone sztandary, łagry, system monopartyjny, recesja i gospodarczy buum. Jej rozgadanie i tłuszcz kolokwializmów rozgrzeszam, bo skoro "poetów należy używać", pozwólmy poetom sobie używać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz