poniedziałek, 4 czerwca 2012

Dyjak mieszka w czasie przyszłym

MAREK DYJAK "Moje fado", Agora 2011.

Facet po przejściach, z głosem Waitsa. Dam się pokrajać za "Rain Dogs", "Frank's Wild Years", czy za "Bone Machine", dlatego etykietka "polski Waits" zamiast mnie zachęcić - odrzuciła. Po co mi polska wersja, jak mam oryginał? Posłuchałem nieuważnie, skreśliłem. A przecież już na płycie "Kazik śpiewa Waitsa" okazało się, że to może się udać.

Głos to jedno, ale jest też w kilku utworach waitsowski klimat, taki z pierwszej płyty "Closing Time" (bynajmniej nie z płyt po "Swordfishtrombones") . Tworzą go jazzowe aranżacje na kontrabas, trąbkę, pianino... Trąbka potrafi. Czy jest ktoś, kto podda się jej tęsknym dźwiękom? Cóż piękniejszego od trąbki w "Ocean Spray" Manic Street Preachers?
Albo kontrabas. Parę brzdąknięć w "Jednym szeptem" i wizualizuje się zadymiona knajpa, szklaneczka czegoś mocniejszego. Męska muzyka.

No właśnie - gdy Dyjaka zobaczyłem obok Katarzyny Nosowskiej w "Ognia", sięgnąłem ponownie po płytę. Wtedy drasnęła mnie sekcja dęta w "Jednym szeptem". Piękne ciarki na plecach. Potem zadziałał singiel "Człowiek (Złota ryba)" z wizjonerskim tekstem łodzianina Jacka Bieleńskiego. Ta piosenka powinna być przebojem w każdym radio, gdyby prezenterzy mieli, to co mieć powinni.

Szósty utwór z płyty - "Nie będziesz", jest już tylko do intymnych odtworzeń. Pianino jest trzeźwe, a tekst o dramacie alkoholizmu, "Nie będziesz tam jakimś poetą, / tylko najgorszym na świecie, / nie będziesz ty wódek smakoszem, / tylko zapity na śmierć." Dyjak do swej pierwszej płyty u dużego wydawcy, dobierając repertuar zaufał tekstom m.in. ulubionego przeze mnie Bukartyka ("Durna miłość" z frazą: "Wnet podejmę pracę w hucie / By podkreślić me uczucie oraz móc / Dzięki zarobionym kwotom / Szczere złoto rzucić Ci do stóp"), czy Kasprzyckiego (zawieszona w powietrzu, skupiona "Golgota"). Sięgnął też po znane, sprawdzone piosenki: "Rebeka" i "Ostatnia niedziela". O zagubieniu, samotności, niespełnieniu, niedopasowaniu.

No i jest wóda, umieranie w niedzielę, niecheć, strach. Dyjak gra z nami w otwarte karty od pierwszego utworu. Wygrał z nałogiem, by śpiewać takie mocarne refreny: "Po tamtej stronie dnia / po tamtej stronie cienia / woda ma wina smak / a krew kolor kamienia". Albo "Piosenkę w samą porę", która narasta jak hymn, do zaciskania pięści, do zaciskania zębów w bezsilności: "Żołnierz mieszka w czasie przeszłym".

Dyjakowi pisany jest czas przyszły. Nagra niejedną płytę, co najmniej tak dobrą jak "Moje fado".

2 komentarze:

  1. Piękna recenzja. Kupię płytę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka "na siłę" alternatywna... Przydałoby się coś mniej oczywistego...

    OdpowiedzUsuń