poniedziałek, 23 marca 2026

Zdjąć głowę i odkręcić się na full

 SPIĘTY „Full H.D.”, MYSTIC 2026


Czwarta płyta Spiętego przynosi pewną muzyczną odmianę. Jest tanecznie, mniej nostalgicznie niż na poprzednim – genialnym „Heartcore”.

Dobaczewski przyzwyczaił swoich fanów do świetnych tekstów. Nie chcę przesadzić, ale chyba nie ma konkurencji wśród autorów rockowych piosenek. Jeśli ktoś nie zna piosenek Spiętego, to chyba zobojętniał na „słowo”, albo po prostu stracił czuja. Spięty nie będzie pasował też wiecznym malkontentom, marudom, mrukom.

Jako „fan słów”, po raz kolejny kłaniam się do samej ziemi, bo jest wirtuozeria, jest mistrzostwo.

Kluczowym tekstem wydaje się tu odważna deklaracja, by „Zdjąć głowę i wetknąć se w tyłek” i „Myślenie jest w cenie, / Lecz czasem G warte zarazem, / Bo przez myślenie te całe, / Zamiast być – bywałem.”

I płyta kipi „prywatnym szczęściem” i zaraża słuchających tym flow. Ta końcówka „Zapalenia Przedrostka”: „Nie dość, / Że żywy, / To do tego / Szczęśliwy.” - nieodmiennie mnie wzrusza. Podobnie: te intymne wzdechy do swojej partnerki: „Chcę zabrać Cię do siebie, Chcę zabrać się do Ciebie”.

Płyta trafia we mnie – tym celniej, że sam zapisałem się na kurs tańca i też sobie wyśpiewuję: „Tańcz! Waćpanna/ A ja / Usta otwieram / I robię ammm...”. Poza tym odkryłem w tekście „Najstarszy Chłopczyk Świata”, że H.D. (Hubert Dobaczewski) to jak ja - Koziorożec, w dodatku mój rocznik - zatem odkryłem potwierdzenie wspólnoty dusz.

Muzycznie – są tu taneczne hopsztosy i sztosy! Walczyki i inne podpowiedzi do wygibań ciał. W „Atrapie Łajdaka” pomyka harmoszka, jakbyśmy pląsali po Polach Elizejskich. W „Stanie Podgorączkowym Sobotniej Nocy” - nietrudno wyobrazić sobie odrzucenie wszelkich kul u nogi i zawieszenie nad głową kuli dyskotekowej. Połamaniec „Palipuenta” pulsuje jakąś techniawką. A „Najstarszy chłopczyk...” to już w ogóle jakiś musicalowy odlot, w stronę jakichś teatralnych desek...

Spięty na płycie tradycyjnie sięga po tematykę „boską”. Bóg na pewno chichocze z jego „Autor bez wątpienia, / Siedział do późna / Nad dziełem stworzenia. / Co jeśli / My – stworzenia / Teraz zapytalibyśmy  – / Co autor miał na myśli?”, bo umie śmiać się z siebie. Zresztą Spięty wystawia i siebie na pośmiewisko, przyznam, że odważnie.

Najlepsze utwory? Dla mnie - przebojowy „Zapalenie Przedrostka” z pięknym bitem, wirtuozerski językowo z zawadiackim przesłaniem: „by żyć, bo umrzeć każdy jeden głupi potrafi”. Potem „Serconośny” w rytmie walczyka i... jedyne spowolnienie na płycie „Język Płocki”. Wspominany już „Stan Podgorączkowy...” jest absolutnie wspaniały, aż macham palcami wokół oczu jak Travolta, gdy recytowany jest ten manifest w podpunktach: "A: chciej myśleć mniej..."

Kupuję w całości te autodeprecjacje: „Mam marzenie, / By dojrzeć, / By dojrzeć”. Kupuję: „Kto po wodzie nie chadza, / Niech nie naucza, / Nie doradza” - bo taki prztyczek w nos to i ja chciałbym dać mądralom, którzy zjedli rozumy i teraz mają tylko pogardę dla innych.

Może te ekshibicjonistyczne wyznania troszkę wydają mi się za grube. Ale znów porównanie siebie do Rosji – naprawdę mocne! Ja się okręcam i ruszam biodrami. Nie patrzę pod nogi i odkręcam się na full!




Wiktor Knurek zwycięzcą konkursu Wydawnictwa Kwadratura

 

IV edycja konkursu na tom poetycki Wydawnictwo Kwadratura, w której byłem jurorem razem z Magdaleną Lachman i Bartoszem Dłubałą - rozstrzygnięta. Do tegorocznej odsłony napłynęło aż 240 zestawów wierszy. Zwycięzcą okazał się Wiktor Knurek, który jednak nie mógł przyjechać na rozstrzygnięcie. Drugie miejsce zdobył Piotr Piątek, trzecie - Aleksandra Kuśnierkiewicz.

Wyróżnienia otrzymali: Piotr Okniński, Magdalena Grenda-Kurmanow i Weronika Stępkowska.

piątek, 9 stycznia 2026

Wszystko jak być miało, tylko na odwrót albo bardziej

 JANUSZ RADWAŃSKI - "TRENY", 2025 


Janusz Radwański to poeta z Kolbuszowej, także tłumacz z ukraińskiego. Autor kilku tomów, z których „Śpiewnik szantowy” spodobał mi się na tyle, że wybrałem z niego słowa, by zrobić „wiersz z bitem” – „Spięcie” – jeden z moich ulubionych.

Autor udostępnił tomik do ściągnięcia w PDF. Oto link: https://drive.google.com/file/d/1tGmVmSPqmBaSYcwbqjUjDf7vkw5oC03X/view

To krótki arkusz poetycki – zaledwie trzynaście wierszy. Łatwo przeczytać go za jednym podejściem. Dostajesz porcję smutku wpisaną w krótkie, ostre formy. Zaczyna się wyznaniem bezradności – że po śmierci nie wiadomo, jak żyć z fizyczną pustką. A potem przychodzą – jak uderzenie obuchem w głowę – poodwracane fundamentalne biblijne toposy („Pęknięcie” z ofiarą Abrahama i „Kolęda” z narodzinami w Betlejem). Oba wiersze mieszczą w sobie tyle bólu, ile tylko może pomieścić ta krótka forma. Nie zapomnisz już tych fraz: „Królowie zabierają dary, pasterzy nie ma” i „bo wszystko jest, jak być miało, / tylko na odwrót albo bardziej”.

Wobec bezsensowności i okrucieństwa straty to, w co się wierzyło, staje się nagle puste i nieznośne. Religijne pocieszenie nie działa. Stoicyzm wobec takiej bezwzględności losu staje się niemożliwy.

Radwański w „Trenach” ukazuje nam szpitalną rzeczywistość: biurokrację, daremne pocieszanie kolorowymi dekoracjami na ścianach (szczególnie foka jako kierowca pociągu – nagle staje się absurdalnym maszynistą szalonej lokomotywy). I jest tu ten najbardziej przejmujący wiersz. Ja bawię się AI, a tu w modlitwie pełnej wyrzutu ojciec pyta Boga, czy wiedział, że istnieją grupy na Facebooku, w których ludzie proszą, by ktoś dzięki AI ożywił matkę albo usunął rury respiratora z gardła dziecka.

Jest tu dużo goryczy utraty dawnego beztroskiego życia (celna metafora składania silnika, gdy potrzebne były wiele rąk i było wiele radości, nawet gdy coś się nie udawało). Zostaje w pamięci sztuczny pocieszyciel – infolinia, która w kółko powtarza: „jesteś pierwszy w kolejce”.

W poruszającej historii szalonej podróży na połoninę do Chatki Puchatka (patrz zdjęcie), w której autor zdążył jeszcze pokazać córce Bieszczady, zamiast patosu żałoby dostajemy zwykłą ludzką historię – pośpiech, irytację logistyką wyjazdu busem w góry. 
Na koniec nie ma żadnych pocieszeń, żadnych wizji nieba (jak u Jana Kochanowskiego), raczej gruby tekst – cytat z Walaszka – rozbrajający sytuację, o której powiedziało się już wszystko. I wreszcie milczenie – już bez żalu, ale też bez cudu niepamięci.

Ten arkusz wpisuje się w nurt współczesnej polskiej literatury, która odważnie i wstrząsająco mierzy się z tematem straty dziecka. Można go postawić obok „Obsoletek” Justyny Bargielskiej, „Bezsynności” Pawła Bilińskiego czy „Apokalipsa. After Party.” Piotra Przybyły. Podobnie jak oni, Radwański z brutalną szczerością opisał doświadczenie, które rozbija świat na kawałki.