niedziela, 25 września 2022

Żonglerka słowem, zianie ogniem i cudowny proszek

 Monofon - "Monomiasto", Mystic Production, 2022.


Kultowy Lao Che się rozpadł. Monofon powstał z inicjatywy jego dwóch muzyków: basisty Rafała Boryckiego i perkusisty Michała „Dimona” Jastrzębskiego; a także gitarzysty Michała Wójcika. Dołączyli też Halszka Nabira i Budyń - jako wokalista i tekściarz, po tym jak nie sprawdziło się kilku innych. Gdy ogłoszono powstanie zespołu, następnego dnia Budyń zmarł na zawał serca.
Budyń
Michał Dimon Jastrzębski 

Budyń czyli Jacek Szymkiewicz, to mój rocznik - 1974. Gdy słuchałem jego płyt (Pogodno, Babu Król, Art.Budyń&Chango) - wyczuwałem wielką duszę artysty. To był muzyczny wariat z poetyckim ADHD. Jego interpretacje piosenek Stachury na płycie Babu Król "Sted" - to jest mistrzostwo. Na koncertach Budyń wskakiwał w publiczność, prosto w jej serce. Gdy dawał koncerty online (w czasach covidowych, o nienormalnej porannej porze) widziałem, że to jego pasja, nie żadne komercyjne promocje dla fejmu. Budyń to był muzyk wielkiego formatu!

Te piosenki, którym napisał słowa, są pełne nieposkromionych emocji. Pełne wulgaryzmów (za czym ja, nie przepadam): chu*ów, pier*oleń. Taki był Budyń. Jak czytam w wywiadach: miał problemy z używkami, był chory i przeczuwał, że jego serce nie wytrzyma. Tym mocniej brzmią jego słowa - jego ostatnie słowa. Michał "Dimon" Jastrzębski - kierownik produkcji i zdaje się główna postać zespołu, mówi, że ta płyta to takie "Blackstar", porównując Szymkiewicza do Davida Bowie.  

W pierwszym utworze "Stoimy na dachu" słyszymy zestaw wątków z całej płyty: zagubienie, zmęczenie, bunt wobec stetryczałych polityków, nierozumiejących młodego pokolenia ("te bloki nie są wasze, starcze"), potrzeba spokoju wobec politycznych sporów. "Przeminie wszystko Tusk i Kaczyński", śpiewał niedawno Budyń na płycie "Ukryte do wiadomości" - tu podobnie: "pier*olą nas już spory historyczne i nastroje polityczne", "a my chcemy myśleć nie po prostu szablonem, nie bać się, że wszystko skończone, nie szarpać się już z otwartymi na oścież drzwiami"... Utwór ma fajną werwę i dynamikę, naprawdę niezły początek płyty!

Ta płyta ogarnia czasy covidowe. Z hasła "lepiej zostańmy w domu", powstał numer o uczuciowych rozstaniach, rozwodach, o "diable w staniku" i "księciu >>Ty Chu*u!<<". W sedno.

Utrzymana w retro klimacie "Bossa" z refrenem "Na mnie się goi dłużej", jest o końcu związku, pełna delikatnej pretensji do "psa rasy damskiej". Znak czasów niedopasowań. Ileż to par nie wytrzymuje ze sobą?

A ile trwa i zmienia swój żywot w horror? Właśnie taki tytuł ma - bez wątpienia - najlepszy utwór na płycie. Możliwe, że dziaderski, bo wspominkowy. "Prawie pięćdziesięciolatek" wspomina z jakąś uroczą tęsknotą, skruchą i wstydem: "Biegłem, biegałem, miałem coś, potem nie miałem, chciałem czegoś, a potem to zgubiłem. Nie wiem, gdzie byłem, wiem, że wróciłem." Spowiada się ze swych bezeceństw, podrywów i nadużyć.  
Muzycznie jest to uczta, perkusja dziobie ziarenka, dęciaki robią piękną robotę, a głos Budynia, jest głosem kogoś o oczach Kota w Butach ze "Shreka". Utwór-tęsknota, pean na cześć życia, pisany poetyckim szaleństwem: "kopytka stukały nam bose", "mój język brzytewka, chroniły tylko zęby zaborcze i łase mięsa czerwonych sztandarów". Sztukmistrz żongluje tu słowem i zieje ogniem, a mnie to rusza i ruszam do szalonych gibań, nie mogąc usiedzieć. A na rękach gęsie skórki, a w sercu żar z ekogroszku o kaloryczności 27 megadżuli/na kilogram - bez spieków i dużej ilości popiołu!


"Faraon" zaczyna się tupaniem wojskowych butów, z czego wyprowadzony jest waitsowski bit (genialny pomysł!), pełen orientalnych (egipskich?) ozdobników. Mocny, emocjonalny tekst, z samych bebechów! O tym, że trzeba się kryć z emocjami, udawać, choć chciałoby się "pukać we wszystkie okna". Covidowy nakaz noszenia maski, staje się jakimś surrealistycznym nakazem do blokady uczuć i prawdy.  

"Ich wszystkich" to hymn pełny przekory wobec bylejakości i pełen niezgody na to, co jest. "Nie" dla podporządkowania się, "nie" dla przegrywu. Z jazgotliwym przejmującym krzykiem. Z cytatem z piosenki Cool Kids Of Death sprzed lat. W piosence pada "Wszystkich ich je*ać!" - odradzam więc, słuchanie niepełnoletnim. To płyta dla dorosłych, zdecydowanie!


Napisany i zaśpiewany wyjątkowo przez Michała "Dimona" Jastrzębskiego "Warszawa - Stambuł" ma osobisty tekst, pełny kontrastów "kocham cię/tracę cię" i dramatycznych wyznań "ziemia nie chce mnie nieść". Nie wiem, czy Stambuł wziął się z napisu na perkusji (Istanbul Agop to znany producent talerzy), zatem symbolizuje autora? Czy też jest to metafora odległego, obcego, innego świata? Utwór podobny w stylu do najlepszych piosenek Lao Che, ze świetnym rytmem i melodią i uroczą puentą w postaci pytania "Co dziś na śniadanie?" - jest wybitny. Chciałbym, by tym głosem śpiewane były wszystkie utwory Monofonu, bo nie wyobrażam sobie, by nie było koncertów. 


"Korona" (znów covidowy cień) to piosenka z czasu zamknięcia, w którym artyści nie mogąc koncertować, skazani byli na siebie, i zamiast koncertów - czekała ich bieda i samotność. Wieszczem ogłoszony jest tu Rysiek Riedel. Jest też przeróbka cytatu z Paktofoniki "Nie jestem Bogiem, wyobraź to sobie." Otwarcie pada tu wyznanie o poddaniu się nałogowi alkoholowemu: "Będę pił gołdę" (gołda=wódka), "pod kołdrą ćpał netflix sezon drugi, serialu dzień trzeci." I cytuje się Nosowską "Lubię ten stan, rozkoszne sam na sam.", i wykrzykuje się swoją bezradność. Przejmujące studium.

"Ul" to zapis narkotykowego odlotu: "w nocy demon w głowę zrobił mi ul porno" i drga tu wszystko jak neon. Jest "taniec, szable i galop", saksofony i chore zatracenie.

Majstersztykiem jest utwór ostatni. Zapis tęsknoty za cudownym proszkiem, który ukoi kołatanie serca i zatrzyma trzęsienie rąk. Pełny jakiś sprzecznych myśli, obsesyjnego opętania, które przypomniało mi dziwny film Aronofskiego "Pi", pełen przeczuć o to, że serce nie wytrzyma. Budynia zastępuje nagle kobiecy, trochę szorstki głos (Magda Dubrowska z zespołu Nanga) i zjeżdżamy w sen, który okazuje się niebytem. I jest to smutne, ta Budyniowa wspaniałość, nagle oznaczająca, że nie zobaczę go już nigdy. I tylko mogę popijać zieloną herbatę i rozmazywać się w niewyraźność.



Zobacz też moją recenzję płyty Art.Budyń&Chango "Ukryte do wiadomości",
płyty Pogodno "Sokiści chcą miłości",
płyty Babu Król "Sted".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz