niedziela, 16 października 2011

Chwalmy wieczór na cytrze


"mantryczny" PATHMAN




Pathman, 14.10.2011 r. Miejski Ośrodek Kultury w Tomaszowie Mazowieckim

Do Piotra Koleckiego i Marka Leszczyńskiego powróciła Muzyka. Znów, bo w końcu ich muzyczna wędrówka trwa już bardzo długo, od połowy lat siedemdziesiątych – wtedy w Teatrze Dźwięku ATMAN – którego członkowie w roku 1985 za jedną ze swoich „muzycznych baz” uznali leśniczówkę Leszczyńskiego w Liciążnej. W 1990 roku muzycy założyli własną firmę – Pracownię „Promocja Kultury Ekologicznej”, która stała się fundamentem działalności zespołu w ramach polskiej sceny niezależnej. Od roku 1996 Pracownia współorganizuje festiwal Muzyka w Krajobrazie w Inowłodzu (dotychczas odbyło się tam 15 jego edycji). W 1998 roku ATMAN zakończył działalność; dziś jego byli muzycy grają w swoim nowym projekcie stanowiącym kontynuację tamtej grupy, w zespole PATHMAN. Tyle historii.

Nadal kontynuują tamte wątki muzyczne, czerpią inspirację z życia przyrody, jej odgłosów i dźwięków. Grają głównie na tradycyjnych instrumentach, zbudowanych z naturalnych materiałów, towarzyszących ludziom od wieków. Pozostali wierni brzmieniu akustycznemu, wzbogaconemu przez unikatową kolekcję instrumentów z Indii, Nepalu, Tybetu, Azji Centralnej, Bałkanów, Australii oraz instrumentów zrekonstruowanych na podstawie rodzimych tradycji. Wykonują muzykę w nurcie szeroko pojętej psychodelii - od ambientu po psychedelic folk. Taką też przywieźli ze sobą, aby prezentować ją na swoich koncertach, bo znów wrócili do intensywnego grania „na żywo”. W MOK-u zagrali godzinny koncert, osiem mantrycznych kompozycji w absolutnej ciszy pomiędzy poszczególnymi utworami, dzięki której ich muzyka przeistoczyła się w długą suitę nie przerwaną choćby tylko szmerem oklasków (te pojawiły się dopiero na koniec koncertu).


To muzyka wywodząca się z tradycji wykonawczej innej legendarnej i kontestującej grupy – Osjan (Leszczyński i Kolecki mówią wprost o fascynacji tamtą grupą) – którą muzycy wykonują na cymbałach polskich i ukraińskich, cytrze, sitarze, gitarze akustycznej i basowej, trąbce, perkusji, dzwonkach indyjskich, gongach oraz całym szeregu mniej lub bardziej znanych instrumentów i narzędzi muzycznych. PATHMAN wykorzystuje także rozmaite procesory i efekty elektroniczne pozwalające na intensyfikację tych oryginalnych dźwięków. Rytmy, jakby wywodzone z muzyki hinduskiej, krystaliczne brzmienie instrumentów akustycznych, które momentami bywa przetwarzane elektroniczne, wszystko razem buduje coś w rodzaju muzycznego obrzędu. Kameralny koncert w MOK-u wypełniła ciągła emisja dźwięków, których dynamika poddawana została nieustannej sinusoidzie: od ciszy do brzmieniowego hałasu, od kontemplacji i jazzowego feelingu, do momentami rockowego beatu (w najbardziej czadowych momentach, jakże przydałby się pijacki wokal Jima Morrisona!).


Już na samym początku ich występu pomyślałem, że sztuka zespołów w rodzaju grupy PATHMAN to wręcz idealny akompaniament dla recytującego swoją nawiedzoną poezję, polskiego poety współczesnego. Ale, że żyjemy – w jak to powiedział czy też za kimś powtórzył Tomasz Jastrun, w telewizyjnym programie poświęconym sylwetce tegorocznego laureata literackiej nagrody Nobla, Tomasa Transtroemera – „w zupełnie niepoetyckich czasach”, taki „mariaż” nie byłby chyba nikomu szczególnie potrzebny do szczęścia. Oczywiście, za wyjątkiem mnie samego …

Linki do wybranych fragmentów koncertu (źródło NaszTomaszow.pl) :




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza