Fot. Rafał Mielnik Agencja GAZETA
Wybrał: Krzysztof Kleszcz
Źródło: Gazeta Wyborcza
Sukces polskiej poezji. Wiersz "Spalone mapy" Tomasza Różyckiego z tomu "Kolonie" oraz wyjaśnienie jego genezy zdobyły nagrodę w prestiżowym konkursie zorganizowanym przez amerykański serwis internetowy The 3 Quarks Daily na najlepszy post literacki. Tłumaczenie wiersza i wyjaśnienie jego genezy zamieściła na blogu PEN America amerykańska poetka i tłumaczka Mira Rosenthal.
Piotr Guzik w opolskiej "Gazecie Wyborczej" przytacza słowa autora wiersza:
Wiersz powstał pięć lat temu podczas podróży na Ukrainę w 2004r.
Pomyślałem przy tym, że będąc na miejscu, skorzystam z okazji i udam się do jednej z wsi leżących w pobliżu tego miasta, gdzie przed II wojną światową mieszkała moja rodzina. Chciałem zobaczyć, czy cokolwiek zostało z rodzinnego domu mojej babci. Na poszukiwania jej domu straciłem cały dzień. Zaczynało się już ściemniać, a we mnie wzrastała frustracja i przekonanie, że cała ta wyprawa była jednym wielkim nieporozumieniem. I gdy już miałem się zbierać w drogę w powrotną do Lwowa, udało mi się spotkać starszą kobietę, która była sąsiadką mojej babci i dobrze ją pamiętała, ponieważ za młodu razem się bawiły. Wskazała mi miejsce, w którym niegdyś stał dom babci.
Po budynku nie było śladu, podobnie jak po ceglanej kapliczce z figurką Matki Boskiej, która zdaniem babci wiele razy ratowała ją i rodzinę przed śmiercią w trakcie wojny. W ogrodzie nie ostało się także żadne drzewo.
Jedynym śladem wskazującym, że stał jakiś budynek, były wystające spod ziemi resztki murowanej, przydomowej piwnicy. - To było dla mnie bardzo wzruszające. A gdy po powrocie do Polski dowiedziałem się, że Jacques Burko, francuski tłumacz moich wierszy, odbył podobną podróż do korzeni, postanowiłem napisać "Spalone mapy" i zadedykować go właśnie jemu.
Tomasz Różycki
SPALONE MAPY
Dla J.B.
Pojechałem na Ukrainę, to był czerwiec
i szedłem po kolana w trawach, zioła i pyłki
krążyły w powietrzu. Szukałem, lecz bliscy
schowali się pod ziemią, zamieszkali głębiej
niż pokolenia mrówek. Pytałem się wszędzie
o ślady po nich, ale rosły trawy, liście,
i pszczoły wirowały. Kładłem się więc blisko,
twarzą do ziemi i mówiłem to zaklęcie -
możecie wyjść, już jest po wszystkim. I ruszała
się ziemia, a w niej krety i dżdżownice, i drżała
ziemia i państwa mrówek roiły się, pszczoły
latały ponad wszystkim, mówiłem wychodźcie,
mówiłem tak do ziemi i czułem, jak rośnie
trawa ogromna, dzika wokół mojej głowy.
-----------
Z tomiku "Kolonie", wydawnictwo Znak, Kraków 2006
jak mi napiszecie proze poetycką lub zdajdziecie to bedzie zajefajnie!
OdpowiedzUsuń