niedziela, 20 marca 2011

Skutki uboczne (12)



„To, co jest regułą – z racji statystycznych – tak zwanego narodowego uprawiania twórczości poetyckiej, polega (…) na odbieraniu odległych ech rzeczywistych zdarzeń i na przechodzeniu dawno utartych szlaków poetyckich dla niepoznaki w inny sposób, na przykład tyłem lub do góry nogami. Cóż ukrywać, jakże często poeci pod pozorem twórczości artystycznej uczą się po prostu mówić. Samodzielna droga poetycka kojarzy się im najczęściej ze swoistym workiem dźwiganym na plecach, pełnym nadwrażliwości i subtelności ciągle uśmiercanej przez świat (to takie niby poetyckie ble, ble, ble), owóż on garb – nawet gdyby o niego właśnie chodziło – nie każdy ma z przyrodzenia i często noszą go nieudaczni mimowie o bezwstydnie zdrowych plecach, którzy choć nawzajem niewypłacalni, nawzajem sobie żyrują miano poety (taki jest mechanizm powstawania grup poetyckich). Konieczne w takim wypadku miejsce to kosmos klubu, w jakim się spotykają, w którym się sprawdzają ich talenty, gdzie odbywają podróże w czasie i przestrzeni wokół popielniczki”.

„Życie pisarzy, których uporczywie omija sukces, ich kolejne książki przechodzą niezauważone, a wiek pozbawia iluzji na dokonanie czegoś naprawdę wielkiego, jest prawdopodobnie rodzajem piekła, w każdym razie na pewno zatrute jest goryczą. Taki jest jednak los większości prozaików i poetów, którym fortuna odmówiła momentu chwały, dającej iluzję immortalizacji. Ich jedyną szansą jest nadzieja na „książkę życia”, która nadałaby sens dziesiątkom lat pracowitego „czernienia papieru” w drażniącym zapomnieniu. Z czasem nadzieja ta słabnie, przekształca się w iluzję, a niedostrzegalny artysta popada we frustrację, zwłaszcza gdy mieszka na prowincji, gdzie wielkie odkrycia trafiają się raz na dwadzieścia lat. Jednak jak wiemy, czasem się zdarzają”.

Stanisław Bereś, Katarzyna Batorowicz-Wołowiec, "Wojaczek wielokrotny". Biuro Literackie 2008.

(p)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza