wtorek, 21 grudnia 2010

Skutki uboczne (9)




„Zajechaliśmy na Wilanów. Groszek czekał przed domem z małą, obdartą tekturową walizeczką, ubrany w za dużą marynarkę o burym, przygnębiającym deseniu, spodnie rureczki do kostek, bez kantu, frędzle tasiemki kładły się na butach, brudnych wiosennym jeszcze błotem, wykrzywionych, model sprzed pięciu lat, na zjechanych obcasach. Mały, chudy Groszek z twarzą starego więźnia wyjedzoną przez mury kazamatów, dreptał niecierpliwie w miejscu, ocierając spocone czoło przewieszonym przez rękę spłowiałym płaszczykiem z drelichu.
Zatrzymaliśmy się kilkanaście metrów od niego, bo dalej był zakaz postoju, szedł do nas kogucio podrygującym krokiem, niosąc godnie swoja udręczoną minę wydziedziczonego arystokraty albo obarczonego klątwą księdza.
- Popatrz, to jest dziś najlepszy polski poeta – powiedział Robert. – Przyjrzyj mu się dokładnie.
Groszek wsiadł i podał każdemu z nas małą, trochę lepką dłoń. Zawsze był jakiś taki niedomyty, sypiał w szarej pościeli, bieliznę miał przyżółcona. Ale to nie zmieniało faktu, że mając lat trzydzieści i siedmioro dzieci był, jeśli nie najlepszym, to przynajmniej jednym z trzech pierwszych w kraju poetów”.

Andrzej Brycht, „Dancing w kwaterze Hitlera”. Instytut Wydawniczy „PAX”, 1970.
(p)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza