niedziela, 14 lutego 2010

Wajchy Gregorija




Autor: Krzysztof Kleszcz


Publikacja w nr 3 (6) 2009 "Arterii"

Numer można nabyć w sieci Empik



czwartek, 11 lutego 2010

Wielkie litery



Autor: Piotr Gajda

Z prawdziwą przyjemnością pragnę zaanonsować najnowszą książkę Czesława Markiewicza. „Majuskuły” ukazały się w 2009 roku w krakowskim Wydawnictwie „Miniatura”.

Tom zawiera wiersze -„eseje” o literaturze. Otwierający tekst zaczyna się od słów: tadeusz różewicz wychodzi do pracy, ostatni wiersz otwiera incipit stary poeta miał dwadzieścia cztery lata. i ocalał; - tak więc Tadeusz Różewicz „prowokuje” narodziny i śmierć poezji. Pomiędzy znajdują się teksty-„rozważania” o charakterystycznych tytułach (m. in.: „Ziemia Tokarczuk”, „Dostojewski czyta Stasiuka”, „Rafał Wojaczek wychodzi z Cyganerii”, „Śniadanie u Chrystusa” czy „Kaprys Einsteina” ). Przewrotność idei tego tomiku „ucieleśnia” dystychiczny epigramat pt. „Joe Alex tłumaczy”: Podwójne życie Alicji nie jest/ pospolitą zdradą.// Lustro nie służy/ do żadnego dialogu.// Cała Odyseja to wyznanie Molly:/ Leopoldzie jestem wierna.// Królik jest Freudem/ Freud jest królikiem. Nie rzecz więc w ordynarnym „życiopisaniu”, ale w wyrafinowanej sublimacji tzw. życia w tzw. literaturze (albo odwrotnie) – zdaje się więc brzmieć przesłanie „Majuskuł”.

„Majuskuły” do nabycia u Wydawcy: miniatura@autograf.pl


* CZESŁAW MARKIEWICZ - Ur. 1954 r. w Zielonej Górze. Poeta i prozaik. Dziennikarz Radia Zachód. Opublikował m. in. zbiory wierszy Modlitwa oszukanych (1977), Moja wina (1998), Ale i tak (2007), opowiadania Made in life (1995) oraz powieści Przezroczysty (2002), Zemsta Fabiana (2004). Publikował m.in. w czasopismach: „Poezja”, „Literatura”, „Nowy Wyraz”, „Borussia”, „Pro Arte”, „Pro Libris”, „Autograf”, „Akant”, „Topos”, [fo:pa], „Wakat”, „Red”, „Śląsk”, „Wyspa”, „Poezja dzisiaj”, „Fraza”, „Portret”, a także w wielu antologiach (np. Poeta jest jak dziecko, Spalony raj). Laureat wielu konkursów literackich oraz Lubuskiego Wawrzynu Literackiego (1996) i dwukrotnie Nagrody Kulturalnej Prezydenta Miasta Zielona Góra (1992,2004).

wtorek, 9 lutego 2010

Ofelia w Piotrkowie



W najbliższy piątek w piotrkowskim Ośrodku Działań Artystycznych odbędzie się wernisaż wystawy Agnieszki Kowalskiej-Owczarek "JESTEM OFELIA – projekt Całuny”.

12 lutego 2010, godz. 18.00, Galeria ul. Dąbrowskiego 5, Piotrków Trybunalski

”Stworzyłam figurę kobiety – Ofelii. Wybory egzystencjonalne Ofelii są dla mnie równie ważne jak wybory Hamleta. W niespełnionym samobójstwie Ofelii jest coś, co przynosi zbawienie. Jeśli bowiem „nie przyjęła jej woda”, może przyjmie ją życie”.

Agnieszka Kowalska-Owczarek

„Całun jest dwuznaczny. Najczęściej bywa tkaniną, którą okrywa się zwłoki, ale pojawia się także jako źródło metafory, określenie ulotnej zasłony, która spowija byty: choćby „całun nocy”. Nazwa pochodzi od starofrancuskiego określenia (chalon) wełnianej tkaniny o wzorze sieciowym. Całun „przesłania” dwuznaczność. Jego przeznaczeniem jest tworzyć „granicę” między ciałami żywymi a ciałem martwym, które jeszcze nie uległo rozkładowi, ale utraciło życie. Całun „przesłania”, ale i „odsłania” tę zimną rzecz, którą staramy się usunąć sprzed naszych oczu, bo stała się oczywistym znakiem niebytu, czegoś, co nie posiada materialności ani istoty, bowiem taka jest w swojej „zjawiskowości” śmierć. Całun przesłania i odsłania, a taką potencjalność ma „prawda” w Heideggerowskim sensie. Zatem między etymologią a fenomenologią mieszczą się znaczenia, które przenikają „Całuny” Agnieszki Kowalskiej-Owczarek. Obiekty, które stworzyła artystka stanowią kontynuację wcześniejszych projektów – szczególnie wystawy „Zastygające pejzaże przemian”, na którą złożyły się formy przestrzenne między malarstwem a rzeźbą, formy między rośliną a kartą papieru, jak i formy, które przybrały postać grafiki komputerowej opartej na przetworzeniu abstrakcyjnej fotografii przyrody. Wystawie towarzyszyło także działanie muzyczno-teatralne artystki. „Całuny” kontynuują eksperymenty z przekształconym tworzywem roślinnym, z którego wyłania się swoisty obiekt „pomiędzy” Naturą i Kulturą. „Rzecz” to jeszcze nie ludzka, ale już nie roślinna, naturalna, pochodząca spoza symbolicznego uniwersum. Mediacja jest sferą stale interesującą artystkę, dlatego także inne opozycje pokrewne powyższym wyznaczają tkaninę sensu „Całunów”: realne / symboliczne, obecność / ślad, pierwowzór (ciało) / kopia (odlew), roślina / tkanina,rozkład / istnienie. Artystka w swoim działaniu wkracza więc w obszar mimesis, ale w sposób niezwykle przewrotny. O ile dawna sztuka naśladowała Naturę, sztuka współczesna przekształca ją poza granicę abstrakcji. Agnieszka Kowalska-Owczarek proponuje trzecią drogę polegającą na odwróceniu procesu definiującego dawną sztukę – w „Całunach” to Natura (wyręczona przez artystkę) naśladuje człowieka, wytwarza sferę ulotnych sensów między „mową” ludzkiego ciała a „milczeniem” rośliny. Natura nas „naśladuje”, „przedrzeźnia”. Może to paradoksalnie uczynić, kiedy odwróci się proces antropomorfizacji, kiedy to roślina zacznie „nazywać” ludzki kształt. Jest w tym też wiedza sięgająca aż do korzeni naszego gatunku. Gdyby nie rośliny, a zwłaszcza drzewa, nie bylibyśmy ludźmi. Rośliny są pionowe tak samo jak my, nasi przodkowie żyli na drzewach. Artystka przetwarza więc także „materię”, która pochodzi z samych źródeł sztuki, z naszej pradawnej, żyjącej w zgodzie z Naturą „historii”. „Naturalna” opowieść zaczyna się od ciała i kończy w ciele, chociaż jej główne rozdziały opowiadają o pracy śmierci, nieuniknionym rozkładzie, wtopieniu w materię, karmieniu roślin naszym ciałem, choćby drzew, które rosną na grobach. Embrionalne ułożenie modelek może oznaczać możliwość nadziei, obecność metafizycznych przekonań o ponownych duchowych narodzinach, a może, poprzez ludzkie ciało, wskazuje tylko na wieczny kołowrót natury, która rodzi i pochłania, pochłania i rodzi. Instalacji towarzyszy performance, który otwiera dodatkowe konteksty, jakie układają się wokół obecności i śladu. „Tanatyczne” gesty artystki wykonywanie są na linie (powiedzmy: lianie) między życiem a śmiercią. O śmierci nie da się niczego powiedzieć. W sztuce można ją tylko„przedrzeźniać”. Agnieszka Kowalska-Owczarek „przedrzeźnia” śmierć, zaś śmierć, okryta „Całunami” mistrzyni nieobecności, przedrzeźnia nas”.

Przemysław Owczarek

Agnieszka Kowalska-Owczarek ukończyła Akademię Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi Wydział Projektowania Tkaniny i Ubioru oraz Wydział Kulturoznawstwa(Teatrologia) na UŁ. Nominowana do nagrody “Dyplom 2004”. Nagrodzona w konkursie dla studentów im. Władysława Strzemińskiego. Zajmuje się m.in. sztuką instalacji, książką artystyczną oraz grafiką wydawniczą. Nierzadko budulcem jej form są rośliny. W swoich pracach łączy formy wizualne z działaniem, które wywodzi z poszukiwań w obrębie ciała i głosu. Uczestniczka wielu warsztatów i projektów Instytutu im. Jerzego Grotowskiego we Wrocławiu. Wokalistka zespołu piosenki literackiej Agnes’band. Współautorka wielokrotnie nagradzanego projektu „Przyjdź” prezentowanego m.in. w Ośrodku Propagandy Sztuki w Łodzi. Autorka projektu „Ziemia” prezentowanego jako wystawa towarzysząca 12 Międzynarodowemu Triennale Tkaniny w Łodzi. Wystawy i prezentacje w kraju i zagranicą m.in. Łódź, Zgierz, Łęczyca, Sandomierz, Warszawa, Penzlin (Niemcy), Rostock (Niemcy), Aleksandria (Egipt), Singapur, Kuala Lumpur, Seul. Redaktor graficzny Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie”.

Agnieszka Kowalska-Owczarek



Czterech muszkieterów w Kutnie




Sergiusz Sterna-Wachowiak w Pałacu Saskim

Spotkanie w Pałacu Saskim 12 lutego br. o godz. 18.00, na które zapraszają Kutnowski Dom Kultury i Fundacja Odbudowy Pałacu Saskiego będzie okazją do posłuchania wierszy poety, porozmawiania o jego eseistyce a także, w nawiązaniu do symboliki miejsca, o trudnych lecz fascynujących relacjach polsko-niemieckich: wczoraj i dziś.

Sergiusz Sterna-Wachowiaku to urodzony w 1953 r. w Lesznie poeta, prozaik, eseista, tłumacz i niestrudzony animator życia literackiego. W jego dorobku znajduje się siedem autorskich tomów poezji, dwie powieści, cztery tomy esejów. Ostatnim dotychczas wydanym tomem poetyckim jest "Papierowy lampion". Inspirująca myślowo jest eseistyka. Najbardziej znane tomy to "Głowa Orfeusza" i "Szyfr i konwencja". Po sierpniu 1980 r. publikował w obiegu niezależnym, po 13 grudnia 1981 r. w obiegu podziemnym. Od czerwca 2008 roku jest prezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jednym z nurtów jego działalności są inicjatywy związane z kulturalną współpracą polsko niemiecką. Jest między innymi współpracownikiem stowarzyszenia Stuttgarter Schriftstellerhaus. Opracował antologię dwudziestowiecznej poezji polskiej "Polnische Lyrik aus hundert Jahren" (Hamburg 1997). Jest bardzo aktywnym twórcą życia kulturalnego Poznania. Niepowtarzalną inicjatywą są wieczory dyskusyjne "Scena Verbum" Teatru Nowego i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, które prowadzi od 1991 roku. W ponad 70. spotkaniach wzięły udział postacie tej miary, co: Czesław Miłosz, Mario Vargas Llosa, Jan Józef Szczepański, Hanna Krall, Szewach Weiss, Józef Tischner, Władysław Bartoszewski, Jacek Kaczmarski, Jan Nowak-Jeziorański, Julia Hartwig i wielu wielu innych.

Środek daleko od Centrum. Liryczne prowincje trzech poetów: Wojciecha Gawłowskiego, Jarosława Jakubowskiego i Artura Fryza.

W spotkaniu autorskim, które odbędzie się 4 marca 2010 r. na godz. 18.00 w Kutnowskim Domu Kultury (uwaga miejsce możesz podać inne!) weźmie udział trzech współczesnych poetów reprezentujących różne roczniki literackie i różne regiony Polski. Jedną z cech łączących ich drogi twórcze jest znacząca rola, jaką w materii ich wierszy pełni pejzaż prowincji - miejsca, z którego pochodzą bądź, w którym mieszkają.

Dla Wojciecha Gawłowskiego (rocznik 1953) taką liryczną prowincją jest Ostrów Wielkopolski. Słowo prowincja pojawia się nawet w tytułach dwóch spośród ośmiu tomów poetyckich, które wydał. Są to: "Prowincja zimowego zmierzchu" i "Prowincja Ostrów Miasta". Pozostałe tomy poety z Ostrowa Wlkp. to: "Błędnik równowagi", "Przypisy do przepowiedni", "Błędna losowa", "Zapach gasnącej świecy", "Podania, życiorysy, legendy i baśnie", "Głosy, obrazy i sny".

Arturowi Fryzowi (rocznik 1963) dzieje i teraźniejszość Kutna posłużyły jako źródło poetyckiej opowieści zawartej w jego pierwszej książce: "Miasto nad bitwą. 24 sonety municypalne", kutnowskie motywy pojawiają się też w kolejnych dwóch książkach autora: "przed zamknięciem" i "wspólne miejsca". Poeta, który dwadzieścia lat temu osiedlił się w Kutnie, będzie gospodarzem spotkania.

Mieszkający w Koronowie koło Bydgoszczy Jarosław Jakubowski (rocznik 1974) również w swoich wierszach i prozie czerpie ze źródeł swojego miejsca na ziemi. Autor siedmiu tomów poetyckich: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo" i "Ojcostych" wydał niedawno tom próz "Slajdy", w którym też można znaleźć odwołania do świata "małej ojczyzny".

Podczas spotkania będziemy mogli posłuchać autorów czytających swoje starsze i nowe wiersze a także porozmawiać o roli prowincji w ich twórczości i szerzej w kulturze polskiej. Będzie też pewnie okazja, by porozmawiać na inne interesujące publiczność tematy.



poniedziałek, 8 lutego 2010

Dreszcz jak deszcz. Przełknąć czerwie i glisty.



Autor: Krzysztof Kleszcz

Bohdan Sławiński "Sztućce do glist", Stowarzyszenie Literackie im. K.K.Baczyńskiego, 2008.

Komu potrzebne są sztućce do glist? Temu, kto co dzień patrzy na „czynną rzeźnię dymiącą od krwi” i szuka sensu w tym co stworzył „dobry bozia”?
Czesław Miłosz pisał „Nadzieję pokładamy w ludzkim Bogu. / A jeśli tak, to lituje się / Nad każdą schwytaną myszą, skaleczonym ptakiem. Wszechświat dla Niego jak Ukrzyżowanie.”
No więc jak przeżyć ten smród, przełknąć czerwie i glisty?

Pamiętam jak kilka lat temu posłuchałem „Uwag Józefa Baki” w wykonaniu Budzego i Trupiej Czaszki. Ostra muzyka wwiercała w głowę z pozoru naiwne i proste teksty XVII- wiecznego jezuity. Wykpiwane przez lata, w ustach wokalisty Armii zaczęły kąsać: „Łopata przeplata, wesele w łez wiele” ; „Stul ogona, stul ogona / stul ogona, stul...”; „Świat bałamut i fiut, fiut. / Nic po nim, nie gut, gut.” ; „Tu snem szczęście, chwała marą / Młodość, piękność, lat poczwarą. / Dzisiaj rozkosz i bogactwo, / Jutro ropa i robactwo.” ; „O bogaczu godnyś płaczu, / Masz sepety i kalety, / Masz gody, wygody / I futra - do jutra. / Źle żyjesz, zawyjesz.” Ciekawe czy Bohdan Sławiński ogłuszał się przy dźwiękach Trupiej Czaszki?

Jego tomik operuje rzadko dziś używaną formą poetycką. Niełatwą. Tu nie tylko gra się konsekwentną metaforą, która czerpie z baroku, zapewne też z Rymkiewicza, Leśmiana. Sławiński w jednym wersie zapisuje zwykle dwa trzy słowa, jakby skąpą haikupodobną frazą miał podkreślić marność opisywanego świata. Okrzyk Marność! to "znak wodny" tej poezji. („kość dodana do kości / z niej piję".)

Jej urodą jest prostota fraz, np. „Z klucza gęsi / opada rdza piór.”, „Wokół tatarak i raki w pamięci”. Zauroczyły mnie aliteracje, kunsztowne zestawienia słów („ażury róży z pajęczyn i rosy”, „noże mrozu rżną / ciała na płatki krwawe”, „boli boga ranna brzoza”, „kracze czarne”), synestezje („jak żuć pisk”, „leje się głos”). Dużo tu modlitewnego stylu: „podobno opuchnięte sklęśnie / a martwe ożyje”, „gdzie bozia wschodzi duszy ziarnem / hosanna!”, „drogę rozświetla próchno”.
Ten ponury, obleśny świat robactwa, najsilniej oddziaływuje tam, gdzie język jest wulgarny: „żryj rybę bez mięty”, „klep grzechów odpuszczenie / ciał zmartwychwstanie / już zdychanie”, „mysia mumia / lisie gówno”.

Metafory mają wywołać dreszcz: „księżyc przeguby rżnie”, „trzeszczą trumny burty”, „żrą larwy z ciała misy”, „bóg hebluje / czerwiem”, „trumną w zębach grzebie” , „coś tam umiera / inne żyje / to się rozmnaża / tamto gnije / zabłyszczy się zabieli / zaczerni zazieleni / zamarzy przy samej ziemi”, „szczebiocze gościec w kolanach / zdrowaś / zdrowaś”.

I czy ten dreszcz nas oczyści jak deszcz? Owszem, bo „Trup żywemu / namydla plecy”.

sobota, 6 lutego 2010

Bez poavatarowej depresji




Autor: Krzysztof Kleszcz

AVATAR, reż.James Cameron, 2009


Że bajka? Że kiepskie dialogi? Że banalne ekologiczne przesłanie? Na pewno "Avatar" rozpoczyna historię kina od nowa, tak jak, powiedzmy, płyta Dire Straits "Brothers In Arms" rozpoczęła historię muzyki rockowej nowym standartem - płytą CD. Dziś w moim garażu leży setka kaset magnetofonowych, czy podobny los czeka kiedyś filmy "przed-Avatarowe"? U mnie efekty trójwymiarowe wywołały zachwyt (wcześniej widziałem tylko żółwie z Galapagos w "Imaxie").
Bardzo spodobał mi się pomysł podwójnego życia (sen w kapsule przenosi do innego świata) i tęsknota bohatera za tym wcieleniem. No i Sigourney Weaver przywołująca sagę "Obcego"! (Ile to lat, kiedy straszyło mnie w kinie "decydujące starcie", Bishop gdzie jesteś?)
Uwierzyłem w miłość bohaterów, taką miłość, która wszystko tłumaczy. Ujęła mnie idea latających potworów, które będą cię chciały zabić, ale jeśli się obronisz, będą ci wiernie służyć do końca.

Współczuję recenzentom, dla których obraz trąci grafomanią. To przecież kino dla masowego widza. Kino, które musi posługiwać się pewnymi schematami. Niech leczy się ten, kto zespołowi Red Hot Chili Peppers wysunie zarzut melodyjnych refrenów!
Ja sobie świat niebieskich Na'vi księżyca Pandora "bez piwa light i niebieskich dżinsów" porównałem do poezji. A potem cieszyłem się, że buldożery jej nie rozjadą.

Po filmie zapada się w coś w rodzaju post-avatar-depression. Jeśli nie ma się własnej kapsuły.

środa, 3 lutego 2010

Gajcy na barykadach Warszawy



Recenzja ukazała się w numerze 3(6) 2009 "Arterii"