piątek, 8 listopada 2013

Nowa Fonetyka z tekstami Bursy

Ukazała się nowa płyta Fonetyki. Po sukcesie płyty z tekstami Rafała Wojaczka (o której pisałem na blogu) zespół proponuje nam muzykę z tekstami poety Andrzeja Bursy.  Zaliczany do "poetów wyklętych" - Andrzej Bursa zostawił po sobie wiersze, które cechuje bunt i bezkompromisowość, swoista antyestetyka. Te najbardziej znane to "Pantofelek", "Miłość" i "Sobota" (z frazą "mam w dupie małe miasteczka"). Między innymi one znalazły się na płycie, którą od kilku dni można kupić.

czwartek, 31 października 2013

Do wody, do światła


NEW MODEL ARMY – „Between Dog And Wolf”, 2013

New Model Army istnieje już 33 lata. I oto cztery lata po świetnym “Today Is A Good Day”, powstała płyta, która – dla mnie - konkuruje o miano najlepszej z moją pierwszą płytą CD jaką kupiłem, czyli z „Thunder And Consolation”. Jej wyjątkowość  polega na uwypukleniu dźwięków perkusji. Za miks odpowiada Joe Barresi, który pracował m.in. z Toolem, i da się usłyszeć połamane rytmy tego ( z lekka zapomnianego przeze mnie ) zespołu.

Z czternastu utworów najmocniej działa na mnie „I Need More Time”(5), w którym z melorecytacji wyłania się dramatyczny, żarliwy błagalny refren. W mojej wyobraźni widzę rozgwieżdżone niebo skotłowane jak u Van Gogha i klęczącego Sullivana, przyrzekającego odmianę, błagającego o szansę, załamanego swoją słabością: „I’ve still so much to give / I’ve still so much to learn / I’ve still so much to love / still so much to burn”.

Kto tęskni za hymnami, niech zacznie słuchanie od „March in September”(2) o lekkoduchu, którego „jakiś inny świat wzywał”. Równie przebojowo brzmi „Seven Time”(3) – pełen ufności „Nie boję się tego co ma nadejść / siedem razy słońce, siedem razy deszcz”... Spokojniejszy „Pull the Sun”(6) jest pełen przestrzeni: “Widziałem cię jak chciałeś wyrwać Słońce z nieba (...) A ja mam czarne miejsce w moim sercu / Ulubiony akord i kartę, którą rysuję za każdym razem przy takich okazjach”. Dostojny, piękny „Lean Back And Fall”(7) opisuje zagubienie i to, że jest jeszcze wiara, że gdy się przychylimy do tyłu, zostaniemy złapani.

Romantyczne, podniosłe mistyczne teksty ujmują swą metaforyką. Monotonny, skupiony początek płyty - „Horseman”(1) o świadomości, że czeka nas koniec, mógłby być muzyką do którejś z ekranizacji książek Tolkiena.  Podobnie - mistrzowski, hipnotyzujący „Did You Make It Safe?”(4) z dośpiewanymi przez chór “To the water / To the sunlight”. Pojawia się w jego  tekście postać z okładki z rogami i włócznią. Czy to symbol jakiejś pierwotnej zwierzęcej energii?

Dawkę szaleństwa niesie „Stormclouds”(9) – z konstatacją, że to co widzimy na horyzoncie to może być chmura albo góry. Utwór tytułowy (10) brzmi złowrogo, jakby zbliżało się najgorsze. Zaś „Qasr El Nil Bridge” (11) ma orientalny klimat inspirowany zapewne rewolucją w Egipcie “And they tell me god is great but this I’ve never doubted / We each find wonder in the sky and the mountains / In the waves of people gathered and waiting”.

Zdarza się Sullivanowi ponarzekać na rzeczywistość - dzisiaj wszystko ogranicza się do “There must be more money”. („Tommorow Came” (12)), po prostu opowiedzieć smutną historie z wrzosowisk („Summer Moors”(13)). A potem szamańskie bębny fundują nam puentę, że „Duchy stają się częścią nas.” („Ghosts”(14)).

Inne recenzje płyt New Model Army na blogu: "High" i "Today Is A Good Day"


niedziela, 27 października 2013

Tuwim obecny. Relacje

22.X.2013 ŁDK, "TUWIM OBECNY"

"Tuwim obecny" - impreza w ŁDK okazała się świetnym pomysłem. Ośmiu poetów (Artur Fryz, Jolanta Sowińska-Gogacz, Zdzisław Jaskuła, Michał Kędzierski, Krzysztof Kleszcz, Przemysław Owczarek, Maciej Robert i Piotr Grobliński) podjęło korespondencję z Tuwimem. Wysłuchaliśmy wierszy mistrza w interpretacji aktora Piotra Krukowskiego oraz wierszy, które podejmują Tuwimowskie wątki. 
Rozmowy dotyczyły też wyjątkowości słów łódzkiego poety. Na koniec były piosenki zespołu Agnellus.


 Relacje z imprezy:

http://www.e-kalejdoskop.pl/tuwim-by-wsrod-nas.aspx

http://cjg.gazeta.pl/CJG_Lodz/56,104403,14830694,Krzysztof_Kleszcz,,5.html

sobota, 19 października 2013

Dyjak w Łodzi

14.X.2013, MAREK DYJAK, ŁÓDŹ, KLUB SCENOGRAFIA

Marek śpiewa tak jakby dźwigał sztangę. Każdy dźwięk jest szczery i wywołuje dreszcz. Największe wrażenie zrobiła oczywiście pieśń "Człowiek (Złota ryba)", wykonana dwukrotnie (autor słów - Jacek Bieleński, był na widowni), ale od pierwszych dźwięków "Dziwnej okolicy" nie było myślę nikogo, kto tylko sączył piwo - te piosenki przekonują, wciągają, żyją: ("Pisz do mnie czekam, bo umieram"...)
Był Tuwimowski, zapowiedziany ze smutkiem, "Tomaszów", przejmujące "Na zakręcie" ("Moje prawo, to jest pani lewo"), była "Atramentowa rumba"..., napisany chyba podświadomie przez Nosowską dla Marka: "Nie wyglądam dziś przesadnie ładnie" - "Sic!" oraz "W dworcowej poczekalni" ("Czasem skręta zapalę i wtedy wspaniale czuję się..."). Oprócz "polskiego Waitsa" wielkie wrażenie zrobił towarzyszący mu muzyk, który z akordeonem i klawiszami wygrywał rzeczy niezwykłe. Stałem metr od sceny, widziałem. Świetny koncert.





Agnellus w Tomaszowie

18.X.2014 AGNELLUS; OK TKACZ, TOMASZÓW MAZ.

Po genialnie rockowym koncercie Buldoga, Tuwim w wykonaniu Agnellusa podany został delikatnie, nastrojowo, lirycznie. Można było m.in. porównać interpretacje "Chrystusa miasta" i utworu "Kamienice". Muzycznie Agnellus może kojarzyć się ze Świetlikami, wokal Agnieszki z całą pewnością jest oryginalny i bardzo interesujący. Zespół koncertował już w Tomaszowie (wtedy pod nazwą Agnes'band). Dziś doczekał się już profesjonalnej płyty pt."Ballady i transe". Oprócz utworów Tuwima zwracał uwagę utwór "List do M***", będący autentycznym listem chłopca z szóstej klasy do koleżanki - żartobliwy, drapieżny. Na bis zespół wykonał "Tomaszów" i "Burzę (albo Miłość)" ("Zamknij pamięć, bo idzie burza,/ Wiatr firanki nadyma. Idzie burza, niebo się zachmurza i patrzy moimi oczyma."). Duży szacunek.

 


Etniczni Cicha i Pałyga




10.X.2013 KAROLINA CICHA & BART PAŁYGA; TOMY, TOMASZÓW MAZ.

Nucąc "Warszawa i ja" na koncert świetnej wokalistki poszedłem w ciemno, spodziewając się "niespodziewanego". I była to wyprawa w nieznane: w klimaty białoruskie, mongolskie, tatarskie. Tajemniczy świat tworzyło np. brzmienie drumli albo strun zrobionych z końskiego włosia, albo syberyjski gardłowy wokal Barta Pałygi. Koncert zaśpiewany (i to jak! wokal Karoliny to mistrzostwo) w wielu językach (nawet w jidysz i espranto!) zrobił na mnie duże wrażenie. To było coś oryginalnego, jakże innego od tego, czym karmią media. Duchowe przeżycie. 






środa, 16 października 2013

Tuwim obecny




22 października ; ŁÓDZKI DOM KULTURY - "TUWIM OBECNY"; godz. 18.00; wstęp wolny

Ważnym wydarzeniem kończącego się pomału Roku Tuwima będzie impreza przygotowana przez Ośrodek Literacki Łódzkiego Domu Kultury. Projekt Tuwim obecny do rozmowy o wierszach najbardziej znanego łódzkiego poety zaprasza jego następców. Ośmioro poetów opowie o swoich Tuwimowskich fascynacjach i podejmie poetycki dialog z mistrzem.
Do udziału w projekcie zostali zaproszeni: Artur Fryz, Piotr Grobliński, Michał Kędzierski, Krzysztof Kleszcz, Przemysław Owczarek, Maciej Robert, Jolanta Sowińska-Gogacz i Zdzisław Jaskuła (zwłaszcza występ tego ostatniego jest małą literacką sensacją). Każde z nich opowie o swoim ulubionym wierszu Tuwima - wierszu, który poeta ceni ze względu na walory formalne, metaforykę, melodię wiersza... Ale na tym nie koniec: współcześni poeci zaprezentują też swoje utwory pisane w poetyckim dialogu z Tuwimem. Mogą to być kontynuacje, polemiki, parodie...


BEZ LOKOMOTYWY,  ALE Z JASKUŁĄ

























Jakie utwory wybrali poeci?
Artur Fryz - Zachód i Wenus z tomu Biblia cygańska
Piotr Grobliński - Życie codzienne
Michał Kędzierski - Gawęda rymowana o ojcu i synu, o dwóch miastach i starej piosence
Krzysztof Kleszcz - Mieszkańcy
Przemysław Owczarek - Bal w operze
Maciej Robert - Kwiaty polskie
Jolanta Sowińska-Gogacz - Nagłe spojrzenie
Zdzisław Jaskuła - Zadymka


Wiadomo za to, jak wygląda pierwsza poetycka odpowiedź. Oto premierowy wiersz Krzysztofa Kleszcza:
Straszni znajomi  

Znajomi od rana się proszą: Cofnij mi lajka.
Dlaczego stali się fanami jedynie słusznych wiadomości?
Rozum zmienili na rozstęp? Na czarną dziurę,
która pochłonie każde światło? Błogosławieni ci,  

którzy oglądali niebieskie tło i płynące literki,
a nie uwierzyli. Skoro Facebook to miejsce,
by dzielić się swoim odbiciem, wrzucajcie
zdjęcia swoich dzieci! Wstawiajcie linki  

dzięki, którym trzymam się ściany (razem
wspinamy się) i dzięki, którym nagle lżej
(wspólnie pchamy ten wózek). Nie chcę takich,
przez które spadam w przepaść, cierpię,  

a dyszel Wielkiego Wozu wydaje mi się ciężki,
jakby na wozie był gnój. Straszni znajomi,
żujący cyfrowy zakalec na pulchną papkę,
wstawiacie na tablice zimową zgrozę, gołą babę,  

zgniliznę, brednię, hip-hopowy bełk o tym,
że czas jarać, czas pić, kibolski hejt.
To o Tobie: Marszczy brwi, drwi, ma to we krwi.
To dla Ciebie: Miej dla świętości szacun,  

Misiu, Lalko, Pajacu; Wiadoma ziemia, taka okrągła,
a ty piszesz Kopernik to piernik; Szyderco,
jak wykrzywionymi palcami utrzymasz łyżkę,
która miesza kawę? Patrzę na rozdęte głowy  

i chciałbym was kochać, w waszym ciemnym konaniu
widzieć życie, w waszej niewiedzy epokę kamienia.
Wierzę, że kiedyś przyjdzie oświecenie. Póki co,
odciskacie dłonie na ścianie okopconej jaskini.  

Tak! Spójrzcie na siebie: wpatrzonych w chude monitorki.
Wasze ręce na myszach. Gdzie obiecany postęp?
Chałtura robi wow, sztuce spuszcza łomot i galot,
a wy przez łącze tak szybkie, że wyprzedza wasze mózgi,  

dolewacie jeszcze oliwy: nie ma Boga, wujek Google rządzi,
z ciocią Wiki. Gdzie tlen, straszni znajomi? W statusach
i komentarzach czad, oś czasu uwalana smarem,
a ze strasznych mieszkań płynie w sieć - kopeć i pleśń.  



-------

By poznać inne "kontynuacje i nawiązania", trzeba wybrać się do ŁDK, gdzie poeci zaprezentują swoje utwory. Wiersze Tuwima przeczyta aktor Teatru im. Stefana Jaracza Piotr Krukowski. Na zakończenie kilka piosenek zaśpiewa zespół Agnellus. Spotkanie odbędzie się w sali kolumnowej ŁDK. Wstęp wolny.

AGNELLUS (w latach 2000-2009 Agnes’band) - zespół poruszający się pomiędzy rockową alternatywą a poetyckim rockiem. (...)W październiku 2012 w Polskim Radio Łódź odbyła się premiera albumu „Ballady i transe”, która zawiera zaskakujący zestaw tekstów. Znajdziemy w niej autorskie kompozycje do słów Tuwima, Leśmiana, Białoszewskiego, Twardowskiego, Wojaczka, a także Andrzeja Strąka, Marciusza Moronia, Rafała Maurina i Wojtka Kądzieli.
Zespół współtworzą: Agnieszka Kowalska-Owczarek – śpiew, Agnieszka Nowak – gitara akustyczna, Tomasz Kowalski – gitara basowa, Daniel Machoś – gitara elektryczna, Paweł Zawierucha – perkusja. W skład poszerzony wchodzą: Grzegorz Rogala – puzon, Rafał Hajdorowicz – instrumenty klawiszowe.


 Za E-kalejdoskop.pl

czwartek, 10 października 2013

Zmarł Edmund Niziurski






Zmarł Edmund Niziurski - autor książek dla młodzieży, książek, które ukształtowały mnie i moje pokolenie. Te czasem abstrakcyjne, a zawsze genialne i pełne humoru  historie, wciąż gdzieś kołaczą się w mojej głowie. Gdy mijam starą szkołę, widzę bohaterów z jego książek.  
Przypominam sobie ich tytuły: "Sposób na Alcybiadesa", "Naprzód Wspaniali", "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa", "Klub włóczykijów", "Nieziemskie przypadki Bubla i spółki", "Szkolny lud. Okulla i ja", "Awantury kosmiczne", "Siódme wtajemniczenie", "Trzynasty występek", "Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego"... Panie Edmundzie, dziękuję za wszystkich Wieńczysławów Nieszczególnych, Bogumiłów Kadryllów, stryjów Dionizych, Zasępów, Lalu Koncewiczów, Chryzostomów Cherlawych...





czwartek, 3 października 2013

Wyobraź. Wiersz w "Arteriach"




 Ukazał się nowy numer "Arterii".  W numerze tradycyjnie mój felieton. Zgodnie z tematem numeru - upajam się i brzydzę. Upajam - płytą "Revolver" Beatlesów, a brzydzę "Imagine" Lennona.

Oto i on:


Krzysztof Kleszcz

I nagle bach! Nie ma cierpienia

Geniusz i bania. Rozkosz i obrzydzenie. Paweł i Gaweł – w jednym stali domu. Tak jak kocham Beatlesów za płytę Revolver, nie lubię Lennona za piosenkę „Imagine”.

Od pierwszego riffu „Taxman” do zwariowanych odgłosów cofających się taśm „Tomorrow Never Knows” czwórka z Liverpoolu definiuje współczesną muzykę. Zaczynają piosenką o fiskusie, jakże aktualną – brakuje tylko wersu o fotoradarach: Jeśli prowadzisz samochód, opodatkuję ulicę. (…) Jeśli zmarzniesz, opodatkuję ciepło. Jeśli wybierzesz się na spacer, opodatkuję twoje stopy. Dalej jest „najsmutniejsza pieśń świata” o samotności i biedzie: oto jedyne zajęcie pani Eleonory – zbieranie ryżu pod kościołem; oto ksiądz pracuje nad kazaniem na jej pogrzeb. A to wyznanie leniucha – nie budźcie mnie, „I’m Only Sleeping” – tuż obok infantylnego przedstawienia pełnego zanurzenia żółtej łodzi podwodnej: Sky of blue and sea of green? Peryskop w górę i hej do przodu, chłopczyku, dziewczynko! Choćby jedno uczucie się wypaliło i no sign of love behind the tears cried for no one, przyjdzie prawdziwe – wielkie po horyzont, i będziesz wołał: I’m so proud to know that she is mine!
Revolver to odlot w szaleństwo miłości: George ucieka w medytację przy dźwiękach sitaru, rób swoje – kochaj, głos Paula ponakładany na siebie w „Here, There and Everywhere” zapewnia z czułością, że jedyne miejsce, w którym chce się widzieć, to oczy ukochanej. Odlot, bo w „Got to Get You into My Life” Paul zdaje się być totalnie uzależniony, błaga o kolejną porcję. Płyta kończy się niezwykłymi zapętleniem. Taśma odtwarzana od końca brzmi jak krzyk mew. Połóż paluch na klawiszu rewind, przewiń swoje życie do samego początku. I zobacz miłość.
A potem bania. Lennon i Yoko: kochankowie idący obok wielkich żywopłotów do swojego pięknego, pustego, białego domu. Biała jest jej sukienka i fortepian, i podłoga. Piosenka „Imagine” to pewniak wszystkich programów typu „Mam Talent”, wzrusza kolejne pokolenia młodych: Wyobraź sobie, że nie ma raju, nie ma piekła, nie ma państw, nie ma za co umierać, nie ma głodu. Tylko braterstwo, „Międzynarodówka”, Lenin i Gomułka. To musi być ulubiona piosenka Krzysztofa Kononowicza (tego od Nie będzie niczego). Sens tych słów inaczej rozumiał Rysiek Riedel, gdy śpiewał: Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że nie ma Boga, nie ma, nie!

Wyobraź
  Imagine there’s no heaven

I nagle bach! Nie ma cierpienia,
wszystko załatwiają tabletki przeciwbólowe
albo morfina (kajdanki tylko z pluszu).
Nad nami hologramy na zamówienie,
wszystko w 3D i HD, ustawiasz tylko
rozdzielczość.

Ludzie żyją z dnia na dzień, kto by tam
myślał o niedzieli, o węglu na zimę.
No i najlepsze: zniknęły krzyże
(George Michael ma w uchu teraz
świderek, Madonna wisi na okręgu,
troszkę jak u Da Vinci).

Zwolniono księży i zakonnice. Dostali robotę
biurową (drobna akwizycja, praca przy promocjach).
Trochę szkoda black metalu,
ale business is business.
Jest pokój, spokój, trochę jak u Hoppera,
taka nieznośna przestrzeń.
Przyznaję, przytłoczyły nas te zmiany.
Jeszcze się czasem wymsknie „O mój Boże!”
(poprawna wersja to „O mój rozmarynie!”).

Wszystkich przekonał ruch bezwizowy,
darmowe paliwo i autostrady,
dlatego nie ma państw (gra się tylko w miasta, góry, rzeki).
Mundial zastąpiono Ligą Mistrzów,
flagi przerobiono na szmaty dla kierowców ciężarówek
wożących długie, wystające bele.

I to jest OK, że już nigdy nikt nie będzie stał na baczność,
a Obraniak nie musi się już uczyć hymnu, spoko.
Zabijamy się tylko na wyprzedażach.
Nie ma głodu, mężczyźni dbają o kaloryfery,
kobiety – o swe talie osy.
Nie ma własności: darmowe mp3 i esemesy,
soma, coma, Sodoma.

Nie ma chciwości. To, że musimy pracować dłużej,
jest jasne i tu dyskusji nie ma.
Rząd? Sejm? Prezes pisze książkę kulinarną,
Przewodniczący podstawia głosy w kreskówkach.
Obiektywni dziennikarze mają życie jak Książę z Bajki
(przez ten sterczący kędziorek z tyłu robił się zadziorek).

Możesz mnie nazwać marzycielem,
że naczytałem się Coelho,
ale nie jestem jedyny.
                        Wszyscy śpiewamy, jak nam zagrają.


..........................................................................................................



Hasłem nowego numeru "Arterii" jest  "Rozkosz i obrzydzenie.
 Czy kiedy to, co odrażające kusi, budzą się demony?" 
Oto rozkosznie obrzydliwa zawartość numeru:

Bogdan Banasiak: Masochista z sadystą zawsze mogą się dogadać
Andrea Grill: Jeśli twój syn jest jak jabłko, zerwij go i zjedz
Izabela Kawczyńska: Ktoś, kogo kocham, ma tyle lat, co Jezus
Jan Jakub Kolski: Mój organizm nie chce już produkować Jańciolandu
Rafał Krause: Tnij włosy i paznokcie jak Hutu Tutsi
Krzysztof Matuszewski: Bataille nie prowadzi do śmierci prostą drogą
Jerzy Nasierowski: Pierwszy raz w życiu miał uległego kolegę pod kołdrą
Grażyna Plebanek: „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to może być oświecająca powieść
Robert Rybicki: Wsuwaj i wysuwaj wersy jak szuflady pełne much i maku
Piotr Sobolczyk: Zagranica? To jakiś wymysł tych pedałów

W galerii: bestiariusz Krzysztofa Szwarca i esej Olgi Filanowskiej o pracach artysty. Oraz: młoda proza i dramat, a także piosenka rozkoszna jak samba. Do pisma dołączony jest debiutancki tom wierszy Szymona Domagały-Jakucia pt. Hotel Jahwe.

 
Ten numer „Arterii” można otrzymać bezpłatnie, korzystając z jednej z trzech opcji:
– osobiście, w redakcji pisma w Domu Literatury w Łodzi (ul. Roosevelta 17, I piętro);
– w formie przesyłki – wtedy konieczne jest opłacenie jej kosztów (przelew 7 zł na konto Domu Literatury w Łodzi)
– w jednym z łódzkich pubów i lokali w centrum miasta (ale w tym wypadku pismo można zdobyć bez książki).






piątek, 27 września 2013

Zaglądanie sobie w przekrwione oczy

Queens of The Stone Age "...Like Clockwork", 2013.

Queens of The Stone Age to wyjątkowy zespół. Nie sądzę, by ktoś kto zna wcześniejsze dokonania zespołu, poddawał w wątpliwość geniusz Josha Homme. Przyznam jednak, że dopiero tą płytą jestem naprawdę zachwycony. To album wielowymiarowy. Siła muzyki rockowej tkwi nie tylko w naparzaniu po strunach czy garach, ale w idealnych proporcjach pomiędzy ostrym punkowym brzmieniem (np. kanonada "My God is The Sun") i delikatnością (np. "The Vampyre..."). Dziesięć pieśni, absolutnie pięknych. I nie zohydzą mi ich obrzydliwe, turpistyczne teledyski reklamujące płytę pełne jakiś pokracznych monstrów (to być może ukłon w stronę młodszych słuchaczy). W mojej głowie wyświetla się inny film. Płyta do wielokrotnego odsłuchu - do wychodzenia z dołów "za pomocą podkopu", do robienia sobie jaj z jesiennej deprechy.
1.
"Keep Your Eyes Peeled" zaczyna się monotonnym rytmem perkusji i mocnym basem. To dobre
hipnotyzujące intro. Pierwsze ciosy, które chętnie rozdaje ten album. Psychodeliczny klimat tworzą nie tylko muzyka, ale i tekst o zagubieniu, zdołowaniu i dyszeniu z przerażenia.
2.
Druga pieśń to radiowy przebudzacz. Pieśń o tym, że ona powiedziała "chłopcze, znajdź sobie miłość z kimś nowym"... Doskonały refren. "Ty i ja i kłamstwo. Cisza jest bliżej. Mijamy statki w nocy."
3.
"Chcę, żeby Bóg przyszedł i zabrał mnie do domu" - piękno tej kompozycji umiem porównać tylko do
piosenek Radiohead. To smutne "Hura" rzucone od niechcenia, obok wyznania: "żyję". Wampir czasu wyssał całą krew, "nie czuję żadnej miłości"... Upojenie smutkiem, "mówię, oddycham, jestem niekompletny". Walec rozjeżdża mnie...
4.
"If I Had a Tail"  rzuca mnie na kolana. Cyniczny tekst, o tym, że jesteśmy maszynami w mieście ze szkła, "w krainie darmowej lobotomii", zobojętnieni, bez szans na satysfakcję. "Biegnij, biegnij nie uciekniesz daleko".
5.
Piękny riff rozpoczyna "My God is the Sun". O tym, by na pustyni dać się wypalić słońcu. Mocarna pieśń.
Zwariowana.
6.
Uspokojenie. Kołysanka (taka ze "Śpij aniele mój"), z przebudzeniem nagłym riffem, jakby rozłamaniem
spokojnego świata na pół... Tu maczał swe paluszki wariat - Trent Reznor z NIN... Gapimy się w lustro przy goleniu, zaglądamy sobie w przekrwione oczy.
7.
Z gościnnym udziałem m.in. sir Eltona Johna (na pianinku) i Marka Lanegana (dośpiewuje coś), o żegnaniu fałszywych przyjaciół, nałogów. Przywołuje dla mnie przebojowość najlepszych numerów Foo Fighters (w końcu na perkusji: Dave Grohl)
8.
Zwariowany wokal prowadzi melodię "Smooth Sailing". Jeszcze piękniej dzieje się pod koniec, gdy zabawowy taneczny rytm przeradza się w prawdziwą neurozę. Piosenka o szukaniu guza po alkoholu. Zabawowy rytm z zawrotem głowy.
9.
Potężny utwór... Z jakimś uniesieniem, wzlotem z zaskakującymi ekshibicjonizmem wyznaniami o
zakochiwaniu się i o gruchnięciu o Ziemię... Dramatyczny, tragiczny, pełen patosu.
10.
Pianinko (z inspiracji "Dark Side of The Moon"?), falset... "Tęsknię, kochanie... Nie wszystko co odchodzi, powraca..." Wzruszenie. To ono czai się w tych oczach?









niedziela, 22 września 2013

Krystyna Dąbrowska laureatką Nagrody Kościelskich 201

Jury Fundacji Kościelskich w składzie E. Bieńkowska, W. Bolecki, A. Estreicher, J. Jarzębski, F. Rosset, E. Zając, J. Zieliński, na posiedzeniu 21 września 2013 roku w Lozannie (Szwajcaria) – przyznało Nagrodę Kościelskich za rok 2013 Krystynie Dąbrowskiej za książkę poetycką "Białe krzesła" (Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, 2013).
Jak napisano w uzasadnieniu: „Jury nagrodziło poezję wrażliwą na ulotne tematy naszej codzienności, intensywnie przeżywane emocje i uczucia, precyzyjnie dostrzegającą w naszej egzystencji to wszystko, co jest niedomówieniem, milczeniem, trudnym do wyrażenia szukaniem jej ukrytych znaczeń”.

Krystyna Dąbrowska (ur. 1979) – jest poetką, tłumaczką, recenzentką. Absolwentka wydziału grafiki warszawskiej ASP. Debiutowała tomem wierszy Biuro podróży (2006). Publikowała m.in. w „Twórczości”, „Odrze”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Nowych Książkach”. Jej przekłady wierszy W.C. Williamsa, W.B. Yeatsa, T. Hardy’ego i T. Gunna były drukowane w „Literaturze na Świecie”.

poniedziałek, 16 września 2013

Jak Tuwim na ławeczce


KONCERT ZESPOŁU BULDOG, OK TKACZ, 12.09.2013

O płycie "Chrystus miasta" pisałem na blogu. Słuchanie tych piosenek na żywo - to jest dopiero przeżycie.
Siedziałem grzecznie na krzesełku jak Tuwim na ławeczce, ale do czasu. Na ostatnie kilka piosenek ruszyłem w szaleńczy pląs. Przy "Do prostego człowieka" z "Bujać to my panowie szlachta!" to już całkiem zdarłem gardło. Na repertuar koncertu składały się przede wszystkim piosenki z płyt "Chrystus miasta" i "Laudatores Temporis Acti", na których przeważają teksty Juliana Tuwima. Z płyty "Kazikowej" były dwie piosenki "Elita" i "Jeszcze będziesz z nami"...

Zaczęło się od świetnie narastającego "Chrystusa miasta": "Tańczyli na moście, tańczyli noc całą...". Genialnie zaśpiewane przez Tomasza Kłaptocza mocarne refreny: "Nie przyłączajcie się do nas", "Pamiętajcie, że tutaj wy, zamyśleni przechodnie, wy jesteście tu generałami" to wspaniałe dumne protest-songi. Nie ma lepszego zespołu na Rok Tuwima. A widok młodych ludzi krzyczących poezję, to już "serce roście"... 

Płyty po koncercie sprzedawały się znakomicie - to znak, że Tomaszów był zachwycony. Wiem, że przyjechali fani Buldoga z Łodzi - znaczy "wpadli na dzień Tomaszowa"...

poniedziałek, 2 września 2013

Hymny, fanfary, żółw i zombiaki

DEEP PURPLE "Now What?!", 2013.

Deep Purple to klasycy, a płyty "In Rock", "Machine Head" czy "Perfect Stranglers" można oprawić w ramki. I brzdąkać na jednej strunie "Smoke on The Water", i wyć "Child in Time" doprowadzając się do uniesień. Ale panowie się skrzyknęli i nagrali coś nowego. Nie czuję na tej płycie jednego dźwięku napinania się, jest moc, spontan. Są cytaty sprzed lat, jest trochę retro. 
Słucham "Now What?" od dwóch miesięcy. Zwykle zaczynam od "Hell to Pay"... To numer o ludziach, którzy głoszą oszukańcze hasła "Czas na rewolucję, jesteśmy wszyscy gotowi umrzeć, będzie piekło do zapłaty!", a w rzeczywistości grzeją swe tyłki w stołkach. Numer o energii najlepszych wyczynów AC/DC, mógłby reklamować napoje energetyczne.
Być może jeszcze lepszą wizytówką albumu jest gniewny, złowrogi "Out of Hand". Dostaje się tym, którzy są bogaci, ale chcą jeszcze i jeszcze.
Ale można zacząć od początku. Płyta fajnie się rozkręca. Dwa pierwsze numery: "A Simple Song" i "Weirdistan" - brzmią jakby czas się zatrzymał na 1984... 

Hołdem dla zmarłego rok temu Jona Lorda (to z nim nagrywała tomaszowianka Katarzyna Łaska) jest "Above and Beyond" - prawdziwy hymn z patetycznym tekstem "o duszach splecionych na zawsze", o spoglądaniu w niebo i o tym, że "być może odchodzę, ale nie zniknę". Naprawdę udany.
Interesująco brzmi "Uncomming Man" (z odwołaniem do słynnego utworu Emerson, Lake And Palmer "Fanfare to Comming Man", a może do utworu Aarona Coplanda z 1942 roku, który miał zagrzewać do walki Amerykanów w czasie wojny). Zaczyna się jak jakiś utwór z płyty "Division Bell" Pink Floyd, by po trzech minutach przerodzić się w rockowy klasyk z charakterystycznym brzmieniem organów Hammonda. 
Każdy kto kocha "Riders on the Storm" The Doors pokocha dramatyczny "Blood from a Stone"...
Bardzo udany jest "Apres Vous". Zaskakuje przyjemne uspokojenie od 2:30, zaproszenie do kosmicznej podróży godnej "Oxygene" Jeana Michele Jarre'a, a potem Hammond i gitara gadają ze sobą. Podobne popisy (szczególnie gitarzysty Steve'a Morse'a) odnajdziemy na funkującym lekko "Bodyline" sławiącym piękno kobiecego ciała.
"All the Time in the World" to hicior. Czy to wada, że można go ze spokojem puścić w komercyjnych radiach? Niech tam hula i pełni rolę wabika. Refren jest bardzo przyjemny, ze stoicką postawą "nie zamartwiaj się, nie ma pośpiechu..." Pełen szacunek, że Purple umieścili w rockowym tekście paradoks Zenona z Elei ("Pokładałem wiarę w osi, nie w kołach, / Jak stary żółw Zenona / z Achillesem depczącym mi po piętach")... 
Tak samo przebojowy jest "Vincent Price", który zaczyna się organowym wstępem, a potem straszy tanim horrorem z zombiakami i krzyczącymi dziewicami. (Vincent Price to aktor filmów grozy - to jego głos słychać w słynnym "Thrillerze" Micheala Jacksona). Dla tych, a pewnie znajdą się tacy, których zniesmaczył ten żart (plus kiczowaty teledysk), jest klasyk Jerry'ego Lee Lewisa "It'll Be Mine" swobodny, wyluzowany, rock'n roll przerobiony na deep'n purpll. Gillan ponoć wykonywał go setki razy, a to wersja 101.

Starsi panowie nagrali jednak album, który dorównuje płytom sprzed lat i, jak dla mnie, wchodzi do kanonu. Gillan i Glover mają po 68 lat. I teraz co!? Nadal będziesz gadał o swojej starości, trzydziestodziewięciolatku?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Sam w sobie nie potrafię się zmieścić

ANNA KALINA MODRAKIS "PRZEŚWIETLENIE"; Salon Literacki, Warszawa 2011.




Jakaś wcześniej znana, mocna kobieca poezja prześwituje mi przy lekturze wierszy z „Prześwietlenia”. W końcu zgadłem, że to Zuzanna Ginczanka:„Świat – gęstwa niepojęta i zlepek obrazów  - migotał pytaniami. (...) A pośród gwiazd, rzęsami sztywnymi tryskając, tkwi oko opatrzności. Czy może to pająk? Oto patrzę zbudzona z koszmarów i widzeń. Z chaosu, roztrącając mgły i tajemnice, wyłania się w umyśle świat wielki i prosty, metale magnetyczne, roślinne rozrosty i czyny bohaterskie.
Gdy czytam w "Prześwietleniu": „dolizać się / do soku wypuścić cierpkie światło z pestki uwolnić / arterie robaczywych chodników.”;”widzę jak / pęcznieją pęcherzyki magiczne triki montgolfierów” to czuję: gotyk tkwi w każdym kiełku, a balony na rozgrzane powietrze w jednej chwili mogą nas przerzucić gdziekolwiek. Kobiece szaleństwo, Ginczankowy "chaos leszczyn rozchełstanych po deszczu"... A tu?  „Gałęzie przez powiekę spełzają do brzucha.” i „może to ja jestem po niewłaściwej stronie kropli.” - jakbym słyszał Budynia (z Babu Król) śpiewającego Stachurę: „Przyjdź do mnie jawnogrzesznico / będę cię rozdzierał powoli / na wszelkie nadzieje kolorów i zespolenie // może zakwitniesz nad ranem / piękną duszą słonecznika.” Wniebowstąpienie, epifania, euforia. W wierszu „Nieciągłość” zaś inaczej: chore natręctwo z filmu „Pi”. Aronofskiego. Coś, co nie daje nam żyć, każe nam szukać matematycznych reguł. „kiedyś czaiłam się całą noc żeby przyłapać ten moment zamiany.”  To się może skończyć przebiciem skroni wiertarką! 
Modrakis lubi konfabulować, kazać szaleć rozbuchanej przyrodzie, aż: „niebo zmieści się pod jednym sklepieniem”. W arcyciekawym wierszu p.t. „Ojciec” pokazuje Boga jako szalonego staruszka, który był ”za stary żeby mu zabronić czegokolwiek”, który „był podobny do każdego człowieka na każdej rycinie” i teraz „jest zamurowany w każdym stołpie za magię”. Aż wizualizował mi się film „Katedra” Tomasza Basińskiego... Podobnie: „Oceanarium”: „wczesnoporonne gazety przyniosły rozkaz wymiany liści na rozgwiazdy. ocean sączy się kropla za kroplą po ich ciałach. w nasze ciała porzucone na brzegu. bezbrzeżne. jamochłonne”. Szalona wizja. Aż znów wziąłem książkę Ginczanki. I znalazłem taki fragment, gdzie podobnie przeraża obcość ciała: „w prześwicie słońca przez dłonie mogę pięć kości dostrzec – nad pomarańczą piersi jest suche jak gałąź żebro (...)”. W „Stwardnieniu” u Modrakis: „błądzimy do ślepo sklepionych bram do klatek schodowych. skamielin krętych schodów. i zwłaszcza drzwi. tych drzwi do których nie ma żadnych kluczy. są puste oczodoły dziurek.” Strach i niespełnienie, „pusty jak zero oczodół.”  Może za bardzo doszukuję się Ginczanki u Modrakis? Przecież to tylko podobnieństwo i to zupełnie nieświadome. Zatem, obiecuję, że już ostatni raz zacytuję autorkę, która w 1936 roku wydała „O centaurach”: "Sama w sobie nie potrafię się zmieścić, - już: przyciskam do ust chłodną obcość słowa, fonetyczny skrzep nieznanej jeszcze treści”, bo w tym cytacie znalazłem klucz do książki: przecież Anna Kalina Modrakis to Sławomir Płatek! To sztuka, tak bezczelnie powiedzieć: „Ja to ktoś inny". Sztuka nie bać się odrobiny patosu: „Trzeba żyć szybciej od drzew. (...) a później oderwać sobie stożek wzrostu i wetknąć w słońce (...)”, tego, że jest „białoszewsko” (a może miłobędzko): „Moja kuchnia kwadratowa...”. Sztuka korespondować z „Faustem” Goethego i „Ja, Faust” Żulińskiego (wiersz >>„F”(G) <<). Uwolnić wyobraźnię. Podziwiam. 
A szczególnie "bezdech", genialnie czysty wiersz z frazą: „wszystko co nieruchome na coś czeka”... który dotyka metafizyki, jest swoistym credo.


środa, 21 sierpnia 2013

Zimni ogrodnicy

Zimni ogrodnicy

Dmuchają w cypel, jest zadęcie. Policzki w jazz.
Słoma z buty w głosie. Oto są wiszące ogrody
zielonej wyspy, oto i sady z wizją szarlotki.
Dziesiątki zachodnich odmian. Czy wiesz

ile ryz papieru potrzeba, byś mógł wziąć gryz?
Że słodycz trzeba zanęcić, więc słodko,
aż do rechotu. Pozaciągani propagandzią
raz w nawozie, raz w powrozie. Maj,

robi się zimno i to nie jest klimatyzator
zza niedomkniętych drzwi gabinetu.
Słychać panikę. Co jeśli poznają nas
po owocach? Po naklejce Made in China?

piątek, 9 sierpnia 2013

Dziennikarz na Woodstock




Dziennikarz na Woodstock

Trwa larum: szturchnęli, jak mogli?. Trwa buuu.
A miał to być spacer. Tysiące razy
siali tu wiatr. Najlepsi podbijali tu słupki.
Dziś, zonk, podbite oko. A przecież

przestrzegano procedur: rockowe mięcho i brokuł,
którego dostajesz w gratisie, by potem w twoich ustach
rósł zielony kwiat. W tym szkopuł: żeby nawet
szczoteczka do zębów grała właściwą nutę,

by edytor tekstu podpowiadał jedynie słuszne słowa.
Gdy Pinokio dodaje subiektywnie, zauważ,
nie rośnie mu nos. To jest prosty trick: podbij bas,
by przeszły ciarki. Nie zauważysz ludzkiego pojęcia.

piątek, 2 sierpnia 2013

Ksiądz na Woodstock



Ksiądz na Woodstock

Lu cały jest z jasełek. Gną mu się palce i robi groźne hrr,
lecz poza tym jest w porz., jest formą sztuki, co daje fun,
piękny lot. Przez pogo, przez kocioł, nie wchodzi Lu.
   
Ponoć Świętą Księgę rwie? Włóż w ucho mp3 i bądź ponad to.
Nowa cyfrowa TV dyktuje przepis na luz: skacz jak Filip z.
Weź zimny browar, sącz. Odtąd niech ci się zapach wolności

myli z tym, że się spocisz. Lu, proszę, zaświadcz im:
Jest czad, jest rock and roll, jest zło? Moja koloratka
miga jak kolorofon: tak-siak, nie-się zobaczy.

   
    

wtorek, 23 lipca 2013

Świat wg hejtera

KRZYSZTOF VARGA "TROCINY", CZARNE, WOŁOWIEC 2012.


Mało jest rzeczy, o których zapomniała nienawiść Piotra Augustyna. W tym bystrym nurcie Gorzkiej Rzeki jest nienawiść do rodziców, do żony, do ojczyzny, do swego pochodzenia, do krajobrazu Mazowsza, do kunsztownie przyrządzanego jedzenia, do Kościoła, do pielgrzymek, do żużla, do joggingu, do skoków narciarskich, do picia kawy w Starbucksie, do architektury sakralnej, wyszukanych imion, kolei państwowych, etc.
Wręcz przejaskrawiona jest nienawiść do Polski "(...)zbyt wiele miejsca zajmuje, rozłazi się we wszystkich kierunkach, rozpełza, wylewa na wszystkie strony jak jesienne roztopy, a wszystko w niej grzęźnie, osadza się, tonie."
Oczy głównego bohatera wszędzie widzą chlew i stajnie. To świat wg hejtera. Jego istnienie tłumaczą tylko dzieła mistrzów muzyki poważnej: Pergolesiego albo Hildegardy z Bingen.

Frustracja jaką prezentuje główny bohater książki Vargi, jest początkowo niepokojąca, bywa skrajnie wulgarna i chamska (np. gdy kpi z sakramentu spowiedzi). Po kilkunastu stronach przyzwyczajamy się do jej groteskowości  (genialny wątek obserwacji swoich kontrahentów jak otwierają laptopy, jak logują się na Facebooku czy Allegro, jak sprawdzają wyniki i tabele;  s. 53)...

Język? Przypomniałem sobie, że Varga był redaktorem kultowej książki "Macie swoich poetów", bywa poetycko. "Wyjmują z tabernakulum lodówek wódkę święconą", "wstawał dzień jak z piosenki Niemena", "jestem komiwojażerem zbędności", "papierowy kubek z Cafe Latte awansuje ich z nikogo na nikogo plus". Varga dopracował styl do perfekcji. To sprawny strumień świadomości. I to wciąga. 
Odtąd czytelnikowi Piotr Augustyn będzie się jawił jako wzorcowy nieszczęśnik. Ja widzę go wyraźnie. Ma różne twarze. Czasem fryzurę a la Kevin Costner, czasem siwe włosy i jeża...

U Hitchcocka film zaczyna się od trzęsienia ziemi, by stopniować napięcie. Powieść Vargi - uwaga - zaczyna się biegunką... I dalej na ponad 300 stronach (bez wyodrębnionych dialogów) czytamy, do czego prowadzi bezbożne życie z pianą na ustach. Jak skończy zmiętoszony, rozczarowany, zgorzkniały, oziębły. 

Poczytać to ze współczuciem, z politowaniem dla głównego bohatera. Zobaczyć u siebie jakiś kawałek jego nieudaczności, usłyszeć u siebie mały ton jego skowytu nad "niesprawiedliwym światem". Tylko takie odczytanie wg mnie uczyni z "Trocin" książkę godną polecenia.

Usłyszałem starą piosenkę Elektrycznych Gitar "Byłem w Rio, byłem w Bayo, miałem bilet na Hawayo, byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie, wszystko ch.". Śpiewał to Varga. Czysto. Aż do ostatniej linijki. Potem brzęczały kółeczka podręcznej walizeczki, którą Augustyn prowadził po (nierównym, a jakże) chodniku.

Wiersze z Antologii Ojczyzna i dziewczyna

Antologia wierszy współczesnych "Węzły, sukienki, żagle. Nowa poezja, ojczyzna i dziewczyna".; KDK, Kutno 2013

Ponad 250 wierszy 90 poetów, świetny pomysł Artura Fryza. Nie tylko okazja, by zobaczyć siebie wśród innych, porównać dykcje - ważny jest też temat.

Oto trzy moje wiersze, które znalazły się w antologii.

Polecam publikację, którą można zamówić pisząc   na adres: afryz@autograf.pl






niedziela, 21 lipca 2013

Zęby piranii, sińce, fantasmagorie

MARK LANEGAN BAND "BLUES FUNERAL", 2012; 4AD

Osiemnaście lat temu Mad Season nagrał, moim zdaniem, najlepszą płytę grunge'ową pt. "Above"(z genialnymi: "Wake Up", "I Don't Know Anything" czy "November Hotel"). Właśnie ukazała się reedycja tej płyty rozszerzona o DVD z koncertu. Gdy popatrzeć na video do piosenki "Long Gone Day" widać genialnego ś.p. Layne'a i lekko wycofanego nieśmiałego Marka Lanegana... 

Piękne to były czasy. Wśród zespołów z Seattle obok Nirvany, Alice In Chains, Pearl Jam i Soundgarden... był też zespół Marka - Screaming Trees. Przyznam, że załapałem się dopiero na płytę "Dust", wydaną 2 lata po śmierci Cobaina, wg mnie przepiękną. A, że nie odniosła sukcesu zespół się rozleciał.

Lanegan jest dziś powszechnie cenionym muzykiem. Nagrywał np. z Joshem Homme (jako drugi wokal na płytach Queens of The Stone Age), z Gregiem Dulli (w The Gutter Twins), z PJ Harvey (na swej solowej płycie "Bubblegum"), z Soulsavers (album "Broken"), z Twilight Singers, z UNKLE...

Ach, ten jego głos. Zwykle porównuje się go do Toma Waitsa. Rzeczywiście - szczególnie w takim "Deep Black Vanishing Train", gdy straszy porażką, końcem, rozstaniem, gdzieś na dworcu, wśród warlających się wszędzie gazet, brzmi jak mistrz od "Small Change got rained on with his own thirty-eight"...

Od "Blues Funeral" ciężko się uwolnić. Doskonale sprawdza się wieczorem, przy zaćmionym świetle. Radzę zacząć słuchać od nr 3, od "Gray Goes Black". Idealny początek: "Don’t you turn off my radio / please don’t turn off my radio"... Hipnotycznie, apokaliptycznie:  "oczy wieczności płaczą", "usta wieczności śpiewają", ale pamiętaj "szary robi się czarny". Cała płyta ma podobny klimat. Bardziej hałaśliwe są tylko "Riot in My House" i "Quiver Syndrome"... 
Wyróżnia się od pierwszego słuchania "Ode to Sad Disco". Brzmi jak prowokacja. Ten smętny beat, "ta góra gwoździ, która pali się w twoich rękach."... Przedziwnie intrygująco.

Wróćmy do nr 1: "Piosenka grabarza" - wybrana na singiel. W monotonnym hałaśliwym riffem, brzęczącym jak silnik.  "Z zębami piranii czekałem na ciebie". O miłości i śmierci, o zemście. "Magnolie kwitną tak słodko i tak samo bledną". Z francuskim wtrąceniem: "Tout est noir, mon amour / Tout est blanc / Je t'aime, mon amour / Comme j'aime la nuit" jak przez zaciśnięte zęby: ("Wszystko jest czarne, moja miłości / Wszystko jest białe / Kocham Cię, moja miłości / Tak jak lubię noc").
Potem : nr 2: "Bleeding Muddy Water" - wołanie o oczyszczenie. Gdzieś z głębokości. Nr 4: powiedzmy, że to pieśń o upadku, kogoś kto miał zbawiać. Piękny refren, smutny, pełen bólu. Nr 7: o żebraku, który chciał rządzić jak Karol Wielki... O miłości w sińcach i z żyletką przy nadgarstku. Ze złudą wolności. Nr 9: pięknie przebojowy, podniosły, z zapachem szpitalnego chloru i gitarą ukradzioną od The Edge z U2. Czy to jakaś wizja pobytu w wielkiej placówce szpitalnej dla poparzonych i chorych umysłowo? W nr 10 czai się lewiatan, straszą szkielety i pająki.

Zwidy. Fantasmagorie. Mrok nigdy nie był piękniejszy. Polecam.

Tu można odsłuchać kontrolnie
http://blog.kexp.org/2012/01/31/album-preview-mark-lanegan-bands-blues-funeral/

piątek, 12 lipca 2013

Rzeź


Rzeź

Powtarzać jak mantrę: nie zaogniać.
Niepotrzebny nam wróg, oni chcą do Unii.
Pani Gospodarka nie lubi, gdy jej kazać,
zdejmować buty przy drzwiach. A śmierć,

śmierć i tak nas czeka, śmierć jak sen.
Prawda - prababka jest stara, pomarszczona,
należy skłonić głowę, dotknąć zimnej ręki,
wybaczyć siedemdziesiąt siedem razy.

Nie grajmy ofiarami, nie nazywajmy ich ludźmi,
znajdźmy inne słowo. Nie zaogniać.
SMS, piątek, ładna pogoda, dyscyplina,
limuzyna, rutyna. Znamiona.





środa, 10 lipca 2013

Obudzona sprawiedliwość

SIXTO RODRIGUEZ "SEARCHING FOR SUGAR MAN", 2013

Rodriguez nie zrobił wielkiej kariery. Czy przechodząc obok Rock&Roll Hall of Fame odwracał wzrok?
Nagrał dwie płyty, sprzedał ich w USA ze sześć sztuk. Choć znali jego piosenki  w Australii i RPA (szczególnie w czasie gdy kończył się apartheid) i stał się tam legendą, nic nie miał z tego. Żył sobie gdzieś szarym życiem w Detroit.

Dokument Szweda Malika Bendjelloula o Rodriguezie zdobył zasłużoną popularność, łącznie z Oskarem za film dokumentalny. No i dał muzykę Sixto światu.

Piękną. Już tytułowy "Sugar Man" zachwyca. To piosenka - skowyt do dilera, by przywiózł kolejną porcję "silver magic ships, jumpers, coke, sweet mary jane". Wrażenie potęgują zgrzytliwe psychodeliczne dźwięki, które przypominają granie na pile: "Handlarzu, w samotnej ciężkiej drodze / Poznałem fałszywego przyjaciela / Straciłem serce, a gdy je odnalazłem / Było martwe i czarne jak węgiel".
Dlaczego taki song nie zapewnił mu popularności w 1970 roku? Zły menadżer, głusi prezenterzy? Krytycy, którzy nie dostali swej doli? A może to Rodriguez nie wydeptał swojej szansy? Może przez to, że był "from Mexico"? Może dlatego, że wtedy wszyscy szaleli w rytm Jackson 5?

Być może ta płyta zyskuje przez swoją historię. Wyobrażam sobie słuchając, że pokryta była dużą ilością kurzu. Ktoś zdmuchiwał nalot i pieścił specjalną szmatką z mikrofibry. Ścieżka po ścieżce.

Bo Sixto w każdym z 14 tracków trafia w serce. Gdy śpiewa o chłopcu, który wciąż gdzieś znika i świadomie rujnuje swoje życie (przebojowe "Street Boy"). Gdy dziwi się światu i sprytnie pyta "I wonder I wonder wonder don't you?", a bas gra tu piękny riff, który cieszy ucho. ("I Wonder"). Gdy bywa sentymentalny ("I Think of You"). Gdy przesyła dreszcz  "Bo straciłem pracę dwa tygodnie przed świętami / I rozmawiałem z Jezusem w The Sewer / A papież powiedział, że to nie jego przeklęta sprawa // Podczas gdy deszcz pił szampana / Mój Estoński Archanioł przyszedł i mnie sponiewierał " ("Cause"), albo odrobinę złośliwości ("Like Janis").

Kreśli smutne obrazki o zagubieniu, nieszczęściu ("Jane S. Piddy"), o "sprawiedliwości supermarketów i sędziach, którzy wypisują mandaty" ("Sandrevan Lullaby - Lifestyles"). Jest wyrzutkiem, widzi zło i nie chce mieć z nim nic wspólnego.Odtrącony bierze to za parszywy los, nie tragizuje.("I'll Slip Away").
W "Najobrzydliwszej piosence" kreśli dosadnie krajobraz nieszczęśników i freaków: "wszyscy piją środki czystości, które jednak nie zmyją ich bólu".("A Most Disgusting Song")... Piękny to bluesik, choć ponura refleksja. Sixto dołącza nim do grona moich ulubieńców: Cave'a, Waitsa, Dylana...

Bo brzmi jak Dylan w takim "Can't Get Away", czy - w moim ulubionym - "Crucify Your Mind". Dlatego zastanawiam się jak brzmiałoby jego własne "Desire", "Oh Mercy" czy "Time Out of Mind"?
Jakie płyty, by nagrywał, gdyby sprawiedliwość nie zasnęła na 40 lat? No, ale obudziła się, obudziła. Teraz umyła zęby, goląc się śpiewa "Sugar Man, Sugar Man"...

czwartek, 4 lipca 2013

Jak cudotwórca

JAROMIR NOHAVICA "TAK ME TU MAS", 2013.



Czeski film. Arabela zakłada na palec pierścień. A ja choć nie jestem fanem poetyckiej nostalgii zakochałem się w płycie Nohavicy. I gadam po czesku,  ten język wszystko bierze wszystko w cudzysłów.

Środki są proste: gitara i trochę akordeonu. Tekst prosty, ale taki co umie ścisnąć gardło. W "Minulost - z pozoru - banalnie: "Oto mnie masz / Taką mnie znasz / Uchyl mi drzwi /  Siądźmy dziś ty / I ja – Twoja przeszłość." ("A rekne tak me tu mas / Tak si me zvaż / Pozvi me dal / Jestli me znas / Jsem tvoje minulost")... Albo końcóweczka:  "Rozściel już pościel, zrób dla niej miejsce, ciepło przytuli cię / Cicho opowie o tych, co byli lecz już nie stawią się / Litania osób, wszystkie pamiętasz, gawędzić możesz do woli / Rano ją ujrzysz zwiniętą w kłębek i to cię uspokoi"...

Najlepszą wizytówką płyty jest: "Ja Chci Poezii": z genialnym pytaniem: "Dlaczego nie chce nikt dyskutować ze mną o sonetach Karla Hynka Máchy?" Z przepięknym refrenem: "Ja chci poezii / Jen trochu pochopeni / Ale tu kde żyji / Nic z toho neni / Co mam ze żivota ? / Same prizemnosti / Me srdce Don Quijota / Tim trpi dosti", co się tłumaczy: Ja chcę poezji / trochę zrozumienia / Ale tu gdzie jestem / Tych rzeczy nie ma / Co ja mam z żywota? / Same przyziemne sprawy / Me serce Don Kichota / Od tego krwawi"... W tej króciutkiej niespełna 3-minutowej piosence jest kilka nierealnych marzeń: np. chciałby z kimś przeanalizować rytm w sonecie...

Właściwie to propozycja Nohavicy jest dość smutna i melancholijna. To wyznania starego mądrego człowieka, zmęczonego, ale szczęśliwego, gotowego na wszystko, nawet na "odwalenie kity".

Zaczyna się ponuro. Nilem płynie łódź. Nil jako rzeka zapomnienia. Może po to, by mimochodem użyć słowo "niewolnik". A potem zaśpiewać "Na rzekę okiem rzuć / Imperium właśnie ginie / Zrodzi się nowy ład. (...) Na rufie tańczy tłum / Nikt nie pilnuje cum / Na dziobie tłumu ryk / I nie steruje nikt".

Drugi kawałek, jeden z moich ulubionych, wpada w ucho od razu. Nohavica miesza w nim rewelacje z internetu z serwisu www.Idnes z 22 kwietnia 2009 roku i swoje osobiste wyznania. Taka "Czarna kronika i ja", np. "Partia Robotnicza złożyła doniesienie do prokuratury na szefa czeskiego radia / A ja chcę znów gładzić twoje piękne włosy długie do pasa." Zaskakująco po tym misz-maszu wybrzmiewa puenta:  "Vše je to do prdele jenom záležitost boží protekce" / "To wszystko do dupy, wszystko zależy od bożej protekcji".

"Zło siedzi w rogu pokoju" to najczystsza poezja. Miód, panie. "Jsme to my anebo to nejsme my ? / Na fotkách z dovolené / Jsme to my anebo to nejsme my ? / Ty tváře opálené / Jsme to my anebo to nejsme my ? / Je to trošku rozmazané"...

Skoczna piosenka "U nas na Severu" z wesołą harmoszką okazuje się być nie peanem o miejscu skąd pochodzi, tylko złośliwą piosneczką o totalnej dziurze, gdzie psy żrą skrzypy, a każda rodzina ma dziesięć dzieciaków. "Praga daleko, a Pan Bóg wysoko, a po wypłacie panuje tu dzicz." Mocne.

Genialnie brzmi "Jine To Nebude". Możliwe, że Frank Sinatra jest boski ze swoim "Żyłem jak chciałem", ale ja wybieram Nohavicę. Za wersy: "Jinačí to nebude / Děkuju ti osude / Za všecko co se stalo /
Co nám na dně šálku po vypití kávy zůstalo" czyli: "Więcej szans nie będzie i / Losie mój dziękuję ci / Za te dni dobre i złe / Za to co po kawie pozostało mi na kubka dnie". Wzruszająco piękne to "Finito".

W "Telegramie" jest podobnie. Rozkleja mnie zupełnie."Gdzie są te czasy / Kiedym Ci pisał / Miła wróć do mnie / Trapi mnie żal // Osiem słów tylko / Tak samo jak dzisiaj / Za szesnaście koron /
Telegram pospieszny // PRZYJEŻDŻAJ SZYBKO STOP / KOCHAM CIĘ AŻ PO GRÓB / STOP // Człowiek się tu czuł / Jak cudotwórca / Listonosz to woził / Na motorku". Kocham Czechy.

Byłbym zapomniał o "Dezo", gdzie w żartobliwy sposób Nohavica trapi się, że jest łatwym celem w nocy: "Moja biała skóra, w ciemności jarzę / Jak łajno na ołtarzu / Złota moneta w salonie gier / Dlaczego nie urodziłem się czarny?" Hmm... nie jest to politycznie poprawne. Dodam, że Nohavica brzmi tu chwacko jak Tom Waits na płycie "Closing Time"...

"Zbloudivy Korab" chyba odrobinę zbyt patetyczny. Za to "Moskevska Virtualka" - zapis turystycznej przechadzki po Moskwie, na luzie, z celnym "daswidanja."


Przepiękna płyta kończy się wiarą w słowa ("Z minula do Budoucna"). Nie można piękniej. Arabela przekręca pierścień.


Relacja ze Złotego Środka. Poetyckie Kutno

22 czerwca 2013. Kutno. Miejsce przyjazne poezji. Tu Artur Fryz staje na głowie, by przez kilka dni poeci czuli się ważni. Spędziłem w tym roku bezsenną dobę w Kutnie.

Najpierw podróż busem z Tomaszowa z przesiadką w Łodzi. I znajomy widok. W końcu jestem tu nie pierwszy raz. Piękny Dom Kultury, piękne centrum, znajoma pizzeria i - najważniejsze - znajomi poeci.

Przy rejestracji Turnieju Jednego Wiersza zobaczyłem wreszcie antologię wierszy współczesnych "Węzły, sukienki, żagle. Nowa poezja, ojczyzna i dziewczyna". Pomysłodawca zaproponował temat "Ojczyzna i dziewczyna". Wybrał 257 wierszy 90 poetów z ośmiu krajów. Wśród autorów chociażby: Marcin Świetlicki, Jacek Dehnel, Ewa Lipska, Maciej Woźniak, Łukasz Jarosz, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Tadeusz Dąbrowski, Kazimierz Brakoniecki, Dariusz Adamowski, Krzysztof Karasek, Artur Fryz, Jarosław Jakubowski, Jerzy Suchanek, Bohdan Zadura. Jest i Krzysztof Kleszcz, i Piotr Gajda, i Tomasz Bąk.

Turniej Jednego Wiersza - wśród uczestników są znajomi poeci. TJW ma sens jeśli spełnione są warunki: jest wielka publiczność, w jury są dobrzy poeci (m.in.: Baczewski, Bajorowicz). Przeczytałem "Imagine", tekst, który, jak mniemałem, powinien się spodobać.

Dzień wypełniony rozmowami o poezji i wokół poezji. Gościna w Pałacu Saskim - obsługa przez sympatycznych panów zostanie w mojej pamięci: "Poeci macie czuć się jak król Sas".

Nagrodzono autorów za najlepszy debiut poetycki. Główną nagrodę odebrał Janusz Radwański. Wśród nagrodzonych byli: Urszula Kulbacka, Kajetan Herdyński, Tomasz Ososiński, Monika Brągiel, Kacper Płusa (był nieobecny, w jego imieniu nagrodę odebrał wydawca - Piotr Grobliński), Edyta Wysocka, Katarzyna Bolec i Jarosław Moser.

Słuchałem poetów niemieckich (utkwiły mi w pamięci wiersze o pasztecikach i pieczarkach). Ech, poeci niemieccy i ich problemy egzystencjonalne!

Werdykt jury: wyróżnienie. Jest też wyróżnienie dla Piotra Gajdy. Pierwsza nagroda: Iza Kawczyńska. A więc jest OK. Pora na De Press - zespół, którego płyty "Groj mi skrzypko" i "Gromy i pyłki" uwielbiam. Niestety nie doczekałem się ani jednego tekstu z płyty do tekstów Norwida. Czy Dziubek nie wiedział, że gra dla poetów? W muzyce De Press jest specyficzna poetycka melancholia. Jest też porcja rockowego czadu, dźwięki wiertarki i melodyjne refreny, które zostaną na długo w pamięci: "Bo jo cię kocham", "Potargano chałpa", "Elektryczny baca", "Cyrwone gorole"...

No, a po koncercie Pałac Saski. Herbatka, ciasteczka. A potem inne napoje. Rozmowy z poetami do świtu. To jest ta część festiwalu, której nie da się opisać.

Galerie zdjęć:
Na FB profilu Małgorzaty Lebdy 
Na portalu eKutno.pl (można przeczytać nagrodzone wiersze)
Na blogu Piotra Gajdy 
Na stronie Złoty Środek Poezji (zdjęcia mają być wkrótce)

niedziela, 30 czerwca 2013

Jan Polkowski z Orfeuszem

Decyzją jury w składzie: Jan Stolarczyk (przewodniczący), Tomasz Burek, Krzysztof Kuczkowski, Wojciech Ligęza, Feliks Netz laureatem Nagrody im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Orfeusz za najlepszy tom poetycki roku 2012 został Jan Polkowski za tom Głosy natomiast Orfeusza Mazurskiego za najlepszy tom wydany w Polsce północno-wschodniej (Warmia, Mazury, Podlasie) otrzymał Kazimierz Brakoniecki za tom Chiazma.
Uroczyste wręczenie nagród odbyło się 29 czerwca w leśniczówce Pranie. Autor Głosów otrzymał 20 tys. zł ufundowane przez ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego oraz statuetkę autorstwa Rafała Strumiłły, które wręczyli przewodniczący jury oraz Marcin Wieczorek z departamentu mecenatu państwa MKiDN. Nagrodę Kazimierzowi Brakonieckiemu (5 tys. zł) wręczył Zdzisław Fadrowski, dyrektor departamentu kultury województwa warmińsko-mazurskiego.
W finałowej piątce nominowanych do nagrody znaleźli się ponadto: Teresa Ferenc (Widok z okna), Jerzy Górzański (Festyn), Łukasz Jarosz (Pełna krew). Laudację o nominowanych książkach wygłosili członkowie jury, a wiersze wykonywała Lidia Sadowa z Teatru Polskiego w Warszawie.
Galę wręczenia nagród ukoronował koncert Mirosława Czyżykiewicza z zespołem Kameleon promujący najnowszą płytę pieśniarza Ma cherie. Koncert znakomicie wpisał się w formułę nagrody, gdyż płyta jest hołdem złożonym poetom.
Organizatorami nagrody są Muzeum K. I. Gałczyńskiego w Praniu i Stowarzyszenie Leśniczówka Pranie. Patronat honorowy nad nagrodą objęli Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski, Marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Jacek Protas i Pen Club Polska, natomiast patronami medialnymi są: Program 1 Polskiego Radia, dwumiesięcznik literacki Topos, TVP Olsztyn, Radio Olsztyn i Gazeta Olsztyńska.