sobota, 7 marca 2015

Ach, Biedronka




Biedronka ogłosiła konkurs literacki. Nagroda biebagatelna! - 100 tys. zł
Najciekawsze, że to konkurs dla amatorów. Wykluczeni są wszyscy, którzy kiedykolwiek cokolwiek opublikowali.
Szczegóły poniżej. Najpierw mój wiersz- komentarz:




Do Żubrówki - długopis i ryza,
by skoczyć na bungie w świat bajeru.
Lipa, omamy i blaga
są słodsze od chałwy i żelków.
Teraz kamera podwieszona do drona
opuszcza Biedronkę. Widać wielki pałac


widać wielki zegar. 
Za górami, za lasami - ściemnia się.
 




(za Onet.pl:)

Każdy, kto dotychczas pisał tylko do szuflady, ma szansę zdobyć aż 100 tys. zł. Taką możliwość daje mu Biedronka. Popularny dyskont uruchomił właśnie konkurs „Piórko 2015” na najlepszą książkę dla dzieci w wieku 4-10 lat. Takiej samej wysokości nagrodę otrzyma autor ilustracji do zwycięskiej pracy.

Konkurs „Piórko 2015” ruszył 5 marca, a autorzy-amatorzy mają czas do 21 kwietnia na przesłanie swojej twórczości. Mogą to być nawet trzy różne prace. Książka może liczyć do 60 tys. znaków, czyli maksymalnie 33 strony maszynopisu. Praca nie może być krótsza niż 20 tys. znaków, czyli ok. 11 stron. Utwór może być napisany prozą lub wierszem i powinien stanowić zamkniętą, spójną całość.

Konkurs składa się z dwóch etapów. W pierwszym wyłoniony zostanie najlepszy tekst książki. Ogłoszenie wyników nastąpi 11 czerwca. Tego samego dnia ruszy drugi etap – na ilustrację zwycięskiej pracy. Potrwa do 6 sierpnia. Wyniki tego etapu zostaną ogłoszone 2 września. Gotowa książka w nakładzie 50 tys. egzemplarzy trafi do sklepów 30 listopada, na kilka dni przed dniem św. Mikołaja. Będzie dostępna w 2600 sklepach Biedronki w całym kraju. Co ciekawe, konkurs został objęty honorowym patronatem Rzecznika Praw Dziecka.

Oceną tekstów, a następnie ilustracji zajmie się jury, w skład którego wchodzą znani dziennikarze, autorzy książek i ilustratorzy, w tym m.in. Jarosław Gugała, Renata Piątkowska i Bohdan Butenko.

Pierwowzorem akcji „Piórko 2015” jest Pingo Doce Children’s Literature Award -  konkurs, który został zrealizowany przez Grupę Jeronimo Martins w Portugalii. Cieszył się bardzo dużą popularnością. Wówczas do konkursu zostało zgłoszonych 1500 tekstów i 400 ilustracji.

Jak twierdzą organizatorzy polskiej edycji konkursu, czyli Jeronimo Martins Polska S.A, projekt „Piórko 2015" zrodził się w odpowiedzi na postępujący spadek czytelnictwa oraz malejące zainteresowanie książkami wśród najmłodszych odbiorców.

- Dzięki skali działalności sieci Biedronka mamy możliwość dotarcia z ważnymi społecznie ideami do dużego grona konsumentów. Korzystając z tego, chcemy odpowiedzieć na jeden z ważnych deficytów społecznych, jakim jest niski poziom czytelnictwa. Przyświecającym nam celem jest chęć zaszczepienia bądź rozwinięcia miłości do czytania wśród klientów, w tym także tych najmłodszych. Wiek od 4 do 10 lat jest szczególnym okresem, kiedy dzieci uczą się czytać i to wówczas najlepiej jest wykształcić nawyk sięgania po książkę – informuje nas biuro prasowe Jeronimo Martins Polska S.A.

W konkursie mogą wziąć udział osoby pełnoletnie, zamieszkałe na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, których prace literackie lub graficzne nigdy wcześniej nie były publikowane w drukach lub wydawnictwach oznaczonych numerami ISBN lub ISSN. Oznacza to, że w konkursie nie mogą wziąć udziału pracownicy naukowi, autorzy artykułów i książek, a nawet studenci, których prace dyplomowe zostały opublikowane jako artykuły. Każdy uczestnik może zgłosić prace w jednej lub w obu kategoriach.

Wysoka nagroda ma zachęcić amatorów do uczestnictwa w konkursie. Do tej pory nikt w Polsce nie zaproponował autorom książki dla dzieci takiej wysokiej gratyfikacji. Dla przypomnienia – nagroda polskiej sekcji IBBY w kategorii książka dziecięca wynosi 20 tys. zł. Dlaczego więc organizator konkursu „Piórko 2015” zdecydował się na tak wysoki bonus?

-  Pisanie dla dzieci jest wyzwaniem, którego nie ceni się tak bardzo jak tworzenia dla dorosłych. Wysoką nagrodą chcemy nie tylko podkreślić rangę konkursu, ale także nadać odpowiednią wagę literaturze dziecięcej. Wysokość nagród przewidzianych dla zwycięzców obu kategorii konkursowych ma również zachęcić utalentowanych twórców do wzięcia w nim udziału oraz wspomóc ich w dalszym rozwoju talentu - podkreśla Jeronimo Martins Polska S.A.

Projekt „Piórko 2015” ma na celu stworzenie najlepszej książki dla dzieci - która trafi do polskich domów. Czy w następnych latach Biedronka ogłosi podobne konkursy? Jak zapewnia organizator – wszystko zależy od tegorocznego zainteresowania projektem.


czwartek, 19 lutego 2015

Nagroda WARTO dla Michała Kozłowskiego

Laureatem tegorocznej Nagrody Warto w kategorii Literatura został Michał Kozłowski. Nagrodzono jego tomik "Gadane".

Interesującego wywiadu udzielił Dorocie Oczak -> link . Powiedział m.in.: " Długo czekałem na ten debiut. Ta nagroda nie tylko jest początkiem rewolucji w moim życiu, ale dała mi też poczucie bezpieczeństwa, że mam dla kogo pisać."

Michał wcześniej był nominowany w Konkursie im.J.Bierezina. Podobnie jak Rafał Różewicz, z którym rywalizował do Nagrody Warto dla twórców związanych z Wrocławiem. Wręczono ją już po raz siódmy. Nagrodzeni w różnych kategoriach odebrali po 10 tysięcy złotych. 


wtorek, 17 lutego 2015

Ogromnieje przerażający grzmotyl

Marcin Świetlicki, nie z zespołem Świetliki tylko z zespołem Najprzyjemniejsi, wkrótce wyda materiał muzyczny.

Jak poinformował na profilu FB: "w tym roku, jak najszybciej, w tym półroczu, a może nawet w tym kwartale wydamy płytę. Bo materiał już jest - szereg nagrań studyjnych i jeden koncert debiutancki. Wszystko jest nagrane pięknie i trzeba coś z tym NATYCHMIAST zrobić. Płyta się będzie nazywała WZIĘLI I ZAGRALI albo inaczej. Chyba trzeba ją wydać. Lepiej natychmiast niż wcale. Już można się zapisywać na ten album. Nakład będzie bardzo limitowany, a cena przystępna. Całuski!"

A na YouTube można już posłuchać świetnego "Grzmotyla":

Skarcony w telewizji
przez Grażynę Torbicką
napiętnowany przeklęty
wychodzę na ulicę

jakże teraz mi żyć
z takim brzemieniem klątwa
pani Torbickiej ciąży
dręczy i urąga

surowa konferansjer
ze wszystkich stron wyziera
jakże gotować obiad

jakże spokojnie spać
i gdzież ja pójdę teraz
psia mać o żesz psia mać

już tłum się zbiera by mnie
u ka mie no wać

Jak mogłem tak rozgniewać
Grażynę Torbicką

straszliwsza anatema
niż by mnie wyklął biskup

wyklęty w telewizji
przez Grażynę Torbicką
nie znajdę oburzenia
już zmarnowane wszystko

feministkę i geja
już zbiera na wymioty

nad miastem ogromnieje
przerażający grzmotyl

nad miastem ogromnieje
przerażający grzmotyl

niedziela, 15 lutego 2015

Nowy numer Arterii i zaproszenie do współpracy

Ukazał się nowy (uwaga! w mniejszym poręczniejszym formacie) numer "Arterii". W imieniu redakcji zapraszam do współtworzenia kolejnych numerów czasopisma.

1(20)/2015
numer historyczny

Numer jubileuszowy na ośmiolecie istnienia pisma! Chcemy zastanowić się nad tym, czy historia jest wciąż kuszącym źródłem inspiracji i polem działania dla współczesnych artystów. Czy w poszatkowanym światopoglądowo świecie można jeszcze zbiorowo pamiętać i zbiorowo przeżywać dzieje? Literatura wydaje się mieć swój wkład w to, że makrohistoria rozpada się dziś na szereg indywidualnych mikrohistorii ludzkich, opisując dzieje językiem odmiennym od dyskursów naukowych. Ale historia oficjalna jest zwykle pisana przez zwycięzców – chcemy postawić pytanie, na czym polega rola sztuki w polityce historycznej: w skali kontynentu i w skali pojedynczego miasta.

Termin przyjmowania materiałów do numeru historycznego: 31 marca 2015 r.



2(21)/2015
numer kosmiczny
 
Odrywamy się od Ziemi i szybujemy w przestworza, szukając alternatywnych kosmologii i mitycznych obrazów kosmosu w kulturze dawnej i współczesnej. Interesuje nas też UFO jako wyzwanie pozaantropologiczne oraz przyszłość literatury science-fiction. Gdzie dokonuje się dziś podbój kosmosu: czy w wyścigu między mocarstwami albo w sporach między kreacjonistami a ewolucjonistami o wizję powstania świata i człowieka, czy w lokalnych społecznościach zadających sobie pytanie o sens swojego istnienia? A język, czy on też nie ma kosmicznego wymiaru, zwłaszcza w kabalistyce oraz w eksperymentach awangardy?

Termin przyjmowania materiałów do numeru kosmicznego: 30 czerwca 2015 r.


3(22)/2015
numer komiczny

 
Pytamy o śmiech przez łzy: o kondycję (a może raczej agonię) zdrowego śmiechu i humoru w Internecie, we współczesnym kabarecie, literaturze i sztukach wizualnych. Co się stało z gatunkiem komedii, sięgającej do głębi ludzkiej istoty i jej kruchości w obliczu gwałtownych przemian kulturowych? Kiedy humor może być narzędziem walki o społeczne wartości i polityczne ideały, czy możliwy jest bunt na wesoło, który nie byłby komercyjnym produktem swoich czasów? Czy humor ma cezurę wieku, narodowość albo miejsce zamieszkania? Czy warto tęsknić za dawnymi kabaretami i teatrami absurdu?

Termin przyjmowania materiałów do numeru komicznego: 31 sierpnia 2015 r.


Czekamy na teksty nawiązujące do haseł nowych numerów: na dobrą poezję, prozę, przekłady tychże, eseje, reportaże, recenzje nowej literatury oraz grafiki i fotografie. Prosimy o teksty (proza, eseje, reportaże) o objętości do 15 tys. znaków, recenzje – do 5 tys. znaków i o zestawy 5–7 utworów poetyckich.


Z propozycjami i pytaniami prosimy zwracać się pod adresy: arterie.spp@gmail.com
lub m.a.nowicka@tlen.pl (eseje, recenzje).

Redakcja ARTERII
http://kwartalnik-arterie.pl/

* Dwa tygodnie po terminie przyjmowania materiałów autorzy zostaną poinformowani o przyjęciu tekstu do druku. 

wtorek, 10 lutego 2015

Sygnały, zmiana czasu i przeliczanie małych liczb

MICHAŁ SOBOL "PULSARY", Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2013.

Są dni, kiedy poezja przez swą lakoniczność wydaje mi się daremna. I podziwiam czytających 900-stronicowe powieści, wielotomowe rozprawy, eseje. Zwykle jednak, i utwierdzają mnie w tym takie książki jak "Pulsary" Sobola, postrzegam poezję jako idealny koncentrat. Przeczytać wiersz to jak z 50-stronicowej papki wycisnąć sedno.

Tomik zakupiłem w pięknych okolicznościach przyrody na Rynku w Krakowie w księgarni Matras. I siedząc w fotelu, popijając espresso i czytając na chybił trafił kilka wierszy czułem się z tym jak ktoś, kto znalazł to czego szukał, kto zna sens tej "gry w sen i przebudzenie".

Czytelnicze olśnienia towarzyszyły mi także podczas kolejnych lektur. Ten ponad 80-stronicowy tomik wystarcza na długo. W dodatku ma ciekawą formę - co czwarty wiersz jest wierszem z panem Orkuszem (daleki kuzyn pana Cogito, znajomy pani Szubert) - daje to książce ciekawy rytm.  Orkusz, starszy pan przemawiający do dziecka: tłumaczy mu po swojemu, przewrotnie, świat, jakby mówił "odrzuć pozory", "Nie po to zostały stworzone oczy, abyś patrzył" (motto książki).
W najlepszym wierszu z tego cyklu Orkusz mówi, że z wszystkich rzeczy na Ziemi chciałby zachować zmianę czasu wiosenną i jesienną. Choć krytykowana, wyśmiewana, stwarzająca wiele utrudnień i wywierająca niekorzystny wpływ na ludzki organizm, jest cenna "właśnie z uwagi na zgubny wpływ i skłonność do przyzwyczajenia". W innym wierszu zwierza się, że próbuje odnowić jakiś stary mit, żeby jakieś chorowite drzewko "choć raz zaszumiało złowrogo lub rzuciło apokaliptyczny cień". Orkusz rozumie rozmowy o pogodzie, nie krytykuje naśladownictwa, bierze na chłodno tandetę i banał dla masowego odbiorcy, nie wierzy w koniec historii, koniec Boga i człowieka.

Zapadły mi w pamięć także wiersze: "Historia Kościoła" z puentą: "dziś wielbimy znów słabego Boga" oraz wiersz, który od "Życia codziennego Etrusków" prowadzi do wieprzowej kości w krupniku. W kilku fragmentach łatwo dostrzec "szymborską" precyzję, dlatego nominację do Nagrody jej imienia, potraktować trzeba jako wyjątkowo trafną. Przy tej poetyckiej precyzji trzeba zauważyć zaskakująco duże podobieństwo do prozy. Sobola fascynują obserwacje świata, który wysyła nam różne sygnały. Podgląda zachowania zwierząt i ludzi; np. w wierszu "Rybak" o łowieniu w dziwnym miejscu: "Wolałeś to miejsce za mleczarnią, odcinek, na którym rzeka przemienia się w ściek, bladożółty i mętny, że oko nie przejrzy. " albo "Drugi malarz dodaje chude patyki ludzi, liść trzciny na wietrze, wciera czerwoną glinę, sadzą znaczy cienie." z zakończenia zasadniczej części książki.

Na zakończenie dostajemy dwanaście ponumerowanych wierszy zatytułowanych: "Okaz". Są to opisy śródziemnomorskich "miast jak owadów w kolekcji entomologa". Obywatel GC właśnie zaśpiewał mi, w momencie gdy czytałem o złodzieju torebek i o wybuchającym Wezuwiuszu: "Przeczuwam inny świat, gdy czuwam, kiedy nie mogę spać". Obrazy migoczą, różne szufladki się otwierają. 

"Myślałem, że zachwycą mnie tu ruiny i plakietki,
drobne przedmioty z gliny i szkła 
przechowywane w muzeum 

byłem przygotowany na czarny bazaltowy topór
o dwóch ostrzach który jednym cięciem przetnie
pępowinę mojego kraju (...)"

Widzimy, czujemy sygnały, ale cóż... W końcu i tak trzeba wrócić "do przeliczania małych liczb".



niedziela, 8 lutego 2015

O "Przeciekach" w "Migotaniach"

W najnowszych "Migotaniach" ukazała się recenzja mojej książki "Przecieki z góry" (Kwadratura, 2012). Jej autorem jest Piotr Gajda.
"Migotania" są nie tylko dostępne w Empikach, ale także jako *.pdf do ściągnięcia za darmo. Polecam. Zapraszam też do księgarni po książkę ;D. ( http://www.sklep.poezja-polska.pl/index.php?p317,przecieki-z-gory )



wtorek, 3 lutego 2015

Maczanie rzodkiewek w soli morskiej

PIOTR GROBLIŃSKI "Depilacja okolic serca", Wyd. Beauty In Sp. z o.o. Press Sp.k., Łódź 2014.

Poeci szukają swego miejsca w mało poetyckim świecie. Znajdują. Piotr Grobliński, autor kilku książek poetyckich, redaktor naczelny wydawnictwa poetyckiego odnalazł się jako felietonista w czasopiśmie Les Nouvelles Estetiques (LNE @ spa). Publikował je od 2009 i postanowił je zebrać w książce. Słusznie zrobił, bo to, co założył w felietonie pierwszym, udało mu się z pewnością. Miały pobudzać do refleksji – pobudzają. Miały wzmacniać korę mózgową – wzmacniają. Piotr z łatwością powynajdywał  tematy związane z najróżniejszymi formami dbania o ciało. 

Najfajniejszy jest humor i dystans do siebie doktora Johna Ciacha-O'Groblicka: np. gdy pisze o soli morskiej – dodaje, że czasem odruchowo, gdy kąpie się wannie, macza w niej rzodkiewki.
No i ten błysk pióra. Taki jak w felietonie drugim, gdzie mamy świetne nawiązanie do „Jak ocalał świat” z „Cyberiady” Lema.

Grobliński porusza się w tematyce związanej z dietami czy kosmetykami, wdzięcznie i lekko. Rozśmiesza nas farmaceutycznymi obsesjami: „taka witamina E: gdy będzie jej za mało, grozi mi rozdrażnienie, osłabienie zdolności koncentracji (…) Ale jeśli przekroczę dzienną dawkę, skazuję się na zmęczenie, bóle głowy, osłabienie mięśni (...)”. Zgrywa się z nacierania się różnymi paskudztwami, ze ślinienia się na widok rzepy. Najpiękniej - gdy idzie na zupełny surreal: gdyby (Chińczycy) byli grubi, zwyczajnie nie zmieściliby się w Chinach. Półtora miliona grubasów rozsadziłoby mur chiński od środka”, gdy wkurza się na to, że za dużo chorób jest rodzaju męskiego albo gdy próbując rozwikłać czy fale radiowe szkodzą - uspokaja się: „moja żona (…) pracuje w radiu i sporo czasu spędza na antenie, mimo upływu lat wciąż wygląda młodo”.
Prawdziwy cymes, gdy snuje dywagacje o Facebooku: czy posiadanie 250 wirtualnych znajomych zmniejsza samotność czy raczej ją podkreśla?  

Dodatkiem jest kilka wierszy - interesująco zaprezentowanych na kalce technicznej. Czy należy je potraktować jako zapowiedź większego tomu? Zostawiają niedosyt. Wyróżniam skromną siedmiowersową „Upojnię drobiu” - z grą słów mendel/Mendelejew i „Drugą komunię” - zgrabnie czerpiąca z obserwacji, sięgającą do wspomnień.

Poeta stał się felietonistą. Trzeba więc szukać poezji w tekstach, gdzie „równo po prawej”. Gdy poezja drapie jak peeling, felieton jest jak balsam. Nakładajcie grubo.

sobota, 17 stycznia 2015

Pragniemy jak jasny gwint

FISZ EMADE TWORZYWO - "Mamut", Agora 2014.


Jazzowe pianino rozpoczyna najpiękniejszy utwór "Ślady" - z refleksyjnym tekstem o szczęściu, wdzięczności, bezradności, niepewności... Fisz-poeta genialnie zestawił słowa i wersy, dodał trochę pieprzu (o świeceniu tyłkiem) i trafił mnie bezbłędnie. Prosto w serce! - skoro potrafię dziś nie bacząc na kurs franka śpiewać "Jestem szczęściarzem, wiem"... Niesamowicie brzmią słowa o wyobrażeniu sobie życia po śmierci - w popowej przecież, radiowej piosence!  Muzycznie to prawdziwy majstersztyk, pętelka na klawiszach, żeńska daleka wokaliza, rozpływam się... Niezwykła rzecz! Przejście do klasyki.

Płytę rozpoczyna radiowy przebój - "Pył". Przecudny teledysk! Świetny taneczny beat! Sprawdziłem w sylwestra - działa. Taniec jako zagłuszenie wiochy, która nas otacza. "Kroczymy wolno jak jakieś zombie". Fisza bardzo prześladuje fraza "Chcę zapamiętać" - jakby wieszczył koniec. Sugeruje, by wyjść na dancefloor i gibać się ile wlezie, skoro "Przyszłość jest pewna". Niech trzeszczący parkiet gada za nas, że "pragniemy szczęścia jak jasny gwint." 
Pogodny, wesołkowaty, o spełnionych marzeniach jest utwór nr 3. Ze zwariowanym fragmentem: "A jeśli jest Bóg / Gdzieś wysoko tam / Niech chwyci mnie za fraki / I rzuci do Twych stóp". Refren mógłby reklamować kumulację lotto. W sumie jak odkręcić na full, to powódź studolarówek nad głową wizualizuje się sama: "Zwiedzam świat, zwiedzam cały świat".
Utwór "Wojny" - z refrenem o sercu - przeszywa nas niepokojem. Mamy tu, i czysty głos Nosowskiej, i rzewne skrzypce. Tematycznie skojarzył mi się Sting z utworem "Russians"...
"Karate" o jakimś fanatycznym opętańcu, ma fajne chórki. Prawdziwy gospel! Trudno nie polubić tekstu o chwycie karate wobec diabła.
Refleksyjną nutę jak z jakiejś francuskiej piosenki ma "Zemsta", o tym, że każdy nosi w sobie zło.
Gaduła-Fisz załącza się w utworze nr 8 "Dzień Dobry". "Więcej spaceruję jak Sting po księżycu"... Życiowy tekst o tym, że powinniśmy wylogować się z płytkich facebookowych relacji... "Pchamy swój wózek nie tylko po Biedronce"...  Absolutnie mistrzowski przekaz!
"Wróć" z klawiszami jak z Casio, sprawia, że płaczę. "Świat się zmienia, czy tego chcesz czy nie, świat zmieni się"...  Piękny jest smutek, "garnitur pełen wielkich dziur".
"Mamut" to utwór instrumentalny, tajemniczy, inspirowany być może chińskimi koncertami Jeana Michaela Jarre'a. Przeniósł mnie w tamten czas - muzyki z kaset puszczanych na magnetofonie Finezja.
Po mamucim mruczeniu jest jeszcze - "Piwnica" i jej zawodzenie przy tłustym beacie. O tym, że są gdzieś bębny, które walą w rytm. Są, są.

sobota, 27 grudnia 2014

Endorfiny, kop i kolka

MARCIN ORLIŃSKI „Tętno”, SPP O/Łódź, Dom Literatury, Łódź 2014

56 wierszy z toposem biegania. Od razu wyświetliła mi się fraza poetki Nosowskiej: „Przed siebie biec / by pozbyć się sił / czasem tak mi wstyd”.

Potem przed moimi oczami przebiegła od razu: polska i zagraniczna elita polityczna, celebryci, ulubiony „obiektywny” dziennikarz, zaprzyjaźniony krytyk, który obiecał zrecenzować moją książkę i serdeczny kumpel z ławki, który obiecał oddzwonić. Nie muszę dodawać, że wszyscy pławili się w endorfinach.
Nic to, na bok uprzedzenia. „Pot, krew i łzy. Więc biegniesz. Łykasz te wszystkie początki, / popijasz wodą.” - deklaruje nam warszawski poeta. Bieganie jest odpowiedzią na pytanie: „jak żyć?” Możliwe, że na każde.

Wykłady z filozofii joggingu? Ból łydy jako sens życia. „Pokochaj barwę asfaltu”; „Przywitaj z zawrotami głowy i halucynacjami. Kilka godzin biegania daje kopa, o jakim nie śniło się filozofom...”. Dodajmy, że Marcin Orliński skończył filozofię na UW.

A może te wiersze o bieganiu to wielka metafora? Może nie chodzi o bieganie, a o zajęcie się życiem, sobą, nieużalanie się. Źródłem szczęścia jest zmęczenie. Truchtaj, zakreślaj coraz większe koła?
Na stronie siódmej znajduję wyznanie ateisty-uciekiniera od Boga. Interesująco poetycko jest w wierszu „W drugą stronę”. W tych krótkich wersach jest sporo podręcznika psychologii. Bieganie jako środkowy palec, bieganie „na przekór”. W „Wiośnie” zwraca uwagę aliteracja „Odór w tonacji G-dur” i o tym, że nie musimy być źli, na pewno ktoś nas w tym wyręczy. Kupuję tę myśl!
Biegnąc dalej: jest trochę „nowoczesnej” poezji z newsów, są filozofowie wobec głodu i zimne piwo wobec obecności ambasadorów. Aha, jeszcze historyjka z paszportem. Jest! Błysnęło! W wierszu o „możliwościach”: „Karuzele mnie nie kręcą”. A dalej to już pełne światło. Wiersz „Rekrutacja” - bez zbędnej frazy. Młody wkurzony szukający pracy, w garniturku, nagle rozpinający kołnierz i poluźniający krawat. „Coś wzięło się / za mnie i się po mnie przeszło.” Klasa.
Przyjemna jest „Próżnia” filozoficzna, ironiczna, z fajną puentą. Jeśli dobrze rozkminiam „Darmowe minuty” są o natręctwie poezji. Poezja jako akwizytor, wciskający nam tani kredyt.
Marcin raz jest uważnym obserwatorem np. gdy widzi znikanie zawodów typu: szewc, zegarmistrz, raz zbyt niebezpiecznie zbliża się do bon motów w stylu Coelho.
Z zaciekawieniem czytałem wiersze „Podmiot” i „Imiona” („Jakie lepiej wybrać? Nowoczesne, tradycyjne?” Miron? Wisława?). Ze wzruszeniem ramion np. „Ekran” („czułość” z puenty – ograna), ze smutkiem wiersz „Edukacja”, bo to o klęsce nauczycielskiej. Orliński sięga tu po przekleństwo do „Drogiego profesora”, poczułem je osobiście.
W „Językach obcych” obok fajnych konstatacji jest wtręt polityczny, że wykrzykiwanie haseł narodowych ma się nijak do patriotyzmu. A następny wiersz („Pierwszy wiersz o miłości”) to już w ogóle Maria Peszek i Gaz.Wyb. Dostaje się kościołowi, „który pieprzy dzieci, błogosławi czołgi i rozkrada ziemię, tę ziemię.” Kolka mnie złapała od tego wiersza i skurcz, i musiałem odłożyć książkę na jakiś czas. 
„Państwo Środka” jest w porządku. Przebiegnięcie się przez miasto, dało przebudzenie: wszystko jest chińskie. I przyglądamy się „metce tego pięknego wieczoru” z niedowierzaniem. I wiersz „Kolano” czyta się bardzo przyjemnie.
Podoba mi się jak Marcin parafrazuje tuwimowskie „Do krytyków” i jak zajmująco opowiada o swoich wątpliwościach pisarskich: „Po przeczytaniu kilkuset tomów / wierszy nie wiem już, czym jest poezja. Zapewne wszystkim po trochu: igraszką, polityką, a także // flirtem i kłótnią.” Lekturę tego wiersza polecam serdecznie wszystkim, szczególnie piszącym. Przedostatni wiersz niech przeczytają fani wulgaryzmów.
W ostatnim poeta się zatrzymuje. Przecież w końcu taka jest rola poezji. Zatrzymywać.

sobota, 20 grudnia 2014

Coś, co cię przeżyje

LESERS BEND "LUDZIE WĘDROWNI", Genital Sector Music 2014.



Poprzednią płytę Lesersów zdobiła  minimalistyczna okładka. Świetnie pasująca do gitarowego zgiełku. Zespół wpatrzony w horyzont. W nic. Koncept najnowszej płyty (grafika autorstwa Carasa Ionuta rumuńskiego artysty, który używa Photoshopa, by kreować niezwykłe obrazy) jest znów prześwietny.

Zespół złagodził brzmienie - nie ma już ekspresyjnych eksperymentów, jest gitarowa melodyjność, impresyjność, surrealna mgła, uniesienie. Są dobre melodie i to, co znakiem rozpoznawczym zespołu: przestrzenie jak widok z połonin.

Poetyckie teksty Łukasza Jarosza (dla niewtajemniczonych: poety, nagrodzonego Nagrodą im.Wisławy Szymborskiej) tworzą intensywny przekaz. Laitmotivem jest wędrówka. Metafora życia jako stąpania krok po kroku. Powtarzalność, zmęczenie. Cudowna, piękne.

W ciele jak w bursztynie
coś, co cię przeżyje.


Utwór nr 2: "Jak chmura, które sunie kiedy śpisz." - Lesers Bend prosi się o radiowy eter. Rzecz o ogniu, który nas strawi. Jakieś dalekie skojarzenie z Heyem (Hey też sięgnął po Stachurę w "Zobaczysz").
Podobnie utwór "Zasłona", z dobrą, czujną, młócką perkusji. Pełnia życia, wiatr-wariat, ostre światło. "Niech trwa, niech gna, niech lśni"

Jarosz tworzy teksty piosenek nakładając na siebie wielokrotnie słowa klisze: sen, droga, niebo, życie, chmura. Niczym zmiana układanki w kalejdoskopie (jeśli ktoś pamięta z dzieciństwa taką zabawkę). Poruszamy się ponad czas, poza czas. "Życie skryte w rzeczach małych, kruche jak papierowe gniazdo os". Są rzeczy ważne: miłość i śmiech dziecka, reszta daremna.

Oprócz rockowego zgiełku na płycie jest trochę spokoju. Właściwie to od spokoju zaczynamy: jest dostojnie, akustycznie, na szczęście pieśń się przeobraża. Równie zaskakująco brzmi nr 5: "Motyw" (jak jakaś piosenka przy ognisku, pastorałka Bractwa Kurkowego, czy stara piosenka zespołu Skaldowie z poetyckiego wczesnego okresu).

życie chwilowe jak motyw,
jak ruch pędzla nad obrazem

Instrumentalne "Cyklameny" - piękny ambientowy oddech - wizja raju, a może tylko podróży do jakiejś genialnej dolinki górskiej, samotni, polany w lesie?

Świetna jest "Europa" z liryczną aurą, czuciem w płucach. Gitara tka tu piękny wzór. Trochę Świetlikowo.
Utwór "Biel", szybszy, punkowy, smutnie ostateczny, przejmujący, świetny do wykrzyczenia swoich emocji, do rzucenia się w młyn.

Mój ulubiony utwór to "Lustra", gdzie wokalista Radek Ozga śpiewa drapieżniej, a refren przypomniał mi ostry przekaz zespołu Trupia Czaszka (z wokalem Tomasza Budzyńskiego) i teksty księdza Józefa Baki ("świat, bałamut")...
Smutek przemijania, "mały jak kamyk ból", natrętne szyderstwo, które nas umniejsza: "Król, cesarz, błazen obdarty z marzeń / Jak na ziemi żmija życie się zwija. / Zrobiony ze złota, zlepiony z błota. / Życia pozbawiony, ze złota zlepiony". Polecam ponieść się szalonemu rytmowi.

Przecudnie brzmi "Gdziekolwiek" do słów Edwarda Stachury. Gitarowe pejzaże, niezwykłe jak to, gdy o świcie podnosi się mgła, albo gdy wyłączą światło i stajemy bezradni, jakby całe dekoracje okazywały się z tektury. Gdy wszystko nagle jest inne niż się wydawało. "Jabłka na czereśni".

Mistyczne, trochę patetyczne (kosmiczny początek) są "Pozycje". Powtarzane zaklęcie, modlitwa. Crescendo i amen.

czwartek, 11 grudnia 2014

Zaczynam się łbem

LAO CHE, ŁÓDŹ - KLUB WYTWÓRNIA, 5.12.2014

Lao Che to mój faworyt. Nieprzypadkowo fragment piosenki zdobił jako motto moją książkę "Przecieki z góry". Piosenki znane na pamięć, warto raz na jakiś czas wykrzyczeć. Zimowy wieczór to idealny czas. Piękne miejsce - łódzki klub Wytwórnia. Spięty w świetnej formie. Repertuar przekrojowy: "Gospel"/"Prąd..."/"Soundtrack" + nowe piosenki z zapowiadanej na marzec płyty "Dzieciom". Wszystko bezkrytycznie kupuję. Z nowych rzeczy zwróciły uwagę "Wojenka" i utwór do słów Władysława Broniewskiego: "Bar pod zdechłym psem". Ze starych dobrze znanych - najgenialniej zabrzmiało "Jestem psem" - dynamiczny, agresywny, rapowany numer oraz mój ulubiony - "Govindam" - piosenka o Ziemi. Utwory z "Gospel", a szczególnie zaczynający się od "Nie będę do pana telefonował..." to już klasyka gatunku i kto nie zna ten trąba.
(FOT: Piotr Ciebiada)

Recenzja płyty Soundtrack. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Bakłażan! Bakłażan! Piotr Przybyła zwyciezcą XX Konkursu Bierezina















"Bowiem wariować zacząłem w Łodzi. Numerek z szatni, głupi żarcik losu: czterdzieści i cztery" (parafrazując MŚ)

FESTIWAL PULS LITERATURY. ŁÓDŹ. DOM LITERATURY. SOBOTA 6.12.2014.

XX, jubileuszowy Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Jacka Bierezina. Spotkanie z poetami, znajomymi i nieznajomymi. Znajdowanie twierdzącej odpowiedzi na pytanie czy warto pisać? Słuchanie wierszy debiutantów, słuchanie dziwnych wierszy, dłuuugich wierszy, przysłuchiwanie się rozmowom o poezji.

Z Festiwalu Puls Literatury przywożę sporo książek, w tym: przepiękną antologię z wierszami laureatów dwudziestu edycji pt. "Dzikie dzieci", nową książkę Izy Kawczyńskiej, Marcina Badury, Marcina Orlińskiego i jeszcze kilka innych...

Laureatem XX OKP im.Jacka Bierezina został Piotr Przybyła z Karpacza. Jako jedyny mówił swoje wiersze z pamięci. Były intrygujące, surrealne. Zahipnotyzowały widownię, która skandowała fragment jego wiersza: "bakłażan bakłażan". Nagrodę specjalną zdobył Michał Pranke z Torunia.



Piotr Przybyła - zwycięzca XX OKP im.J.Bierezina


Nagrodzeni w TJW

Autorzy nowych książek - Marcin Badura i Marcin Orliński w ogniu pytań
 Marii Magdaleny Beszterdy.

   Magdalena Gałkowska
  Nagrodzeni w Konkursie Krytyczno-literackim  - jurorzy w TJW

   Anna Kałuża czyta werdykt XX OKP, Karol Maliszewski, Zdzisław Jaskuła, Andrzej Sosnowski

   Przemek Owczarek
Gratulacje na laureata

 Uczestnicy TJW: Radosław Sączek, Marcin Niemirowicz, Piotr Gajda, Krzysztof Grzelak, Małgorzata Syrek, Jakub Sajkowski, Krzysztof Bąk, Marcin Kleinszmidt, Wit Pietrzak, Michał Pranke, Jakub Malinowski, Sławomir Nowak, Martyna Romanowicz, Barbara Baron, Agnieszka Klara Tarnowska, Jan Rojewski, Izabela Raducka, Aneta Bryzek, Urszula Kulbacka, ...? Korzeniowski, Piotr Przybyła, Wojciech Kądziela, Kacper Płusa, Zdzisław Muchowicz, Robert Kania, Dominika Kaszuba, 
Krzysztof Kleszcz, Henryk Zasławski.

 R.I.P. Rap wystąpił na zakończenie

Paweł Tomanek

 
 Szczepan Kopyt

 Widownia

Przemysław Witkowski


czwartek, 27 listopada 2014

Nominacje do Nagrody Bednarczyków

NOMINACJE DO NAGRODY IM. KRYSTYNY I CZESŁAWA BEDNARCZYKÓW
Kapituła konkursu na posiedzeniu 25 listopada nominowała pięć tomików poetyckich wydanych w 2013 roku:
Miłosza Biedrzyckiego "Porumb",
Tadeusza Dąbrowskiego "Pomiędzy",
Małgorzaty Lebdy "Granica lasu",
Krzysztofa Lisowskiego "Poematy i wiersze do czytania na głos",
Łukasza Nicpana "Do czytającej list".
Uroczystość ogłoszenia zwycięzcy konkursu odbędzie się 15 grudnia 2014 r. o godz. 18.00 w Sali Baltazara Fontany (Kamienica pod Gruszką, ul. Szczepańska 1) w Krakowie.

wtorek, 28 października 2014

Pathman & Gajda w MOK




PATHMAN & PIOTR GAJDA, MOK, TOMASZÓW MAZ., 24.10.2014

Pięknie współgrały mistyczne, pierwotne dźwięki zespołu Pathman z poezją Piotra Gajdy.
To było nieziemskie, niezwykłe, wyjątkowe. Dźwięki penetrujące jakiś niedostępny wcześniej obszar świadomości. Pathman zagrał na 27 instrumentach, np. na butli gazowej (!). Dźwięki improwizowane najpiękniej zabrzmiały z żeńską wokalizą (wtedy usłyszałem coś z Lisy Gerrard). Piotr przeczytał wiersze z najnowszej książki "Golem". Świetny wieczór.

sobota, 25 października 2014

Julia Hartwig z Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej

Julia Hartwig, autorka książki "Zapisane", została laureatką drugiej edycji Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Zdobyła statuetkę i nagrodę - 200 tysięcy złotych.
93-letnia laureatka jest autorką wielu tomów poezji, publikuje od lat 50-tych. Była już wielokrotnie nagradzana m.in. Nagrodą PEN Clubu, Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a także czterokrotnie nominowana do Nagrody Nike.
Tym samym nagrody nie zdobyli jej "młodsi koledzy po piórze": Wojciech Bonowicz, Jacek Dehnel, Mariusz Grzebalski i Michał Sobol. 

Raz do roku poezja zdobywa należne jej miejsce - najlepszy czas antenowy (galę transmitowała na żywo stacja TVN24) i piękne miejsce - Centrum Kongresowe ICE Kraków. Na sali obecny był Prezydent Polski - Bronisław Komorowski. W trakcie gali, którą prowadziła Agata Buzek, wiersze laureatki przeczytał Maciej Stuhr. Głos zabrali sponsorzy:  prezes firmy PZU podkreślił, że chodził do tego samego liceum co laureatka, a pani prezes firmy Empik - obiecała promować tę niszową dziedzinę literatury (będą więc wielkie półki z poezją, drżyjcie Wiedźminy, drżyjcie szwedzkie kryminały, drżyj Coelho!). Pani Minister Kultury - Małgorzata Omilanowska, podkreśliła, że gdy mówią poeci, trzeba milczeć i słuchać. O!
Centrum Kongresowym ICE Kraków.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/kultura/news-julia-hartwig-laureatka-nagrody-im-wislawy-szymborskiej,nId,1541750#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Centrum Kongresowym ICE Kraków.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/kultura/news-julia-hartwig-laureatka-nagrody-im-wislawy-szymborskiej,nId,1541750#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Centrum Kongresowym ICE Kraków.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/kultura/news-julia-hartwig-laureatka-nagrody-im-wislawy-szymborskiej,nId,1541750#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

środa, 22 października 2014

Wiersz o wyborach


czwartek, 16 października 2014

Muzyka & poezja. Pathman & Gajda.

24.10. 2014r. o godz. 19.00 w kameralnej salce MOK -u (ul. Browarna 7) w Tomaszowie Maz. odbędzie się występ zespołu PATHMAN. Zespół wystąpi tomaszowski poeta Piotr Gajda, który zaprezentuje m.in. swoje najnowsze wiersze z książki "Golem". Bilety w cenie 10zł (5 zł ulgowy).

środa, 8 października 2014

Gęsta maź. Plazma i kawiorowa bolszewia.

Piotr Gajda "Golem", Instytut Mikołowski, 2014.

Ukazała się czwarta książka tomaszowskiego poety Piotra Gajdy. W książkach "Hostel", "Zwłoka" i "Demoludy" wypracował on charakterystyczny rozpoznawalny styl. Tomasz Cieślak recenzując "Demoludy" pisał o "trudnej poezji, gęstej jak maź". Ale tak on, jak i inni recenzenci wskazywali na czytelniczą satysfakcję. Piotr kilka dni temu otrzymał z rąk poety i krytyka Jerzego Suchanka Nagrodę Otoczaka za rok 2013.

"Golem" to - dla mnie - smutek człowieka XXI-wieku, utwór King Crimson "21st Century Schizoid Man" rozpisany na czterdzieści kilka stron. Niewesołe rozprawienie się z sytuacją w jakiej znaleźliśmy się my - Polacy - dwadzieścia pięć lat po tym jak nam się udało. Zachłyśnięci wolnością z trudem łapiemy oddech. Takich opisów jak u Gajdy nie spotkałem we współczesnej poezji. Ciosów wymierzonych dokładnie, tam gdzie ma boleć.
"Może już pora na Telesfora, którego wściekłe / ujadanie zagoni cię pod mur? / I staniesz oniemiały
w jego cieniu, naprzeciw fonii i wizji, naprzeciw / pikseli w kropelkach, lewitujących niczym zarazki eboli." ;
"Obraz się trzęsie, bo byliśmy lawą i zamiast zastygnąć, najpierw ulegliśmy eolicznym procesom,
by niespodziewanie przekształcić się w plazmę, od kiedy proletariusze wszystkich kanałów, korzystając z przerwy na reklamę, połączyli się w kawiorową bolszewię, której jaja widywano już w triasie, jurze i kredzie." (Bestiariusz)

Gajdę stać na dosadne słowa wobec tragedii przeciętnego Polaka, którym rządzą cynicy i hochsztaplerzy.
"Teraz dla ciebie cierpią katusze w służbie kryzysu
 i bolą ich trzewia zanurzone w głębokim tłuszczu. 
A ty tańcz, kościotrupie, na zamiecionym placu opieki,
na którym nie uchowa się ani jeden niedopałek. 
Zataczaj w tańcu obłędne koło wokół muzyki do windy
i drgającego płomyka świeczki." (Deal i Ikar)

Dużo pytań o kondycję współczesnego człowieka, dużo metafizyki. Pytania, które stawia np. "Ja na podobieństwo Stwórcy?" znajdują niezwykłe poetyckie rozwinięcia. To lektura obowiązkowa dla tych, którym propaganda sukcesu nie zablokowała logicznego myślenia.
Gajda kreśli te słowa niczym w żółtym zeszycie, w płytkiej wnęce, gdzie nie sięga teleekran. Na przekór i na pohybel Ministerstwu Prawdy.

"Dni są zdezorientowane jak notatki z domu
 obłąkanych. Świat wypełniają krzesła, dużo krzeseł.
 Przyglądamy się im uważnie, czy zostały wyposażone
 w uprząż do krępowania? Dni przechodzą przez 

świat jak nić przez ucho igielne, jak bas w falset.
 Nam jest znacznie trudniej, w naszych uszach 
zalega szum, zbrylony w twardą woskowinę. 
Zmuszeni do czytania z ust redaktora olbrzymiego

 niczym reaktor, tłumaczymy słowa na język migowy.
 I tak jest lepiej, wyraźniej wtedy widać kikuty.
 I nie damy rady położyć palców na ustach."

Gdzieś może i prześwieca światło (piękna puenta wiersza: "Weltschmerz"), ale dominują grube maźnięcia gęstą smołą ("My, naród, patrzymy na tę szychtę z góry, z wysokości drętwiejącego ramienia, które nie utrzyma plastykowej szabli. I z dołu, ze złamanym kręgosłupem, po skoku na główkę w kod kreskowy."). 
Warto sięgnąć po tę maź, po gęste lepiszcze, warto lepić.

sobota, 4 października 2014

Pod Olkuszem jest kruszec

Łukasz Jarosz „Świat fizyczny”, Wyd. Znak, Kraków 2014


Chciałem, by kolejna książka Jarosza dała mi tyle wrażeń co „Biały tydzień”. Dawkowałem sobie ją powolutku, po wierszu, na chybił-trafił, po kilkanaście stron. Bałem się manowców, jałowej ziemi, do której mogłyby mnie zaprowadzić kruche zdania jakie zapisuje jeden z moich ulubionych poetów. Trochę bałem się „żucia mądrego chleba”. Niepotrzebnie.

Najpierw długie motto z Kornela Filipowicza: „Jedną czwartą, a kto wie czy, nie większą część życia straciłem na chodzeniu po lasach i nad brzegami jezior i rzek (...) jakbym nie wiedział, co to jest drzewo, kamień, trawa, woda (...)”. Tom zaczyna się od zwrotu z kursu na prawo jazdy: „Ostatni opuszczam skrzyżowanie”. Widzimy „eleganckich mężczyzn w karawanie” ich kłótnię nad lakierowaną trumną. A potem takie precyzyjne zdanko: „Przede mną puszyste niebo, do którego uciekają słowa. A w nim ostry prześwit.” Prześwity nieba, wiązki światła, medytacyjne epifanie – takie są frazy Jarosza.

Autor łazikuje po lasach, bezdrożach. Zapisuje „Słuchaj: jak skomli wiatr, (...)”. Życie pisze wersy, niby „Nuda nic się nie dzieje”, ale dla poety kanwa poematu, konwie pełne znaczeń. Poeta-nauczyciel zapisuje: „Po chwili stoję przed tablicą, tłumaczę dzieciom odmianę rzeczownika przez przypadki. W ręku drży kreda i nie mogę się odwrócić. Nie chcę się odwrócić.”; poeta-ojciec: „Za chwilę skończę pisać, wyjmę córkę z wanny, uśpię i wykąpię się w wodzie po niej.”
To ostatnie zdanie rozłożyło mnie na łopatki. I dalsze czytanie było już z tezą – pod Olkuszem jest kruszec!

Jarosz często rozgrywa wiersz w danej chwili, wszystko jest teraźniejsze, dreszcz właśnie przechodzi. „Stoję, tłumaczę”, „stara kobieta grzebie laską w śmietniku”, „buldożer pcha ziemię”.
Czytałem jakąś reklamę i przeczytałem o „chaosie elektromagnetycznym wokół nas”. Jarosz tworzy taki chaos fraz. Kłęby, wiry. Jest smutek: „blada blizna”, „umył ręce i usiadł na schodach, które wymurowaliśmy w lipcu 1995 roku.”, daremność, wszystko co możemy zrobić - „Uwięziony w życiu jak w roztrzaskanym samochodzie.”, „sąsiad, zanim umarł, zdążył jeszcze nazwozić mnóstwo drewna do piwnicy”. Z tego chaosu wyłaniają się frazy o dużej sile oddziaływania: np. „spaliliśmy rzeźbioną poręcz, figurkę świętego”, „widziałem bukiet przydrutowany do krzyża”.

Świetny jest wiersz „Przyjście na świat”: mały Bóg wrzeszczy w nim na całe Betlejem. Piękny nierealny „Podwójny pejzaż”: z człowiekiem, „o którym myślałem, że umarł”. W "Wierszu na Boże Narodzenie" autor zdradza, że frazy nachodzą go w czasie codziennych czynności, przyklejają się do niego. Jest też o zmęczeniu byciem poetą.

Poezja jak wiara. Nie byłaby potrzebna, gdyby Bóg przyszedł i powiedział Jestem. Jarosz rejestruje szczegół, niepozorny, zwykły. „Lornetka Jarosza” - napisałem o jego drugiej książce. Można dodać teraz „stetoskop Jarosza”: słyszymy: piszczy gumowa gruszka ciśnieniomierza”, słyszymy dźwięk wielkiej łychy obijającej się o garnek: „Gęstwa zupy z dna.”, słyszymy jak „Co jakiś czas strzelają łapki na myszy.” Pokłon w stronę Jury.

Wiersze do których będę wracać, np.: „Viaticum” utkany ze słów córki, „Rekolekcje” ze wspomnień z lat szkolnych. W „Hen, hen” zwątpienie w Inny świat, z niezwykłą krwawą puentą. „Wiosna 2013” z porównaniem Słońca do akwariowej żarówki. Świetny cykl „Dziewięć pór roku” (turlająca się butelka, za duży kask, oddech wpompowany w materac...) z puentą: „Chwila, której nie da się zrozumieć.” Albo piękny „Kres i nieskończoność II” z obrazem zmęczenia poety, snem matki z otwartą książką na twarzy. Podobny - wycięty ze snu - „Rojst” („Przy nagrobku, gdy oni się modlą, trzymam kciuki w szlufkach spodni.”)

Świat fizyczny, świat prowincjonalny, gdzieniegdzie plama światła. „Skorki w wilgotnej szmacie. Widzisz świat w proszku.” Zdania, w których sens się wyczuwa: „Do wsi wchodzi pielgrzymka i przy furtkach zaczynają ujadać psy.”

W „Liniach” Jarosz zdradza pomysł książki: „Tak, myślałem obrazami. Ale chciałem, żeby obraz mówił więcej (...)”. Ostatnie zdanie tego wiersza jest podobne do niezapomnianej frazy Piotra Gajdy z wiersza „Łęty”. Porównajmy: „(...) widziałem (…) Chłopaka ukrytego w mężczyźnie, kobietę schowaną w matce: młodą parkę i ich umorusane, syte dziecko pożerające co dzień ich czas, pieniądze i seks.” (Jarosz) i „My żyjemy, zgaduje starzec i na wszelki wypadek ucieka. Schowany w swoim synu. W jego synu.”(Gajda z tomu „Zwłoka”).

Czytając Jarosza niechcący usłyszałem też starą piosenkę Ziyo: Czas nie ma żadnego znaczenia, a sen to tylko kolorowe obrazki. Ziemia nie daje spokoju, ucieka spod stóp.”. Siódma książka, wg mnie  najlepsza, z tytułem - jakby to był podręcznik do geografii, a może do fizyki - pełny wzorów, reguł, praw. 









sobota, 27 września 2014

Nagroda im.C.K.Norwida dla Janusza Drzewuckiego

Laureatem Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida w kategorii literatura został Janusz Drzewucki za tom wierszy „Dwanaście dni” (Iskry).  Nagrody zostały wręczone w środę 24 września na Zamku Królewskim w Warszawie. Nagrody  im. Cypriana Kamila Norwida otrzymują artyści z Mazowsza, którzy przyczyniają się do wzrostu rangi tego regionu. Przyznawane są przez samorząd województwa mazowieckiego od 2001 roku. Kandydatów zgłaszają związki twórcze, uczelnie, instytucje kultury, wydawnictwa i redakcje działające na Mazowszu. Laureaci w poszczególnych kategoriach otrzymują statuetkę, dyplom oraz 20 tys. zł., w przypadku kategorii „Dzieło życia” jest to 25 tys. zł ( w tym roku otrzymał ją Jerzy Maksymiuk). Wręczenie nagród odbywa się co roku 24 września, w dniu urodzin Cypriana Kamila Norwida.

Janusz Drzewucki o swojej książce: https://www.youtube.com/watch?v=LXkofLJYIRY

 

niedziela, 21 września 2014

Krzysztof Siwczyk z Nagrodą Kościelskich

Nagroda Kościelskich jest jedną z nagród literackich, dzięki której można zapomnieć, że poezja to nisza. Regularnie docenia się tam poetów. W tym roku jej laureatem został Krzysztof Siwczyk, autor wydanego w tym roku poematu "Dokąd bądź".
Wcześniej doceniano ostatnio: Krystynę Dąbrowską (2013), Jolantę Stefko (2006), Jacka Dehnela (2005), Tomasza Różyckiego (2004), Adama Wiedemanna (1999), Jacka Podsiadło 1998), Andrzej Sosnowski (1997), Marcina Świetlickiego (1996), Marzenę Bogumiłę Kielar (1993).


piątek, 19 września 2014

Bicie na trwogę.

ARCHIVE "AXIOM", 2014.

Poprzednia płyta "With Us Until You're Dead" Archive objawiła nową wokalistkę, której urodą trudno się nie zachwycić. Pojawienie się "Axiom" intrygowało mnie początkowo z tego powodu. Czy pośpiewa coś piękna Holly Martin? Ale "strona pierwsza utwór pierwszy" - jak mawiał Piotr Kaczkowski zaczyna się tak, że zapomniałem o swoich pragnieniach, bo dostałem muzyczne piękno największej próby.
"Distorted Angels" wyśpiewany patetycznym głosem wbija w fotel. To jeden z najlepszych utworów brytyjskiego zespołu obok "Again", "Fuck U" czy "Controlling Crowds"... Archive wciąż są bezbłędni! "Enclose surrender / Breaking is tender / Sliding disfigured / Driving that death drum into your heart / Caught up in static dreams / Distorted angels sing". Jak to jest zaśpiewane!

"Axiom" to muzyka do filmu? Raczej odwrotnie, nakręcono film do muzyki. Czarno-biały, mroczny, pełen niepokojących, brutalnych scen. Hiszpan Jesus Hernandez z kolektywu filmowego NYSU miał ponoć wolną rękę, zaszalał. Przypomina to produkcję Darrena Aronofskiego w "Pi". Fragment ilustrujący "Distorted Angels" jest niesamowity. Klimat rodem z Orwella, głuche anioły, oślepiony nieśmiertelny śpiewak i wisząca nad bohaterami opresja, represja, wina.

Tytułowy "Axiom" wprowadza znane motywy z najlepszych płyt zespołu. Monotonnie, klaustrofobicznie - genialnie. To mógłby być podkład pod międzygalaktyczne loty. Rozpoczynają dzwony (inspiracja "Division Bell" Pink Floyd?). Na filmie możemy obejrzeć - niepokojące wizje: trzymającego wielki sznur dzwonnika, twarz Wielkiego Brata z monitora i koszmar ogłuszenia przez Ministerstwo Prawdy. Trzeci utwór "Baptism" budują wykrzykiwane frazy "Send me under". Mamy poczuć się osaczeni. I choć Archive korzystają ze sprawdzonych przepisów, to nie kruszmy kopii, że to kopia.
"Transmission Data Terminate" z obrazkami opracowywania nowej wersji rzeczywistości przez panie maszynistki. Opowieść o zniewoleniu. "Jak wyciągnąć wszystkie wtyczki?"
Doczekałem się w końcu głosu Holly: "Nie chcę cię widzieć gdy zamykam oczy"... Głęboki bas, natarczywy beat.
"The Noise..." zaczyna się szumem przechodzącym w łagodny śpiew znanej z wcześniejszych produkcji Marii Q... I to są cztery minuty oddechu. "Shiver" przypomina, którąś z piosenek śpiewaną przez Stevena Wilsona na "Blackfield IV", pianino i ujmujące piękno. Zabawy ze słowem "anymore"...

Właściwie to już. Trochę krótko. Bo jeszcze tylko powraca repryza tytułowego utworu, pod napisy końcowe, pod strach, że jest 1984 rok i jest nowomowa, są Orwellowskie aksjomaty: "Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła."...  Biją te dzwony na trwogę, straszą, budzą.

niedziela, 7 września 2014

Słomczyński i Świetlicki wśród finalistów Nike

Wśród 7 finalistów do Nagrody Nike znalazło się dwóch poetów. Pierwszym z nich jest młody debiutant - Szymon Słomczyński autor książki "Nadjeżdża", drugim - Marcin Świetlicki (autor książki "Jeden"), który jakiś czas temu opublikował oświadczenie: "Nie chcę uczestniczyć w konkursie organizowanym przez instytucję, która wytacza procesy poetom za to, co myślą. I jest jeszcze kilka innych powodów."





niedziela, 17 sierpnia 2014

Zostaw trochę światła


JAMES„La Petite Mort”, 2014.

Dawno nie zdziwiłem się tak zaczynając słuchając płyty. Miał być rock i gitary, a poleciało disko (włączyłem najpierw piosenkę nr 2 "Curse Curse"!). Poczułem się nieswojo.
To takim obciachowym disco mam leczyć swój wypadający dysk?
Ów numer przywołał zapomnianą gwiazdę sprzed ponad 20 lat - Pet Shop Boys. Tak! To były czasy, gdy na moich osiemnastu urodzinach włączałem winyl "Actually" z ziewającym Neilem Tennantem.

Intrygująca trupia okładka. "Mała śmierć" - umniejszanie śmierci? 

Zaczyna się ten album w stylu Coldplayowo-stadionowym. Wokalista wyciąga wysokie C, "twórz taniec ze swojego bólu, twórz sztukę ze swojego cierpienia", a irlandzkie skrzypki przygrywają „umarłemu Maciejowi, który leży na desce". James wie jak układać melodie, by zamieszkały w głowie. A więc to będzie dobra płyta! Podniosły hymn, metafizyczna, patetyczna pieśń "We're made of stars / we're made of dirt"... Uświadom sobie jaki to cud, że „możesz mówić”. Wmawiasz sobie głuchy sygnał braku połączenia, a przecież "I Can Talk”!

"Curse Curse" - za koszmarnym bitem kryje się fajna piosenka z tekstem o melancholiku, który nazywa siebie przeklętym. Samotny w hotelowym pokoju, wszędzie słyszy odgłosy kochających się sąsiadów zza ściany (metaforycznie „La petite mort” - to orgazm), albo wrzeszczących z ekstazy kibiców po tym jak w Pucharze Króla strzela Messi. No i w końcu looser ma ochotę dołączyć do tych, którzy „potrafią się cieszyć”. Polejcie tequillę, przeklętemu! Tak, tej piosence ten chamski beat był potrzebny!
Trzeci numer „Moving On” to najpiękniejsza piosenka świata. Po tym umc-umc z Ibizy, mogło być tylko lepiej. Tymczasem jest niebo. To ta piosenka usłyszana w radio, kazała mi sięgnąć po płytę. Zresztą... pomyliłem wtedy wokal Tima Bootha z wokalem Jamesa Deana Bradfielda z Manic Street Preachers. Podobne są ich barwy głosu, podobne brzmienie trąbki jak w genialnym "Ocean Spray"...
"Moving On" ma w sobie coś niezwykłego. Piękne słowa o pogodzeniu się ze śmiercią, o tym, że choć nie wszystko się udało, to warto „nie gasić światła”, wierzyć, że spotkamy się w niebie. Wzrusza powtarzane "leave the little light on".

A potem znów w dyskotekę. Booth próbuje nas cynicznie przekonać, że "love love love" brzmi jak "blah blah blah". Oto znak naszych czasów-  wszędzie rozwody, co druga para nuci: "Minęło, kochanie".
Z innej beczki brzmi w piosence "Frozen Britain" – „Chodź do łóżka, Emily”. Miłość, jedyna nadzieja, że nie zeżrą nas robaki, że przekażemy geny: „La petite mort pour toujours!”
"Interrogation" - to przejmująca, dramatyczna piosenka o śledztwie we własnej sprawie. "Kłamcy, kłamstwa i oszukiwanie się". Spowiedź, badanie się na wykrywaczu kłamstwa - świetna melodia, która każe podumać, pogapić się w horyzont.
"Bitter Virtue" - gorzka cnota. Nie kochać to jak nie oddychać. "Wolałbym żyć w grzechu / Jest przyjemność w cierpieniu (wszyscy tak mówią)". Słodko-gorzka balladka.
W "All In My Mind" Booth zaskakująco natchnionym głosem śpiewa o wierze w miłość. Wspomina przypowieść o Łazarzu: "Bring out your dead / Dead don't stay dead / They're sleeping" czy z przypowieści o rozmnożeniu chleba dla pięciu tysięcy mężczyzn.
Za to w "Quicken the Dead" padają ulubione zdania wielu poetów: "Czy nie wiesz, wszyscy jesteśmy już martwi", ale Rooth wplata w to zdanie jakąś Alleluję i radość.
Codą jest "All I'm Saying" - opowieść o rozmowie z bliską osobą, która zmarła: "Meet you in dreams tonight". Dzięki takim utworom śmierć jest malutka. Nie jest w ogóle straszna. Nie ma jej.

środa, 13 sierpnia 2014

O sztuce ("Golgota Picnic")


O sztuce ("Golgota Picnic")

Fetor z desek sceny, sztuka pomylona
z muką. Reżyser miał pustkę i nie zawahał się
jej użyć. Ślęczy w tęczy, jedzie na jednorożcu.
Jakie to piękne: wszystko w polewie,

gołe pośladki i ani śladu sensu.
Drony nad miastem rozpyliły androny?
Aktorzyna rzuca mięsne zaklęcie.
Nie ma sierpa i młota, jest wolność

zrównana z bagnem i błotem. Artyści pomyleni
ze sprzedawcami nawozu. Ochy nad ohydą,
achy po pachy. Komu sufler podpowiada "fuck"
jak szatan, ten pójdzie dalej w stronę klifu.

W bluzgu jest luz, jest smutek, depresja i dół.
Boga można nie mieć, ale trzeba mieć smak.
Artysto od siedmiu boleści, prowokuj,
prowokuj swój wymiot do swojej muszli.

piątek, 8 sierpnia 2014

Wracaj, brudny szczurze!

THE AFGHAN WHIGS "DO TO THE BEAST", 2014.


Płyta rozwalająca na łopatki. Genialna. Przypomniała mi stare dobre czasy rocka. Swoim impetem, kipielą emocji przywołała najlepsze płyty Faith No More, kiedy słuchało się ich „w kółko”. Dać się opętać „Do to the Beast” jest łatwo. Lider - Greg Dulli to stary wyjadacz, rocznik 1965. Już śpiewał o demonach miłości, o zdradach, zazdrości, winie i zemście. Nigdy tak wyraziście.

Żeby przypomnieć sobie jak wielką moc ma piosenka rockowa, zacznijmy od nr 4: „The Lottery” - krótkie 4 minuty emocji podanych na tacy. Szarpanie się ze sobą i pogodzenie. Greg prosi o światło, prosi o noc. Wspomnienia gryzą, a on się pięknie drapie. Refren powyciągany jak u Deftones: „The lottery, the ritual / The consequence, the criminal / Come back to me, I've been them all / Come bedtime, come bad times”. Przepiękne!

Jest na płycie co najmniej kilka kawałków, gdzie głowa eksploduje.

Najlepszy na płycie - „Royal Cream”. Do miłości mówi się tu: „wracaj, brudny szczurze”. Wszystko jest z gniewu i rozpaczy. Przepiękne riffy, uspokojenie... Aż po dreszcz.

Dużo tlenu (a może testosteronu?) ma w sobie “Matamoros” - przebojowy, hip-hopowy. Zrealizowano do niego genialny teledysk z tancerzami w metrze. Aż chce się tak potańczyć! Skrzypeczki w środku - palce lizać.  (Tytułowe Matamoros to meksykańskie niespokojne miasto pełne Meksykanów, którzy marzą o przedostaniu się przez Rio Grande, Matamoros znalazło się też w tytule piosenki Bruce’a Springsteena na pięknej płycie „Devils and Dust”).

A westernowy „Algiers”? Cudny, klasyczny numer. Gra słów: „Dream, dream your sins away / Sin your dreams away”. Zdradzony ma tylko swoją chorą samotność i dumę. Solo na gitarze ma grube wiertło.

Słucham tej płyty po raz setny. Szarpie mną „Porked Outside” (dobry riff na początek i histeria w głosie), przeraża wycie do Księżyca w „It Kills” („To zabija patrzeć jak kochasz innego”), zasmuca wspomnienie miłości – spróbuj zaśpiewać to: „I see you eternal / I'm burning encircled” („I Am Fire”). Niepokojący “Lost in The Woods” kończy się ukojeniem.  Czy ostatni utwór to ukłon do „Street Spirit” Radiohead?  „Ca Rova” zbliża się bardzo blisko do U2 z „The Joshua Tree”, Dulli po swojemu śpiewa:  "Wciąż nie znalazłem, tego czego szukam."

środa, 2 lipca 2014

Marcin Świetlicki z Nagrodą Gdynia

Kapituła Nagrody Literackiej Gdynia ogłosiła laureatów IX edycji w kategoriach: poezja, proza, eseistyka i przekład.
Laureatem  w kategorii poezja został  Marcin Świetlicki za książkę „Jeden” wydaną w Wyd. EMG.
W kategorii proza zwyciężył Jerzy Pilch za „Wiele demonów” Wyd. Wielka Litera, w kategorii eseistyka – Wojciech Nowicki za „Salki” Wyd. Czarne; w kategorii przekładu - Jerzy Czech za przekład antologii poetów rosyjskich „Wdrapałem się na piedestał” Wyd. Czarne).

Przemysław Dakowicz z Nagrodą Orfeusz

28. czerwca 2014r. jury Nagrody Poetyckiej 'Orfeusz' w składzie:
Jan Stolarczyk - edytor; wydawca;
dr Tomasz Burek - krytyk literacki, b. pracownik Instytutu Badań Literackich
prof. Wojciech Ligęza - wykładowca UJ; historyk literatury, krytyk literacki, eseista
prof. Wojciech Kudyba - wykładowca UKSW; historyk literatury, krytyk literacki, poeta
Feliks Netz - poeta, prozaik, tłumacz
postanowiło nagrodzić tom "Teoria wiersza polskiego" Przemysława Dakowicza, wydany w Bibliotece Toposu.