Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Jarosz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Jarosz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Skrzypi wkręt, chrupie deska

 ŁUKASZ JAROSZ „ŻYJĄTKO”, Instytut Mikołowski, Mikołów 2026.


Z muzyką i z książkami mam tak samo: muszę poczuć "haczyk". Coś, co spece nazywają "hookiem", a w literaturze jest impulsem, który nie pozwala odłożyć lektury. Która to już książka autora „Białego tygodnia”? Przecież „znam to pisanie”, przecież zapewne mnie nie zaskoczy, a jednak... Znów się złapałem. Wiersz, który muszę zrobić z bitem - jeśli autor pozwoli!

Wiersz „Bajka”. Niby nic takiego. Ile to wierszy zaczyna się od wspomnienia? „Wyobraziłem sobie...”. Ale tu wyobraźnia podsunęła autorowi coś, o czym zwykle się nie myśli: „... że żyję długo. I wszyscy, których znam, kocham - umarli.” Czy ten świat bez bliskich byłby dla nas istotny? To już wprawia mnie w dygot, w jakiś przestrach. Wirują mi w głowie frazy podobnego kalibru, np. u Nosowskiej: „Znów płakałam, wczoraj znów płakałam. Że nie umiem na skrzypcach grać. I że wszyscy umrzemy, wszyscy. I że któregoś dnia mój syn zostanie całkiem sam.

A potem poeta robi ten niesamowity piruet - „Nie muszę sobie wyobrażać. Widzę, jak świata nie ma. I jak jest.” Dźgnęła mnie mocno ta konstatacja. Przecież te wszystkie straszne rzeczy, o których wcześniej byśmy nie pomyśleli, że są możliwe - jednak się zdarzyły: wojna w Ukrainie, w Strefie Gazy. Codziennie tyle nas dzieli i robi z nas ponurych, zaciśniętych w sobie, zapadniętych, skrzywionych. Widzę pokraczne gesty polityków, cynizm, przesyt, żądzę bogactwa - i naszą bezradność wobec tego wszystkiego. Wszędzie wulgarność, cynizm, przemoc. Widzę pustkę, w którą się zapadamy.

Ile bym dał, by moje myśli o świecie się uspokoiły. Boję się o wszystko: o Ziemię, o demografię. Martwię się, że utracimy wolność, bezpieczeństwo. Boli, że mądrość przegrywa z upadkiem wartości. Coraz bardziej świata nie ma – tego świata, w który uwierzyłem, gdzie dobro miało być oczywistością. 

Jarosz dalej przywołuje motyw gruszki z książki "Pinokio" Carla Collodiego. Choć w tej opowieści jest mowa o głodzie fizycznym, czytam, że to o głodzie życia, piękna, miłości... Głodzie, w którym widzę wiarę, że pomimo „końca świata” jeszcze nic straconego.

Książkę zaczyna motto, w którym wyrażone jest „pragnienie wypowiedzenia czegoś, co najistotniejsze”. Wzrusza mnie, jak Jarosz ciągle (przypominam, że napisał kilkanaście książek) „musi opisać świat”. Ta potrzeba jest czymś pierwotnym; istnieje i nie wiemy po co, ale domyślamy się, że jest fundamentalna.

Przyroda dla poety z Żurady jest jak skóra. I te wszystkie: „Niebo sczerniało”, albo „białe mięso chmury, wieczór – wypatroszony dzień.” to nie są dekoracyjne opisy przyrody jak u Orzeszkowej, które można opuścić bez straty sensu. To są metafizyczne dreszcze.

Czynności podmiotu lirycznego to często np. siedzenie przy ogniu, oddychanie pyłem sosen, zamykanie książki, wspominanie młodości, samotna wędrówka, wyciąganie z kieszeni rzeczy, które przetrwały pranie. Zwykłe a niezwykłe.

Tytuł książki został wzięty z wiersza „Krtań” - ptak-śmierć (czapla?) połyka „głupie żyjątka”, „Podobnie jak my / gdy odchylamy głowę, by zatrzymać krwotok z nosa.”

Zachwyciło mnie spostrzeżenie: „Myśleliśmy, że zostawił po sobie list, / lecz była to tylko kartka z tym, co planował / kupić na warzywnym targu, stoisku z mięsem.

Jarosz często zaczyna od zwykłego opisu, by potem przeciąć go czymś ponadczasowym, np. „Już nie szarp się. Przynętę masz w gardle, haczyk wbity w podniebienie.” I są to bardzo dobre cięcia: „Wystarczy w skupieniu iść po śladach dni, by zobaczyć, że wszystko jest zmyślone.

Bardzo mocne są puenty: w „Historyjce” - autor wykorzystał podwójne znaczenie słowa „gładzić”, a w „Szkicu” - obserwowana dziewczyna wkrótce urodzi Boga.

Ulubione wiersze? Oprócz „Bajki” - pierwsza „Ważkość” - jakbym widział te milczące przeżuwające kozice. Potem „Sprawy na dziś”- opis przeżytego zwykłego dnia, który jest bardzo „strange” (jak w piosence The Doors „Strange Days”) i drugi wiersz - „Ważkość”, w którym autor chce być sobą i naciska „odtwarzaj w pętli”.

Wierszem jest poranna myśl po przebudzeniu w namiocie. Wierszem jest ujrzenie siebie. Czym bylibyśmy bez namysłu nad sobą, nad chwilą, nad życiem. Wiersz to mocowanie się z zawiasem do drzwi. „Skrzypi wkręt, chrupie deska.