ŁUKASZ JAROSZ „ŻYJĄTKO”, Instytut Mikołowski, Mikołów 2026.
Z muzyką i z książkami mam tak samo: muszę poczuć "haczyk". Coś, co spece nazywają "hookiem", a w literaturze jest impulsem, który nie pozwala odłożyć lektury. Która to już książka autora „Białego tygodnia”? Przecież „znam to pisanie”, przecież zapewne mnie nie zaskoczy, a jednak... Znów się złapałem. Wiersz, który muszę zrobić z bitem - jeśli autor pozwoli!
Wiersz „Bajka”. Niby nic takiego. Ile to wierszy zaczyna się od wspomnienia? „Wyobraziłem sobie...”. Ale tu wyobraźnia podsunęła autorowi coś, o czym zwykle się nie myśli: „... że żyję długo. I wszyscy, których znam, kocham - umarli.” Czy ten świat bez bliskich byłby dla nas istotny? To już wprawia mnie w dygot, w jakiś przestrach. Wirują mi w głowie frazy podobnego kalibru, np. u Nosowskiej: „Znów płakałam, wczoraj znów płakałam. Że nie umiem na skrzypcach grać. I że wszyscy umrzemy, wszyscy. I że któregoś dnia mój syn zostanie całkiem sam.”
A potem poeta robi ten niesamowity piruet - „Nie muszę sobie wyobrażać. Widzę, jak świata nie ma. I jak jest.” Dźgnęła mnie mocno ta konstatacja. Przecież te wszystkie straszne rzeczy, o których wcześniej byśmy nie pomyśleli, że są możliwe - jednak się zdarzyły: wojna w Ukrainie, w Strefie Gazy. Codziennie tyle nas dzieli i robi z nas ponurych, zaciśniętych w sobie, zapadniętych, skrzywionych. Widzę pokraczne gesty polityków, cynizm, przesyt, żądzę bogactwa - i naszą bezradność wobec tego wszystkiego. Wszędzie wulgarność, cynizm, przemoc. Widzę pustkę, w którą się zapadamy.
Ile bym dał, by moje myśli o świecie się uspokoiły. Boję się o wszystko: o Ziemię, o demografię. Martwię się, że utracimy wolność, bezpieczeństwo. Boli, że mądrość przegrywa z upadkiem wartości. Coraz bardziej „świata nie ma” – tego świata, w który uwierzyłem, gdzie dobro miało być oczywistością.
Jarosz dalej przywołuje motyw gruszki z książki "Pinokio" Carla Collodiego. Choć w tej opowieści jest mowa o głodzie fizycznym, czytam, że to o głodzie życia, piękna, miłości... Głodzie, w którym widzę wiarę, że pomimo „końca świata” jeszcze nic straconego.
Książkę zaczyna motto, w którym wyrażone jest „pragnienie wypowiedzenia czegoś, co najistotniejsze”. Wzrusza mnie, jak Jarosz ciągle (przypominam, że napisał kilkanaście książek) „musi opisać świat”. Ta potrzeba jest czymś pierwotnym; istnieje i nie wiemy po co, ale domyślamy się, że jest fundamentalna.
Przyroda dla poety z Żurady jest jak skóra. I te wszystkie: „Niebo sczerniało”, albo „białe mięso chmury, wieczór – wypatroszony dzień.” to nie są dekoracyjne opisy przyrody jak u Orzeszkowej, które można opuścić bez straty sensu. To są metafizyczne dreszcze.
Czynności podmiotu lirycznego to często np. siedzenie przy ogniu, oddychanie pyłem sosen, zamykanie książki, wspominanie młodości, samotna wędrówka, wyciąganie z kieszeni rzeczy, które przetrwały pranie. Zwykłe a niezwykłe.
Tytuł książki został wzięty z wiersza „Krtań” - ptak-śmierć (czapla?) połyka „głupie żyjątka”, „Podobnie jak my / gdy odchylamy głowę, by zatrzymać krwotok z nosa.”
Zachwyciło mnie spostrzeżenie: „Myśleliśmy, że zostawił po sobie list, / lecz była to tylko kartka z tym, co planował / kupić na warzywnym targu, stoisku z mięsem.”
Jarosz często zaczyna od zwykłego opisu, by potem przeciąć go czymś ponadczasowym, np. „Już nie szarp się. Przynętę masz w gardle, haczyk wbity w podniebienie.” I są to bardzo dobre cięcia: „Wystarczy w skupieniu iść po śladach dni, by zobaczyć, że wszystko jest zmyślone.”
Bardzo mocne są puenty: w „Historyjce” - autor wykorzystał podwójne znaczenie słowa „gładzić”, a w „Szkicu” - obserwowana dziewczyna wkrótce urodzi Boga.
Ulubione wiersze? Oprócz „Bajki” - pierwsza „Ważkość” - jakbym widział te milczące przeżuwające kozice. Potem „Sprawy na dziś”- opis przeżytego zwykłego dnia, który jest bardzo „strange” (jak w piosence The Doors „Strange Days”) i drugi wiersz - „Ważkość”, w którym autor chce być sobą i naciska „odtwarzaj w pętli”.
Wierszem jest poranna myśl po przebudzeniu w namiocie. Wierszem jest ujrzenie siebie. Czym bylibyśmy bez namysłu nad sobą, nad chwilą, nad życiem. Wiersz to mocowanie się z zawiasem do drzwi. „Skrzypi wkręt, chrupie deska.”

