wtorek, 26 maja 2009

Jacek Bierezin - Wyklęty, ale pamiętany



Autor: Piotr Gajda

W Łodzi Jacek Bierezin jest postacią legendarną. Dzisiaj mija 16 rocznica jego śmierci, którą tak opisywał Piotr Bratkowski: „Gdyby żył, skończyłby dziś 62 lata. Pewnie polałoby się dużo wódki. Wyszło inaczej: 26 maja 1993 Jacek Bierezin - jeden z najciekawszych poetów pokolenia '68, więzień polityczny PRL, kobieciarz, bokser, alpinista i pijak, wpadł w Paryżu pod samochód. Potrącony, wstał, po czym z podniesionymi do góry rękami wszedł pod następny samochód, ciężarówkę. I już więcej nie wstał. Był całkowicie trzeźwy, nikt do końca nie wie, co się wtedy stało.” To chyba ostatni z „wyklętych poetów”, który zdaje się, uciekał przez całe życie. Uciekał, żeby móc wrócić, jakby wciąż szukał swojego miejsca na ziemi. Ten opozycjonista zmuszony przez władze do emigracji, nigdy nie zasymilował się z emigracyjnym Paryżem i do końca nie poznał języka francuskiego. Nie tęsknił po to, żeby napisać wiersz, ale tęsknił naprawdę, nie wymyślał widoku góry, tylko szedł ku niej, aby na nią się wspiąć. Był członkiem Klubu Wysokogórskiego, jednak nigdy nie otrzymał od władz PRL zgody na udział w wyprawach w Alpy i Himalaje, na które był typowany ze względu na osiągane wyniki. To poeta odważny – wypowiadający się nie zależnie od okoliczności i od tego przy kim – któremu obcy był strach, chociaż prawie do końca życia żył i tworzył w państwie totalitarnym.
Trzydzieści lat temu pisał:
„Wam, którzy jesteście pod wpływem przemożnej logiki
codzienności, konieczności, strachu i podłości
dalszego socjalistycznego rozwoju osobowości
życzy święty Mikołaj"

Jak wspomniałem - w Łodzi Jacek Bierezin jest postacią legendarną. To tam rozgrywa się jeden z najważniejszych konkursów poetyckich w kraju – jego imienia – zorganizowany po raz pierwszy w 1995 roku z inicjatywy kręgu przyjaciół Poety, zgromadzonych wokół tygodnika Verte (nieistniejącego już dodatku kulturalnego do łódzkiej edycji „Gazety Wyborczej”). Oddział Łódzki SPP od początku współtworzył konkurs stając się z czasem jego głównym organizatorem. Od kilku lat wspiera go w tych wysiłkach Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi, zwłaszcza w osobach Andrzeja Strąka i Zdzisława Jaskuły.

Także i my (mam na myśli Krzysztofa i siebie), jesteśmy poniekąd „bierezinowymi” spadkobiercami. Krzysztof Kleszcz był trzykrotnie nominowany do nagrody głównej konkursu (2004, 2006, 2007), ja otrzymałem nominację w roku 2007. Od 2006 roku w ramach OKP rozgrywany jest również TJW „O Czekan Jacka Bierezina”, którego byłem laureatem w roku 2007, a w 2008 zdobyłem w nim III nagrodę (czekan „przejął” ode mnie Przemysław Owczarek).

Chociaż Krzysiek i ja mieszkamy w Tomaszowie Mazowieckim, to właśnie pośrednio dzięki OKP im. J. Bierezina już na zawsze będziemy kojarzeni z łódzkim środowiskiem literackim („mŁodzią”), tak jak Rafał Gawin (Justynów), Monika Mosiewicz (Pabianice), Konrad Ciok (Skierniewice) i jak „rdzenni łodzianie” – Przemysław Owczarek, Michał Murowaniecki i Robert Miniak (prawie wszyscy z nominacjami lub jako laureaci TJW). Myślę, że „duch Poety” do dziś przyświeca większości poetyckich działań związanych z Łodzią.

Kuluary XIII OKP im. J. Bierezina (przodem siedzą: Maciej Melecki, Piotr Gajda, Krzysztof Kleszcz, Leszek Szaruga, Zdzisław Jaskuła).
Debiut „Arterii” podczas pierwszego dnia konkursu w 2007 roku.

TJW „Czekan Jacka Bierezina” (2007) – radosna chwila triumfu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza