czwartek, 20 sierpnia 2026

Zażenowany Bóg, pieśń miłosna J.Alfreda Prufrocka i puste pole zamiast Galerii Łódzkiej

 CRASH TEST DUMMIES "GOD SHUFFLED HIS FEET", ARISTA 1993




W moich czasach studenckich (1994 rok) objawił się kanadyjski zespół Crash Test Dummies. Pop, ale jakiś taki ambitny. Wyjątkowy wokal - pana Brada Robertsa. Przebój "Mmmm" katowany niemiłosiernie w muzycznych telewizjach. W mojej głowie jest obrazek, jak stoję sobie przy Piotrkowskiej - słucham sobie "God Shuffled His Feet" z oryginalnej kasety (tak, to był ten moment, że można było kupić oryginał, po wielkiej fali piractwa) i gapię się w stronę Tomaszowa Mazowieckiego, na wielki zielony ugór po wyburzonych zakładach włókienniczych (Galeria Łódzka powstanie w tym miejscu dopiero na początku XXI wieku).

Dziś słucham z CD kupionego na OLX. Działa trochę jak wehikuł czasu, ale słucha się świetnie. Jest folkowo, rockowo i bardzo melodyjnie! Ale gdy się wgryzłem w teksty, zrobiłem wow!

Na początek - surrealistyczny tekst o Bogu zażenowanym naszymi głupimi pytaniami w piosence tytułowej. Normalnie jak u Stanisława Lema! Ludzkość, która zamiast pytać Boga o jakieś istotne sprawy, pyta go o jakieś pierdoły! Zderzenie metafizyki z ludzką trywialnością. Mamy odpowiedź, dlaczego Bóg milczy!

Piękny wstęp, a gdzieś pod koniec świetne solo harmonijki w "Afternoons and Coffeespoons". Ach, gdy wczytać się w tekst piosenki, to mamy tu odniesienie do „Pieśni miłosnej J. Alfreda Prufrocka" słynnego poety, noblisty T.S. Eliota. Tamten tekst (znam go w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka) to monolog starzejącego się mężczyzny, który idzie na spotkanie towarzyskie i choć pragnie na nim zadać "to jedno ważne pytanie", to jest totalnie sparaliżowany lękiem i poczuciem swojej nieistotności. Przytłacza go jego własna inteligencja, boi się niezrozumienia, ale też poczucia, że wszyscy wydadzą mu się pretensjonalni i nieistotni. Kobiety jawią mu się jako niedostępne, patrzy zresztą nie na konkretną kobietę, ale na elementy ich ciał. Jego percepcja chłonie szczegół - suknie, nagie ramiona. Ale czuje, że konwencjonalne rozmowy o Michale Aniele - nie dla niego. Nie potrafi przebić się przez ten salonowy świat, więc pozostaje mu odmierzać życie popołudniami i łyżeczkami kawy.

No i Brad Roberts swoim wyjątkowym głosem wyśpiewuje współczesne lęki takiego Prufrocka. Czyż nie jest to aktualne? Łysina, charczenie w płucach - to wszystko zapowiedzi końca, dla przewrażliwionego, spanikowanego człowieka XXI wieku, który zaraz zacznie googlać swoje choroby. Współczesny Prufrock Jr. wybiera bezpieczny scrolling zamiast rozmowy w realu. Wyświetlają mu się instagramowe kobiety podkręcone filtrami - i są jak syreny z wiersza T.S. Eliota, które śpiewają nie dla niego.  

Ta płyta zyskała popularność dzięki utworowi nr 3 "Mmm Mmm Mmm Mmm" - traumatyczne trzy historie trójki dzieci - chłopca, który na skutek wypadku nagle osiwiał, dziewczynki, która została zmuszona w szkolnej przebieralni do pokazania swojego ciała pełnego skórnych znamion i chłopca, który obserwuje swoich rodziców w jakimś religijnym amoku. Wszystkie historie skwitowane tym poczwórnym Mmm. Z obojętnością? Brakiem empatii? Bezradnością? Współczuciem? Intrygujące. Dobre w każdym elemencie.

"In the Days of the Caveman" - to urocza refleksja o tym, czy zostało w nas coś z jaskiniowca, wymyślona w czasie biwakowania i nocy pod namiotem. Nosimy w sobie ewolucyjne pozostałości, możemy podumać jak oddaliliśmy się od czasów polowań na mamuty. 

Frywolny "Swimming In Your Ocean" to... dość szczególna piosenka. Podmiot liryczny zwierza się, że w czasie miłosnych uniesień z partnerką, by uniesienie trwało dłużej, rozmyśla o katastrofach pociągów, tornadach, UFO. Niemniej gdy całuje jej palce, budzi się w nim już pragnienie przekazania genów.

Doceniam i dalsze utwory: W "Here I Stand Before Me" Roberts doznaje dziwnej obcości wobec swojego ciała przy tradycyjnym badaniu rentgenowskim.
"I Think I'll Disappear Now" to smutne wspomnienie związku, po którym zostaje zmęczenie i kac.
Osobliwa obserwacja kurczaka, który biegnie bez głowy i pająka, który żyje mimo wyrwanej nogi - stała się bodźcem do rozważań w piosence "How Does A Duck Know?".
O chodzeniu na wernisaże sztuki dla darmowego martini i cmokaniu z uznaniem, choć nie zna się wszystkich znaczeń - jest "When I Go Out With Artists". Tu przywołany jest David Byrne z Talking Heads, który nie musiałby się martwić, że go o coś spytają. 

I może zamiast słuchać do końca, chętniej powracam sobie do początku płyty. Odklejam się od "dzisiaj". Znów mam dwadzieścia lat. Nie ma Galerii Łódzkiej, jest puste pole, które jeszcze nie wie, czym się stanie. I ja dwudziestoletni też nie wiem nic - o blogowaniu, o nagrywaniu, o wrzucaniu na YouTube...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz