poniedziałek, 5 grudnia 2011

Joanna z morskiej piany




Marla Cinger to muzyczny projekt, który został wyposażony w jak najlepsze referencje. Zarejestrowana w jego ramach płytka „Hexagon” to w końcu autorski pomysł Joanny Kucharskiej, utalentowanej basistki z zespołu Kiev Office. Alternatywa splata się na niej z akustycznymi dźwiękami, nie tracąc ani na chwilę swojej przebojowości rodem z gdyńskiego wybrzeża. Ta muzyka to artystyczny krok naprzód (Maria Cinger ma już na swoim koncie album „Congs”), w stronę elektroniki splecionej z brzmieniem półakustycznego basu i żeńskim wokalem. Niech z tego powodu nikt nie próbuje wymawiać słowa „feminizm”. Nie ma „kobiecej alternatywy”, tak jak nie ma „kobiecej poezji” i „kobiecych zawodów”. Jest albo dobra albo zła alternatywa i/lub poezja, zły albo dobry fachowiec. Nie mają dziś zastosowania w szeroko pojętej kulturze takie pojęcia jak „solidarność jajników” i „dominacja testosteronu”.


Weźmy dla przykładu choćby taki riff z otwierającego płytę „All in the Wrong”. Samo „mięcho” i wyrzekłbym nawet; samo spocone i śmierdzące „mięcho”. Czyli metaforycznie ten utwór „pachnie” jak przepocony podkoszulek faceta ze znaczną nadwagą dźwigającego świńskie półtusze. A jednak to zarazem esencja „zabrudzonego”, „riffowego” rock’n’rolla, a przekładając to na symboliczną interpretację; jest jak „walenie” Meg White w bębny rozpisane na stylową kompozycję. Zaraz po tych „brudach” otrzymujemy pełne wyciszenie; piosenkę „Startujemy”, która udanie przenosi nas w rejony klimatów sióstr Wrońskich, a więc paradoksalnie w strefę kobiet i „sióstr”, ale nie tych od Matki Joanny od Aniołów, ale tych od Mickiewicza i jego „dusznych” Ballad i Romansów oraz prawie tożsamych z nimi, alternatywno-rockowych Pustek.


Chociaż palce w „Hexagonie” maczali mężczyźni znani z takich zespołów jak Kiev Office, Karol Schwarz All Stars, można nie pytać się o to, kto w czasie tej sesji był „twardzielem” i liderem jednocześnie. Wystarczy zapoznać się z „Kissing the Ground”, w którym „regałowe” naleciałości zostały przefiltrowana przez dokonania takich zespołów z kobietami na wokalu, jak Warpaint i Blonde Redhead a uszy atakuje mocne, pulsujące brzmienie basu. I upierałbym się przy tym także podczas trwania kompozycji „Czym prędzej”, w którym znowu na myśl przychodzi mi niewątpliwy wpływ sióstr Wrońskich, nie tylko w warstwie kompozycyjnej lecz i tekstowej: „Rozpadam się / na szmelc, stare gazety / guziki, filiżanki / na drobne monety…”.


Słychać, iż Joanna Kucharska mentalnie przerobiła mnóstwo rzeczy zarówno w swoim macierzystym zespole, jak i w trakcie słuchania rozmaitej muzyki. Kłaniają się tu muzyczne reminiscencje rodem z PJ Harvey i Sonith Youth. Przy jego okazji nie sprawdza się powszechna opinia, że kobieta „obsługująca” bas w zespole, to tylko i wyłącznie dodatek, seksowny widok. Na „Hexagonie” wokalistka i basistka Marli Cinger to wykonawczyni artystyczne równouprawniona wobec podmiotu twórczego i muzycznej materii. W tym przypadku tym bardziej obiecująca, że kategoryzacja pod hasłem „męskiego grania” nie ma tutaj przecież żadnego znaczenia.

Marla Cinger, „Hexagon”. Nasiono records

Recenzja pierwotnie ukazała się na stronach internetowej gazety codziennej NaszTomaszow.pl

(p)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza