sobota, 30 stycznia 2010

Czarny kwadrat, czarny Piotr czyli Wino dla Piotra Gajdy



41 Turniej Jednego Wiersza o Puchar Wina im.Jarmołowskiego, ŁDK, Łódź, 29.01.2009, godz.18 ; Spotkanie autorskie z Tadeuszem Dąbrowskim

Autor: Krzysztof Kleszcz

Łódzki Dom Kultury witał wielkim banerem zachęcającym do dwóch spotkań poetyckich. Anonse spotkania Magdy Gałkowskiej/ Jakuba Sajkowskiego i 41 TJW o Puchar Wina miały osobliwe towarzystwo: reklamę spektaklu z udziałem Skrzyneckiej i Kordka.

W zimowy piątek, po półtoragodzinnej sennej podróży busem nogi same prowadziły do znajomej, wypełnionej już sali. Przybyło naprawdę dużo widzów i uczestników. Poezja w Łodzi wyszła z niszy.

Najpierw Tadeusz Dąbrowski odpowiadał na pytania Piotra Groblińskiego. Czytał sporo frywolnych wierszy, głównie z tomu „Te deum”. Był więc m.in. wiersz „o fajce”...
Z poważniejszych w tonie, był mój ulubiony o powiększaniu zdjęcia, a także ten zaczynający się od słów „słowo jabłko nie zawiera w sobie żadnej prawdy o jabłku...”

Cały czas poeta musiał "zmagać się" z irytującym "trollingiem" Henryka Zasławskiego od lat cierpiącego na ADHD. Zapewne jednak rozumiał, że jest to element łódzkiego folkloru.
Dąbrowski przytoczył anegdotę o tym jak sam niedawno wziął udział w TJW i poniósł sromotną klęskę (wiersz obecnie otwiera "Czarny kwadrat"). Może dlatego opowiedział się za tym, że po publikacjach książkowych na swoim kącie nie powinno się brać już udziału w tego typu imprezach.
Nie zgodziło się z nim jednak wielu łódzkich twórców uznając, że walka o Puchar Wina to ich patriotyczny obowiązek ;)

W czasie tej udanej imprezy, która wg mnie stała na niezłym poziomie (mniej niż kilka lat temu było błahych rymowanek) zaprezentowało się 38 autorów.
Jury w składzie: Tadeusz Dąbrowski, Wojciech Kądziela i Tomasz Cieślak nagrodziło wiersze: Zuzanny Ogorzewskiej – II miejsce, Michała Murowanieckiego – III miejsce, Piotra Macierzyńskiego, Izy Kawczyńskiej i Krzysztofa Kleszcza – wyróżnienia.

Zwycięzcą został Piotr Gajda i mógł dumnie unieść kielich - niestety tylko symbolicznie, bowiem przyjechał na turniej samochodem. Wino powędrowało więc do publiczności.


Michał i Piotr z prezentami od Izy Kawczyńskiej
Piotr Grobliński i Tadeusz Dąbrowski
Licznie zgromadzona tego dnia publiczność


Robert Rutkowski, Wiesław Przybyła

Kamera na TJW
Krzysztof Sołtysiak



Tomasz Bąk

Andrzej Brzozowski
Krzysztof Grzelak
Piotr Gajda
Robert Rutkowski
Konrad Ciok
Rafał Gawin
Joanna Przybylska
Przemek Owczarek
Tadeusz Dąbrowski czyta werdykt
Piotr Macierzyński - wyróżnienie
Iza Kawczyńska - wyróżnienie
Krzysztof Kleszcz - wyróżnienie
Michał Murowaniecki - III miejsce
Zuzanna Ogorzewska - II miejsce
Piotr Gajda - the winner
Piotr czyta "Oparzelinę"
Pamiątkowa fotka - główny juror i zwycięzca
Przed ŁDK

czwartek, 28 stycznia 2010

Toruńskie echo



Na stronach portalu “KULTURALNYTORUN.pl” ukazał się „news” na temat Wolnego Rynku Poetyckiego. „Kolejne spotkanie z poezją w Kafeterii Struna Światła (Dwór Artusa) za nami. Znów liryczne wersy toczyły specyficzną bitwę z szumiącym jak odkurzacz automatem do kawy” – pisze Wiktoria z „Kulturalnego Torunia”, która w dalszej części swojej relacji tak podsumowuje nasze (Tomka Bąka i moje) „występki” w tym przychylnym poezji mieście: „Zwieńczeniem lirycznej części wieczoru są wystąpienia Tomasza Bąka i Piotra Gajdy, poetów uhonorowanych laurem w XXIII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim O liść konwalii im. Z. Herberta. Zderzenie dwóch pokoleń i stylistyk. Bąk uzbrojony w Full metal jacket operuje słowem-obuchem, ze swadą rzuca, że „jego (podmiotu) wolność jest zagrożeniem dla demokracji”. Piotr Gajda przekonuje za to wizyjnością obrazów, niedopowiedzeniem nakazuje słuchać głębiej. Pozostawił po sobie wołanie o paczkę owoców „rajski ogród”, nie zdradził jednak, w której szukać lodówce”.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Wina, wina, wina dajcie


Tadeusz Dąbrowski

Autor: Krzysztof Kleszcz

W piątek 29.stycznia o godz. 18.00 w Łódzkim Domu Kultury odbędzie się kolejny (41!) Turniej Jednego Wiersza " O Puchar Wina".
Do konkursu mam szczególny sentyment, bowiem ten sprzed 4 lat był dla mnie szczęśliwy. Jurorzy, wśród których był m.in. Bohdan Zadura - poeta, który niedawno odebrał Nagrodę im. Czechowicza, nagrodzili mój wiersz pt. "Pod klepsydrą". Rok później, gdy jednym z jurorów był Jacek Dehnel, zająłem drugie miejsce za "Meteoryt" (wygrał Piotr Macierzyński), a w zeszłym roku trzecie (tutaj -> relacja).

W tym roku jednym z jurorów będzie Tadeusz Dąbrowski, którego wieczór autorski odbędzie się przed turniejem. Jego książkę "Czarny kwadrat" recenzowałem na blogu (link).
Turniej Jednego Wiersza ma proste zasady: trzeba przeczytać niepublikowany i nienagradzany w innych konkursach literackich utwor poetycki oraz złożyć maszynopis u jury. Tematyka i forma utworów dowolna. Przewidziane są nagrody pieniężne, a dla zwycięzcy czeka tytułowy puchar wina.
W jury zasiądzie także łódzki poeta Wojciech Kądziela (zwycięzca turnieju w 2008 roku) oraz pracownik naukowy UŁ dr Tomasz Cieślak z Katedry Literatury XX i XXI wieku. Całość poprowadzi Piotr Grobliński.

19.01.2006r. : Puchar z rąk Bohdana Zadury


sobota, 23 stycznia 2010

Wolny rynek (suplement)


Dominik i Paulina


Marta i Arkadiusz


Maciej


Joanna i Remika


Agnieszka i Małgorzata

Autor: Piotr Gajda

Zdjęcia pozostałych uczestników VIII edycji Wolnego Rynku Poetyckiego w Toruniu (które "chulerka" nie chciały się "załadować" do wcześniejszego postu).

Wolny rynek

Autor: Piotr Gajda


Bąk zasłania nazwisko drugiego "chłopca z plakatu"


Grzegorz Giedrys i Marek Pijanowski


Karolina i Katarzyna, tegoroczne laureatki Rilkiego


Bąk czyta Gajda słucha


Gajda czyta Bąk słucha


Punkowa ekstaza i publika

VIII edycja Wolnego Rynku Poetyckiego, kafeteria "Struna światła" Dwór Artusa, 22.01.2010, Toruń.


Do Torunia dotarliśmy bez przeszkód (koreańska „strzało”, dzięki!). Drogowcy na odcinku Tomaszów Mazowiecki-Dwór Artusa spisali się, przez całą drogę towarzyszyła nam elektryczność, szadź nie wieszała się na słupach. Dlatego na toruńskiej starówce zjawiliśmy się już przed 15.00. Ku naszej radości, ktoś mądry z „miasta pierników” wymyślił przyzwoity i tani bar zlokalizowany tuż przy Starym Rynku, gdzie za około 15 złociszy można zjeść dwudaniowy, bezpieczny dla własnego zdrowia obiad, a także bez ponoszenia dodatkowych kosztów, skorzystać z WC.

Zaspokoiwszy ciało ruszyliśmy w poszukiwaniu czegoś dla ducha. Na początek „EMPIK”, w którym byłem świadkiem jak Tomek Bąk zakupił ostatnią płytę „Gunsów” za jedyne 9,99, a na półkach leżały pisma literackie (w najnowszych „Opcjach” tomik M.K.E Baczewskiego, w „Toposie” Jerzy Suchanek, w „Nowej Okolicy Poetów” tym razem tematycznie – numer poświęcony beatnikom). Potem ruszyliśmy szlakiem księgarń, ale tylko tych, w których witrynach dostrzegaliśmy ulubiony zwrot konesera czytelnictwa i związanych z tym zakupów – „tania książka”. I udało się nam rewelacyjnie – Tomek stał się szczęśliwym posiadaczem biografii Jima Morrisona autorstwa Stephena Daviesa (kilka tygodni wcześniej kupiłem ją w Łodzi, w antykwariacie na rogu Piotrkowskiej i Narutowicza – tu była jeszcze tańsza) – ja wzbogaciłem się o książkę Jaya S. Jacobsa „Dzikie lata. Muzyka i mit Toma Waitsa” oraz „Co to są sepulki? Wszystko o Lemie” autorstwa Wojciecha Orlińskiego. Nie muszę dodawać, że w/w pozycje kosztowały nas mniej więcej tyle, co obiad w toruńskim barze „Małgośka”.

W międzyczasie odebrałem telefon od Marka Pijanowskiego, dyrektora Dworu Artusa, który gorąco zapraszał nas do swojego gabinetu na kawę. Ponieważ aura była dosyć mroźna skwapliwie skorzystaliśmy z zaproszenia. Z moich obserwacji wynika, iż pewną regułą jest to, że ludzie zajmujący się organizacją imprez poetyckich, to „fajni ludzie”. I taki też jest Marek, typ dyrektora, który z „dyrektorowania” nie robi „instytucji”, ale „przysiada się” do osób, z którymi robi poetycki wieczór. Poznaliśmy też Grześka Giedrysa (dotąd znałem go jedynie z literackich.pl), którego zadaniem było poprowadzenie imprezy. „Obsuwy” nie było, punkt godzina 18.00 Marek Pijanowski i Grzegorz Giedrys otworzyli VIII edycję Wolnego Rynku Poetyckiego w Toruniu, którą tak zapowiadała „Gazeta Pomorska” w wydaniu z 21 stycznia: „Wolny Rynek Poetycki cieszy się w Toruniu coraz większym powodzeniem. W piątek imprezę zainaugurują spotkania z Tomaszem Bąkiem i Piotrem Gajdą, którzy zajęli dwa czołowe miejsca podczas XXIII OKP „O liść konwalii” im. Z. Herberta. W wieczorze autorskim uczestniczyć będzie także ośmioro innych literatów: Joanna Solarska, Agnieszka Filipiak, Arkadiusz Buczek, Katarzyna Karczmarek, Paulina Danecka, Dominika Rokosza, Małgorzata Trzpil i Marta Ćwiklińska. Wolny Rynek Poetycki zakończy koncert zespołu Grzegorza Kmity „Patyczaka” – Brudne Dzieci Sida”. Mniej więcej chyba się to zgadzało, a ponieważ toruńska impreza ma formułę otwartą; każdy z obecnych tego dnia w „Kafeterii Struna Światła” mógł przeczytać swój wiersz, stąd w składzie występujących poetów i poetek nastąpiły pewne roszady. Merytorycznie bywało różnie – zapamiętana fraza – „barszcz barw”. Część poetycką a zarazem całą imprezę „zwieńczył” koncert jednoosobowego zespołu Brudne Dzieci Sida, z rewelacyjnym składem w osobie Grzegorza Kmity, "punkrockowca”, który zbudował swój sceniczny performance na zasadzie: „trzy akordy, darcie mordy”. W sumie trzy razy „P” – Punk, Profeska, Pełen szacun! O 21.00, jeszcze w trakcie występu Patyczaka, Maras Pijanowski pokazał nam „owalny gabinet”, w którym co roku obraduje jury konkursu im. Z. Herberta i pozwolił skorzystać ze swojego „dyrektorskiego kibelka”. Wkrótce potem, wyposażeni w jego „błogosławieństwo” wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Po 1.00 w nocy wstawiłem samochód do garażu i z torbą pełną książek, kieszenią wypełnioną honorarium za występ oraz głową pełną świeżych wspomnień, szedłem po trzaskającym od mrozu śniegu w stronę świateł.






wtorek, 19 stycznia 2010

Kleszcz w Strofie debiutu



Autor: Krzysztof Kleszcz

Zapraszam na mój wieczór poetycki i Turniej Jednego Wiersza w ramach cyklu STROFA DEBIUTU - do Gaude Mater (ul. Dąbrowskiego 1) 27 stycznia (środa) do Częstochowy.

Spotkanie poprowadzi Tomasz Jamroziński.
Strofa Debiutu to cykl spotkań z poezją. Wcześniej gościli tu: Przemysław Witkowski, Piotr Kuśmirek, Maciej Robert i Robert Król.

Podczas obrad jurorów czas umilą nam tańcem Karolina Bieńkowska i Dariusz Kierat, reprezentujący Klub Tańca Zorba Mykanów. Nagrodzony wiersz zostanie opublikowany na stronach http://www.stacjaczestochowa.info/ , http://www.gaudemater.pl/i w tomiku poezji "...by widzieć za siebie...”
Wiersze nagrodzone w poprzednich edycjach można przeczytać tutaj.

sobota, 16 stycznia 2010

Po powiekach


JOANNA WAJS „Sprzedawcy kieszonkowych lusterek”, Wyd.Zielona Sowa, 2004.

Autor: Krzysztof Kleszcz

Reminiscencje. Wszędzie wszechobecny blask, który podświetla wersy Celana, jest „łuską spalonego światła”. „Niski płomień krąży w pobliżu” – życie to spalanie, rozumiesz? Słońce to rudy nożownik, ale nie bój się.

W klarownym obrazie z książki Joanny Wajs jest wszystko tylko nie strach. Łagodność, zachwyt, nadzwyczajność każdej chwili. Jesteśmy ważniejsi niż się nam wydaje: "Szary zając (...) zabrał ze sobą, co widział, cokolwiek to było (...) może będziemy przez wieczność przecinać tę łąkę?”
W urzekającym wierszu „noc nadciąga z portu” opis przemijania „handlarze starzyzną za bezcen wyprzedają wszystkie te zbędne przedmioty, które z chwili na chwilę tracą na wartości” może zasmucić, ale puenta jest już happyendem: „zaraz się zmienimy w roztopiony cukier wymieszany z solą w ciepłym, słodkawym wnętrzu jej brunatnej dłoni”.

Ta poezja nie wzięła się z konfabulacji. Jest utkana z własnych przeżyć. Mogą nimi być obserwacja kocich zabaw, śmierć szpaka, spacer. Każdy opis niesie ciekawą metaforę. Czy nie byłby to piękny obraz olejny: „stygną kadłuby odwróconych łodzi, kobiety mokrymi spódnicami gaszą stosy”? A tu w tle nie mógłby brzmieć The Cure w piosence „Love Cats” „jeśli któryś jest chory lub stary, drżą mu łapy i głowa, z prostotą nam nieznaną liżą go po powiekach”. Podoba mi się precyzja tych wierszy, można rzec, że „ktoś na chwilę zatrzymał paplaninę świata”.

W wierszu „czego chce drzewo” autorka zwierza się z przeczucia, że drzewo to siostra, której nigdy nie miała. Kilkakrotnie w książce przywołuje wspomnienie ojca, troskliwego, który nigdy nie śpi, który sprawił, że każda podróż ma jeden cel „by on mógł się przyglądać temu, jak ją odbywasz”.

Zakończenie wiersza „rękawiczka” przypomniało mi świetny film „Inni” („The Others”/1991, w reż. Alejandro Amenabara): „i nagle poczułam, że nie rzucam cienia”, a wiersz „szpak” kończy modlitwa „Niech istnieje ręka, która nocą rozchyli liście i łagodnie przywróci go do lotu”. No i jest też prawdziwe wyzwanie dla czytelnika: „Nazwij to, chcę wiedzieć, czy znasz sto słów na określenie rozszerzonej źrenicy”. Nie wiem czy znam ich aż sto, cztery na pewno: Piękna poezja, pięknej poetki.

Mój wiersz tygodnia (11)


Park Praski, Karol trzeci od lewej

Autor: Piotr Gajda

Oto jawny przykład tego, jak życie przenika, przenicowuje poezję. Ta fraza: „Wchodzimy w pociągi by wysiąść gdziekolwiek / zostać tam tydzień, uprawiać poezję”. Tak, byłem świadkiem „uprawiania” poezji przez Karola Graczyka, którego wiesz otwierający jego książkę „Osiemdziesiąt cztery” jest moim wierszem tygodnia.

Płyniemy

Nie ma nas w planach ani nekrologach
są tylko imiona nazwiska i daty
nie znamy granic przed podejściem do nich
początek i koniec nie istnieje kiedy idziemy
ale dokąd. Ale dokąd.

Wchodzimy w pociągi by wysiąść gdziekolwiek
zostać tam przez tydzień, uprawiać poezję
kiedy płaskie powierzchnie pękają jej w ustach
wracamy do domu nim będzie za późno
ale dokąd. Ale dokąd.

Chcemy patrzeć w oczy, kiedy są niepewne
płynie z nich woda, tam dokąd idziemy
w jedność nieskończoną chory wyjdź z ciała
tam gdzie jesteśmy i dokąd płyniemy.

Warszawska Praga, wczesnym latem ubiegłego roku. Rozstrzygnięcie I OKP „Prawy Brzeg”, którego jesteśmy laureatami. Praski hostel, „nocne Polaków rozmowy”, tylko Karol i ja tuż po północy kładziemy się spać. Karol jedzie z Warszawy do Gdańska w ważnych sprawach sercowych, ja nie jestem w nastroju, choć i tak nie śpię całą noc, rozmyślam. Razem idziemy tuż po czwartej nad ranem na Dworzec Wschodni na Pradze Północnej. Jest taka mgła, że zaczynamy wątpić, czy kiedykolwiek znajdziemy dworcowy budynek. Rozmawiamy, jakbyśmy znali się od dawna, od ubiegłego popołudnia cały czas „uprawiając poezję”. Obaj różni i ze zgoła innych pokoleń, podróżujący do odmiennych miejsc, ale jakże przecież wspólnych…

* Karol Graczyk – rocznik 1984. Laureat m.in. OKP im. W. Pietrzaka, Legionowskiego Konkursu Literackiego, konkursu „O Wawrzyn Sądecczyzny, Konkursu Literackiego „O Laur Posła Prawdy, Jaworskiej Biesiady Poetyckiej oraz konkursu „Złoty Syfon 2008”. Od stycznia 2006 roku jest redaktorem stworzonego przez siebie internetowego miesięcznika – Polskie Kulturalne Podziemie. Wiersze publikował we „Frazie”, „Obrzeżach”, „Tyglu Kultury”. W 2007 roku zadebiutował książką poetycką „Oko i oko”.

czwartek, 14 stycznia 2010

Plaster odklejony z ust



Kilka dni informowałem na blogu o powstaniu w Łodzi nowego portalu poświęconego łódzkiej kulturze i wydarzeniom sportowym. I oto w dniu dzisiejszym sam się znalazłem na jego gościnnych witrynach.

Serdecznie zapraszam do lektury kilku moich wierszy i „mini-wywiadu”, którego udzieliłem Marcinowi Bałczewskiemu.

Całość pod linkiem: http://www.tinyurl.pl/?gitMWFf0

Nominacje w Białymstoku


Znane są już nominacje do 19. edycji Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego za najlepszą książkę 2009 roku. Wśród wyróżnionych znaleźli się: Grzegorz Kasdepke za „Kiedy byłem mały, kiedy byłam mała”, Jan Leończuk za „Ku wieczorowi”, Elżbieta Michalska za „Wsio”, Teresa Radziewicz za książkę „Lewa Strona” oraz Krzysztof Rau za „Autolustrację”.

Kapituła konkursowa w składzie: Jolanta Sztachelska, Dariusz Kiełczewski i Elżbieta Kozłowska – Świątkowska wyboru dokonali z 14 zgłoszonych tytułów. W lutym kapituła w pełnym składzie zbierze się ponownie, by wytypować laureatów do nagrody. Następnie opinia ta trafi do prezydenta miasta, Tadeusza Truskolaskiego. Nagroda Literacka za najlepszą książkę roku przyznawana jest twórcom, którzy są związani ze środowiskiem literackim Białegostoku lub też się tu urodzili czy zamieszkują albo których twórczość wykazuje związki z miastem i regionem oraz twórcom, których książki wydano w Białymstoku. Nagroda przyznawana jest autorom najlepszych książek, spośród wszystkich gatunków literackich. Z udziału wyłączone są antologie i opracowania. Laureatem Nagrody Literackiej za 2008 rok był Ignacy Karpowicz za powieść „Gesty”.


żródło: http://akadera.bialystok.pl/index.php/main/news/3630





wtorek, 12 stycznia 2010

Odśnieżanie





LESERS BEND "LESERS BEND", 2008, BIURO LITERACKIE


Autor: Krzysztof Kleszcz

Żeby docenić należycie płytę grupy Łukasza Jarosza (autora książek poetyckich "Soma" i "Biały tydzień") musiała przyjść zima. I to właśnie taka, jak tegoroczna, drwiąca z efektu cieplarnianego. Złogi ubitego lodu przy drogach, śnieżny jęzor wślizgujący się do domu, gdy nad ranem otworzy się drzwi, szorstka skóra rąk, czapy śniegu na dachach przystanków – to wszystko musiało być, by poczuć silniej propozycję zespołu z Olkusza.

Minimalizm tego wydawnictwa (numery zamiast tytułów, brak tekstów) powodował jakiś opór, płyta wchodziła mi do głowy powoli. Wreszcie w grudniu złapałem przynętę.

Lubię rozpocząć słuchanie od "03"... To utwór o człowieku wdeptywanym w ziemię jak nasiona. Daję się ponieść wyobraźni i wiatr hula mi w każdym powracającym pytaniu gdzie pobiegniemy?... Jest w tym klimat The Doors (szamańskie Manzarkowe klawisze z „The End”). W tekście i muzyce przygnębienie jałową okolicą przeradza się w pewność, że można się odnaleźć i spełnić gdzieś na prowincji.
(przyjrzyj się uważnie/ oto dom/ pokoje będą coraz większe/ patrz oto rozjaśnione życie/ które będzie coraz lepsze //jesteśmy tutaj bezpieczni/ odjeżdżamy w tło/ patrz: / przez szpary w białej ścianie/ prześlizguje się światło)
"02" może zaczyna się ostrą jazdą perkusji i gitar, co może spłoszyć swoją gwałtownością, ale pięknie rozwija... płynie mantrowe ostrożnie.

Przy dzisiejszym odśnieżaniu brzmiała mi w głowie muzyka Lesersów, a potem na pierwszej stronie "Wyborczej" wyczytałem „najgorzej było w okolicach Częstochowy. Najbardziej ucierpiały tam druty – sieć energetyczna i trakcyjna. Zamarzający deszcz zmienił je w lodowe rury. Czego nie dokonał on, załatwiły drzewa – oblodzone gałęzie pękały pod własnym ciężarem i spadały na kable.”

"04" to rzecz o zagubieniu (wracasz do siebie w jasne dni / miasto tylko ci się śni/ ciemność znowu w twoich snach/ w twoich oczach drobny piach), gitarę uzupełniają bajkowe skrzypce, a utwór kończą głosy dzieci z podwórka). Dwie melorecytacje (05, 10) poety Wojciecha Bonowicza to prawdziwe majstersztyki. W najdłuższym dziesięciominutowym "05" niedbała realizacja (trzeba się nieźle wsłuchiwać, by wyłapać treść, ukrytą pod ścianą gitar) to tylko pozór, bo wzmacnia intrygujący efekt. Gitary i klawisze malują przesypujące się wydmy, i jest tu sporo z geniuszu kompozycji „November Hotel” zespołu Mad Season. Zaś "10", niespełna trzy minutowy, pełni formę mocnej puenty albumu.

"06" śpiewa nieśmiałym głosem Marta Jarosz, a uroku dodają jeszcze cymbałki (coś jak w „No Surprises” Radiohead)... W "08" instrumentalny utwór „gryzie się” z przypadkowymi nagraniami z dyktafonu i powstaje z tego smutna pocztówka dźwiękowa ludzkiej małości. Za to w "09" jest wielka przestrzeń, a głos wypowiadający sylaby nawołuje jakieś dobre duchy do siebie.

Idę na mróz, biorę się za łopatę, przywołuję ducha tej płyty. Jest szczęście w przewalaniu zmarzniętej grudy.

Wolny Rynek Poetycki w Toruniu



Autor: Piotr Gajda

22 stycznia o godzinie 18.00 w toruńskim Centrum Kultury „Dwór Artusa” (Kafeteria „Struna Światła”) odbędzie się spotkanie autorskie poetów, laureatów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „O liść konwalii” im. Z. Herberta. Impreza będzie miała miejsce w ramach Wolnego Rynku Poetyckiego, o którym tak mówi jego pomysłodawca, Cezary Dobies: „Bycie poetą oznacza nieustanne poszukiwanie siebie. Tę drogę można podzielić na dwa etapy: w pierwszym - dziecko jest poetą; w drugim – poeta poszukuje w sobie dziecka. Na początku dzieci wstydzą się swych wierszy, pokazują je z nieśmiałością. Później twórca jest dojrzały i odważniejszy, ma za sobą publikacje i wydanie książki, ale nadal powraca do tej dziecięcej szczerości, która nakazywała mu z pasją stawiać pierwsze wątłe wersy. Jest w tym mieście siła, która już nie raczkuje i nie wstydzi się swoich kolejnych kroków. I to właśnie ona będzie główną bohaterką Wolnego Rynku Poetyckiego. Chcemy dać poezję miastu, bo wierzymy, że miasto bez poezji jest martwe, jak odnowiona kamienica bez mieszkańców…

To już VIII edycja Wolnego Rynku Poetyckiego, podczas którego swój wieczór autorski będą mieć poeci:

Tomasz Bąk (I nagroda) i Piotr Gajda (II nagroda).

Spotkanie poprowadzi Grzegorz Giedrys.

Tomasz Bąk - młody poeta z Tomaszowa Mazowieckiego, ale już z sukcesami (laureat konkursów Pan Cogito po latach, TJW O Puchar Wina oraz XXIII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Zbigniewa Herberta). Także gitarzysta "poszukujący", dzisiaj w formacji pod nową nazwą Sleeping Dogs Lie (wcześniej Les Couers).

Piotr Gajda - poeta, publikował w m.in. w Tyglu Kultury, Opcjach, Arteriach. Laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich m.in. im. J. Bierezina, W. Bąka i W. Sułkowskiego oraz turniejów jednego wiersza. Zdobywca II miejsca w XXIII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim O liść konwalii im. Zbigniewa Herberta. Jego debiut książkowy to Hostel.

VIII edycję Wolnego Rynku Poetyckiego zwieńczy występ jednoosobowego zespołu Brudne Dzieci Sida, założonego przez Grzegorza Kmitę "Patyczaka". Jedne z pierwszych występów Patyczaka miały miejsce podczas Przystanku Woodstock. Brudne Dzieci Sida występowały również podczas innych letnich festiwali muzycznych (m.in. w Krotoszynie).

Teksty Brudnych Dzieci Sida opowiadają o prawdziwym świecie, i zwykłych (czasami bardzo zwykłych) ludziach.. W bardzo prosty i brutalny sposób pokazują świat oraz historię wybranych osób, które jak przyznał Patyczak w pewnym wywiadzie są autentyczne.


poniedziałek, 11 stycznia 2010

Tomasz i mewy



Autor: Piotr Gajda

Dzięki staraniom Stowarzyszenia Literacko Muzycznego „Ballada” i Piotra Bakala, prezesa tego Stowarzyszenia i zarazem dyrektora OPPA, ukazało się wydawnictwo książkowo-płytowe poświęcone zmarłemu 25 lat temu mieszkańcowi Tomaszowa Mazowieckiego Tomaszowi Opoce pt: „Pamiętam tamte mewy…”. W 25 rocznicę jego śmierci Stowarzyszenie Literacko Muzyczne "Ballada" zrealizowało projekt upamiętniający życie i twórczość tego przedwcześnie zmarłego, niezwykłego człowieka, przyjaciela, kolegi, wrażliwego intelektualisty, niezwykle uzdolnionego poety, kompozytora i pieśniarza. Chodziło nie tylko o to, by jego twórczość ocalić od zapomnienia, ale również zaproponować publiczności jej współczesne odczytanie.

Publikacja ma formę książki formatu A5, 96 stron, w twardej oprawie, z dołączoną płytą CD, na której znajdują się archiwalne nagrania Tomka i współczesne interpretacje jego piosenek, a w książce artykuły i wspomnienia o nim, wiersze i teksty piosenek z akordami gitarowymi oraz informacje na temat artystów, którzy wzięli udział w projekcie.

Od kilku lat nosiłem się z pomysłem upamiętnienia Tomka i jego twórczości specjalnym wydawnictwem, w którym znalazłyby się teksty piosenek i wiersze, a także archiwalne nagrania. Projekt nabrał rumieńców na początku tego roku, gdy włączyli się do niego zagraniczni przyjaciele Tomka – Johan Meijer i Clas Röhl. Następnie dzięki pomocy Adama „Yagi” Jarzyny projekt rozszerzył się o współczesne nagrania utworów Tomka zrealizowane specjalnie w tym celu przez wybitnych przedstawicieli polskiej piosenki żeglarskiej, jak: Waldemar Mieczkowski, Andrzej Korycki, EKT Gdynia, Banana Boat. Powstały też nowe piosenki do wierszy Tomka, skomponowane przez Waldemara Lewandowskiego w wykonaniu Romana Roczenia oraz Krzysztofa Jurkiewicza i Mariusza Kampera. w wykonaniu zespołu Słodki Całus od Buby. Swoją interpretację piosenki "Rozdroże", za którą Tomek otrzymał Główną Nagrodę OPPA 1983 podjął się opracować sopocki bard, Tomasz Olszewski. Oryginalną wersję najbardziej znanej piosenki Tomka - "Mewy" - nagrał jego holenderski przyjaciel, Johan Meijer. Ostatni, nigdzie nie wykonywany publicznie utwór Tomka - "Wilki" oraz piosenkę Wolfa Biermanna "Nie pozwól" zarejestrował z przyjacielską pomocą Jurka Filara i Piotra "Fajera" Iwańczuka piszący te słowa” – tyle o „Pamiętam tamte mewy…” mówi Piotr Bakal.

SLM „:Ballada”, to również producent koncertu będącego uroczystą premierą publikacji, który odbył się 27 listopada 2009 roku w Studiu Koncertowym polskiego Radia im. W. Lutosławskiego w ramach OPPA 2009 – 27. Międzynarodowego Festiwalu Bardów. Koncert otworzył puszczony z płyty utwór „Mewy” w wykonaniu samego autora. Pierwszy na scenę wyszedł Roman Roczeń, a po nim gość z zagranicy – Johan Meijer, holenderski pieśniarz i wieloletni współpracownik Tomka Opoki. To on zainspirował poetę do napisania polskich słów do piosenki „Meeuw” („Mewa”), która dziś rozbrzmiewa tak na scenach tawern żeglarskich, jak i na mazurskich bindugach. Wersję oryginalną można było usłyszeć podczas wieczoru. Poszczególne występy były przeplatane poezją Tomasza Opoki, recytowaną przez aktora Roberta Jarocińskiego.

Tomasz Opoka był poetą, pieśniarzem, publicystą. Debiutował na Festiwalu Piosenki Żeglarskiej w 1983 roku zdobywając Nagrodę Publiczności. Następnie brał udział w Ogólnopolskim Studenckim Przeglądzie Piosenki Turystycznej „YAPIE ‘83” zdobywając tam Grand Prix. Kolejne sukcesy to II nagroda na Ogólnopolskiej Turystycznej Giełdzie Piosenki Studenckiej – Szklarska Poręba ’83 oraz Nagroda Minstra Kultury i Sztuki na Spotkaniach Twórców i Wykonawców Piosenki Amatorskiej – Myślibórz ’83 i I Nagroda oraz nagroda prywatna Przemysława Gintrowskiego na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej – OPPA ’83 w Warszawie. Występował wielokrotnie w klubach studenckich całego kraju, zdobywając uznanie i olbrzymią sympatię publiczności. Pomimo kalectwa (Opoka był niewidomy od 6 roku życia) ukończył studia i rozpoczął pisanie pracy doktorskiej z ekonomii. W 1983 roku został zaatakowany przez chorobę nowotworową. 15 lutego 1984 r. dał ostatni recital w warszawskim klubie „Hybrydy”, natomiast ostatnim jego spotkaniem z publicznością był udział w eliminacjach do Studenckiego Festiwalu Piosenki, które odbywały się w Warszawie w Riwierze w maju 1984 r. Niestety, mimo że został zakwalifikowany, ze względu na stan zdrowia nie mógł już uczestniczyć w Festiwalu. Zmarł 4 września 1984 r. w swoim domu w Tomaszowie Mazowieckim. Pogrzeb odbył się 6 września zgodnie z jego życzeniem w miejscowości Inowłódz (koło Spały).

W rodzinnym mieście Tomka Opoki promocja książki poświęconej jego pamięci odbędzie się w Kawiarni Muzycznej Miejskiego Ośrodka Kultury w dniu 20.01. 2010 r. o godzinie 17.00. Współwydawcą wydawnictwa jest Miejska Biblioteka Publiczna w Tomaszowie Mazowieckim.

Tomasz Opoka – „Mewy” – link na „Wrzucie”:

http://w760.wrzuta.pl/audio/3zBWo6yDUoH/tomasz_opoka_-_mewy





niedziela, 10 stycznia 2010

Pal i Lie dla WOŚP


Sleeping Dogs Lie
10.01.2010r.; Tomaszów Maz. - Finał WOŚP; Koncert: Sztywny Pal Azji, Sleeping Dogs Lie.

Autor: Krzysztof Kleszcz

W tomaszowskiej „Samochodówce” odbył się kolejny finał Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zbierano pieniądze do puszek, wśród wielu atrakcji - aukcje, występy taneczne, pokazy mody -można było nabyć obrazy i książki (wśród nich m.in. moje "Ę" i "Hostel" Piotra).
Dla mnie główną atrakcją była muzyka rockowa...

Zespół Sztywny Pal Azji należał kiedyś do moich ulubionych. Kasetę „Europa i Azja” z przebojami „Moja kultura”, „Spotkanie z...”, „Nieprzemakalni”, „Wieża radości, wieża samotności”, „Kurort”, „Póki młodość w nas” - znam na pamięć. Wszystkie te utwory były – miło było je sobie przypomnieć.

Na występ tomaszowskiego Sleeping Dogs Lie, w którym na gitarze gra Tomasz Bąk, musiałem długo czekać. Istotne, że się nie zawiodłem, usłyszałem dobry rockowy band. „In Bloom” - cover Nirvany zabrzmiał na tyle zawodowo, że Tomaszów zwizualizował mi się jako amerykańskie Aberdeen. Uwagę przykuwa wokalistka Ania Lenarcik, która ma świetny mocny głos. W zespole grają jeszcze Krzysztof Mirowski na basie i Paweł Kwaśkiewicz na perkusji. Zarówno własne kompozycje jak i jeszcze jeden utwór zespołu z Seattle, tym razem pearljamowy „Porch” – zostały zagrane z energią, która każe wierzyć w ten zespół.


---------------------------------------------
Sztywny Pal Azji (na pierwszym planie: lider - Jarosław Kisiński - gitara; na wokalu - Bartosz Szymoniak).

Maszyna do miłości



Autor: Krzysztof Kleszcz

IGGY POP, "PRELIMINAIRES", 2009.

Czy to ten sam Iggy? Szaleniec miotający się po scenie, wyśpiewujący perwersyjny tekst „Now, I Wanna Be Your Dog”, szczekający? Ten sam. 62-latek wciąż nie zakłada na koncertach koszuli. Ale półnagi śpiewa dziś z towarzyszeniem fortepianu i klarnetu...

Dzięki tej płycie Pop awansował u mnie do najwyższej ligi. Przyznam, że jego dyskografię znam pobieżnie - oprócz przebojów wspomnianego wcześniej „I Wanna Be Your Dog”, „Candy”, „Passenger” dobrze osłuchałem właściwie tylko „American Ceasar” i „Avenue B” .
Po „Preliminaires” spodziewałem się wszystkiego, ale nie peanu o miłości. Pop wykorzystał metaforę „psa” i melorecytuje prozę Houellebecqa . I ta jego smutna „niepiosenka” ("A Machine for Loving") - opowieść o umierającym psie jest zachwycająca.

„Czym jest pies, jeśli nie maszyną do miłości? Człowiek wprowadzając psa do swojego życia, daje mu misję miłości. I jaki by nie był brzydki, przewrotny, zdeformowany czy głupi, to pies go kocha. Pies kocha.”

Pop nie tylko odłożył drapieżne gitary, ale zaczął brzmieć momentami jak Waits („Kings of the Dog” - jazzowe szaleństwo prosto z Nowego Orleanu) czy Cave („I Wanna Go to the Beach” – kojarzące się z „Boatman’s Call”). Z zaskakujących przeobrażeń jest jeszcze Kraftwerk w „Party Time” (początek to prawie „We Are The Robot”)... Jest też piosenka w języku francuskim, prawdziwa randka nad Sekwaną – "Les Feuilles Mortes" standard wykonywany m.in. przez Edith Piaf.

I’m Punkrocker, yes I am” – śpiewał niedawno w piosence zespołu Teddybears, teraz w „King of the Dogs” śpiewa „I’m a Dancer”, ale na szczęście to nie akces do występu w „Tańcu z gwiazdami”.

Z przyjemnością poddałem się hipnotycznemu rytmowi w utworach „Je Sais Que Tu Sais”, “He’s Dead/She’s Alive” i “She’s A Business” – choć ten sam temat podany jest trzykrotnie, nie nuży. W piosenkach jest sporo nostalgii „Spanish Coast” (z frazą „Umieraj, umieraj jak klown bez widowni”) albo cynizmu „The Party” (kpina z balangowania).

Rozbawił mnie teledysk do King of the Dogs”. Iggy przynosi ci kość. Czy będzie ci przeszkadzać „kawałek mięsa między zębami”? W każdym razie on chętnie będzie aportować.



czwartek, 7 stycznia 2010

Plaster



Autor: Piotr Gajda

www.plasterlodzki.pl

4 stycznia to data oficjalnej premiery nowego serwisu internetowego o kulturze Łodzi o dźwięcznej nazwie „Plaster Łódzki”. W założeniu jego twórców będzie do portal dla każdego, komu nieobca jest rola kultury w życiu tego miasta. Tak o tym piszą jego moderatorzy:

"Plaster" to miejsce dla osób szukających informacji i relacji z wydarzeń kulturalnych i sportowych. To portal umożliwiający prezentację własnego dorobku ( w działach Wirtualna galeria, Strefa twórczości oraz Łódzka scena muzyczna), przybliżający sylwetki artystów i sportowców z naszego miasta. To serwis, który dzięki konkursom i organizowanym imprezom przybliży wszystkim chętnym możliwość udziału w wydarzeniach kulturalnych. Wkrótce rozpoczniemy cykl chatów z ciekawymi twócami związanymi z Łodzią.

Nie jesteśmy jedynie wirtualni. Dzięki współpracy z Centrum Sztuki UŁ "Kinem Cytryna" oraz Fundacją Plaster będziemy organizować najróżniejsze wernisaże, festiwale, imprezy muzyczne, a także lubiane przez wszystkich plenery fotograficzne. Już teraz zapraszamy na ostatni weekend stycznia do Cytryny. Wtedy też odbędzie się oficjalna prezentacja serwisu oraz wernisaż wystawy fotografów związanych z Łodzią. Tego dnia przedstawimy także nasze pomysły na kolejne, większe i mniejsze imprezy.

Pomysłodawcy portalu deklarują, iż nie zabraknie im zapału i energii, tym bardziej, że stanowią grupę przyjaciół, która już miała możliwość współpracować razem przy innym projekcie. Deklarują także swoją miłość do Łodzi, chcą pokazywać jej lepsze strony, a przy tym pragną, aby ich portal był „skrzynka kontaktową” ludzi żywo zainteresowanych kulturą, pisaniem o kulturze, jak również jej współtworzeniem.

W portalowym dziale „Literatura” znajdują się zakładki „wydarzenia”, „zapowiedzi literackie”, „prezentacje autorów” i „strefa twórczości”. W pierwszej odsłonie serwisu znalazła się m.in. relacja video z rozstrzygnięcia konkursu im. J. Bierezina, zapowiedź literackich imprez, które odbędą się w Łodzi w nadchodzącym miesiącu oraz prezentacja sylwetki i twórczości Krzysztofa Kleszcza.

Czyżby „Reymontowi” wyrosła konkurencja?

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Biała Fabryka ma już rok!



Autor: Piotr Gajda

Dokładnie rok temu wpadliśmy na wspólny pomysł na powołanie do życia „Białej Fabryki”. W zamyśle miało to być forum, na którym moglibyśmy prezentować nasze wiersze i sylwetki, nie ukrywajmy tego – także w celach autopromocyjnych. Krzysztof był pomysłodawcą takiej formy naszej aktywności, ja w tym czasie byłem już bardzo zniechęcony do umieszczania swoich wierszy na portalach poetyckich i udzielania się na tamtejszych forach (zresztą moja aktywność ograniczała się do nieczęstych komentarzy pod cudzymi wierszami). Nazwę wymyśliliśmy pamiętając, ze tak miało nazywać się wydawnictwo, które mieliśmy w planach założyć, żeby wydawać w nim swoje książki (po drodze ostatecznie wydając się zupełnie gdzieś indziej, bez konieczności zakładania własnej działalności gospodarczej).

Początki mieliśmy ciężkie, zaraz po pierwszych postach zostaliśmy „krytycznie obrzygani” przez narodowego wieszcza poetyckiej awangardy, który nawoływał nas na forum „nieszuflady” do oddalenia się w dowolnym kierunku w sąsiedztwie kupy wylewającej się z WC wagonu kolejowego Polskich Kolei Państwowych, reklamując przy tej okazji własnego bloga o nazwie kojarzącej się jednoznacznie z jajecznicą (i treści o podobnej konsystencji). Nie posłuchaliśmy.

Dzisiaj mamy na koncie ponad 300 postów, prawie 200 komentarzy od osób, które chciały się podzielić z nami swoją opinią na ich temat oraz 34.815 wejść (odliczając z tego 25% własnych, he,he) oraz 26 stałych obserwatorów naszych wysiłków. Nie podaję tych danych w kategorii jakiegoś wielkiego sukcesu. Jedynym sukcesem, którym pragnę pomierzyć ten rok istnienia „Białej Fabryki” jest to, że nadal nam się chce, że pomimo trosk życia codziennego i własnego lenistwa, co jakiś czas chwytamy za klawiaturę, logujemy się i umieszczamy następny mniej lub bardziej udany post (czasem wykradając cenne minuty własnemu pracodawcy lub rodzinie, a często własnym wierszom, które przez ten czas mogłyby powstać). Innym jest to, że przez ten rok nie pokłóciliśmy się śmiertelnie, natomiast zgodnie, acz indywidualnie umieszczamy nasze „wklejki” (uwierzcie lub nie, ale nie ingerując w to, co każdy z nas chce na blogu umieścić). Oczywiście, zwracamy sobie uwagę, jeśli do właśnie zamieszczonego postu wkradnie się gramatyczna niezgrabność (w naszym slangu to „zdanie słoń”), albo nieścisłość. Ale to wszystko, w co sobie nawzajem zaglądamy (he,he) i jakoś to dotąd bezkrwawo funkcjonuje.

Porażki? Chyba tylko to, że nie udało nam się zastąpić Gilla Gillinga, ale jego nic nie zastąpi…

Są miłe momenty tego zajęcia, jak wtedy, kiedy spotyka się na swojej drodze ludzi, którzy mówią, że zaglądają na bloga regularnie, na przykład w czasie porannej kawy, albo wygłaszają miłą dla ucha kwestię: ”znam Pana z Białej Fabryki”.

W międzyczasie zapomnieliśmy chyba o wspomnianej autopromocji (chociaż, gdzieś podskórnie ona jednak pulsuje) i chcemy promować „tylko” lub „aż” poezję w naszej własnej niszy. Bez zbytnich pretensji do świata i bez egzaltacji. A jeśli Wy, nasi czytelnicy, zechcecie do nas nadal zaglądać, zawsze będziecie tu mile widziani!

niedziela, 3 stycznia 2010

Mój wiersz tygodnia (10)



Teresa Radziewicz i ja podczas Zlotu Generalnego PP - Brzeg 2008

Autor: Piotr Gajda

Tym razem nietypowo, bo wiersz odnaleziony nie na papierze a w „liternecie”. I wypada bić się w piersi, gdy podarowany przez jego autorkę tomik pt. „Lewa strona”, nadal spoczywa w którymś z pudeł z książkami uszykowanymi na czas przeprowadzki, wciąż nie rozpakowanymi. Ale nadrobię (i remont w domu i dogłębną lekturę), a tymczasem w mijającym tygodniu natrafiłem na „Czerwień i czerwień”, tekst, który od razu mnie zachwycił. Przeczytany na portalu poetyckim „Poezja polska”, staje akurat w konkursowe szranki na wiersz miesiąca, dla mnie pozostając już dzisiaj wierszem tygodnia.

Teresa Radziewicz

Czerwień i czerwień

Na Placu Czerwonym poeta krzyczy: to Bóg każe
pisać. Rozrzuca ręce zahaczając o Kreml. Nieobce
jest mu to, co puste i niedokładne. Wszystko

staje się niepełnością, nawet liczba trzy, tym bardziej
pi, ideał niedoskonałości. Jest luty, otwieram okno;

w mieszkaniach poetów kwitną na ścianach czarne płaty
grzybni. To właśnie jest przyjaźń i tak się objawia. Nie ma
już czerwonych dachów. Ona i on trzymają się za ręce,

ulicą maszerują czerwonoarmiści po zdjęciu mundurów
i szwów. Maja teraz kobiety i piszą wiersze, po których
się milczy. Okudżawa śpiewa: wybaczcie piechocie

i wszyscy wierzą, że słońce urośnie. Ona pociągnie usta
pomadką w odcieniu krwistego stanika i szepnie, że ten kolor
do niczego więcej nie pasuje. Czerwień i czerwień dają

czerwień. Wstyd i purpura. Odwaga i czerń. Kroki coraz głośniejsze,
idą; to wiara, że słowa posiadły ideał nieskończoności. Poeta

wszystko spisuje. Nigdy nie kładzie się przed północą,
lubi oglądać ciemne dachy Moskwy.

*
Teresa Radziewicz pod koniec ubiegłego roku debiutowała „Lewą stroną”, książką wydaną przez Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego w Łodzi.

sobota, 2 stycznia 2010

Happy New Year?


Autor: Piotr Gajda

Dwa kolejne, „hostelowe…”

Sezon grzewczy

W szafie kwitną twoje sukienki. Co gnije
w piwnicy? Jaką metodą kroi nas cisza?
Na kawałki? W plastry? W stereo wysiadł
kanał. Koniec z szumnymi wizytami umarłych.
Pytasz i pytasz każdego, czy mógłby
potrzymać cię za rękę jak chiromanta.
Próżnia nie pozwala nam usłyszeć przepowiedni,
cienie depczą kwiaty na wzorze tapety.
Słychać – sąsiedzi grzechoczą kośćmi,
fundamenty domu ogarnia kaszel. Z naszych
ciał ulatnia się ciepło. Kto za nie zapłaci?

Dzień świstaka

Marzec, czyli nigdy. Pory roku
na wstecznym biegu. Karp
zaplącze się w zęby widelca,
kartka z wybrzeża zaleje stały ląd.
Na wewnętrznej stronie mapy
kardiogram rozrysuje depresję.
A jednak trzydziestego dnia lutego
rozpocznę nowe życie.
Wyruszę z ponurego ech
w stronę bajecznego ach.

piątek, 1 stycznia 2010

Wyjście w ciemno



Autor: Piotr Gajda

W styczniu 2010 roku nakładem Stowarzyszenia Literackiego im. K.K. Baczyńskiego ukaże się nowa książka poetycka łódzkiego poety, Roberta Rutkowskiego. „Wyjście w ciemno” jest jego trzecim tomikiem po „Niezobowiązującym spacerze po cmentarzu” i „Łowieniu spod lodu” i zawiera dwadzieścia siedem wierszy. Redaktorem wydawnictwa jest Tomasz Cieślak. W tomie znalazło się kilka tekstów znanych już wcześniej z „Łowienia…”, w zmienionej, ostatecznej formie nadanej im przez autora.

Poniżej prezentuję dwa wiersze z „Wyjścia w ciemno”: („Ciemna materia” ukazała się pierwotnie w „Toposie” nr 1-2/2009, a „D.O.M” w „Czasie Kultury”, w nr 3/2008).

D.O.M.

poproszę raz boga
na wynos

najczęściej
podają go w papierowych torebkach
obłożonego chusteczkami higienicznymi
żeby nie poplamił
niedzielnego ubrania

odbija się długo
szerokim echem

w przestronnym domu pana

jest dobry
nawet jeśli czasem
zbyt surowy

rajska mieszanka
piekielnie ostrych przypraw

kosztuje słono

w trójcy jedyny
lecz w zestawie
taniej

CIEMNA MATERIA

gaśniemy w oczach

ciemna materia
odbiera nam jasność
widzenia

przekazywana
z rąk do rąk z ust
do ust

gęstnieje

płynie korytami ulic
wsiąka w ściany domów

ociemniali

rozmawiamy niejasno
o bladych pojęciach

ciemna energia
oddala nas od siebie

z każdym dniem
nasze głosy stają się
cichsze

nie wiem
czy jeszcze mnie słyszysz
wiem jednak że muszę
mówić

to jedno jest
jasne


* Robert Rutkowski – ur. w 1978 roku. Wydał dwa zbiory wierszy: „Nieobowiązujący spacer po cmentarzu” (Łódź 2002) oraz „Łowienie spod lodu” (Rzeszów 2008). Publikował m.in. w „Akcencie”, „Czasie Kultury”, „Frazie” i „Toposie”. Laureat kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich. Jego wiersze tłumaczono na serbski i angielski. Mieszka w Łodzi.

Zarzucanie wędki



Autor: Piotr Gajda

Niewielki procent wędkarzy nie zasypia na zimę. Ale ci, którzy choć raz spróbują wędkowania pod lodem – na ogół do lodu tęsknią. Wiele ryb znakomicie bierze spod lodu, takich i tylu okoni, co zimą nie daje się na ogół upolować w cieplejszych miejscach”. Tyle o wędkarstwie w zimę opowiada jeden z internetowych portali dla wędkarzy. „Łowienie spod lodu” Roberta Rutkowskiego, to książka miejscami zwarta jak lód po dużych mrozach, lód potrafiący utrzymać ciężar dorosłego człowieka ściskającego w zmarzniętych dłoniach wędkę-podlodówkę. W innych miejscach (wierszach) to lód nadwątlony rozpalanymi na nim ogniskami (zupełnie jak w „Dekalogu” Kieślowskiego), lód dość eklektyczny, nieprzewidywalny a miejscami kra. To utwory składające się na obraz „łowiska”, przy czym w jego opis autor wplata subtelną ironię, którą można zdefiniować następującym pytaniem: a co jeśli lód się pode mną załamie, co wtedy?

Poeta pyta wierząc w wartość tradycji, w świat podległy niezłomnym zasadom, a także w trwałość kultury (w jej kontynuację) i pisze o tym m.in. w wierszu „Krzesło”: „wierzę w Krzesło w którym zawsze znajduję oparcie jego stałość jest pewna a prostota wolna od niedomówień nie pozostawia miejsca na demagogię (…) jestem święcie przekonany że każdego czeka Krzesło Ostateczne na którym wszystko będzie mu policzone”. Rutkowski woli łowić ryby (wyławiać nie tylko je same) i odrzuca pozy, ale też i język proponowany przez poetów współczesnych poszukując tego, co jest nieoczywiste, ukryte pod lodem, co trzeba wydobyć na światło, ale bez rozgłosu i wbrew powszechnym opiniom, że zima to koniec sezonu łowieckiego: „ nie wierzę poezji która zostawia po sobie jedynie popiół i puste butelki po wódce nie wierzę upozowanym Rimbaudom z ostrym makijażem nieprzespanych nocy nie wierzę tym którzy chodząc po kruchej tafli lodu mówią że chodzą po wodzie poezja to łowienie spod lodu”. A w drodze na „łowisko” towarzyszą mu Herbert i Różewicz…

Najpełniejszy wyraz filozofii poetyckiej Roberta Rutkowskiego odnajduję w wierszu „Kaliban”, który jawi mi się jako czynnik zasadniczy jego książki – temperatura, poniżej której woda zamarza – sam środek lodowiska: „najtrudniej nie widzieć drzewa ale drzewo rozumieć kaliban spotyka swoją myśl już wypowiedzianą dawniej była szczekaniem psa dźwiękiem łamanych gałęzi teraz kiedy umie nazwać wszystko czego potrafi dotknąć czuje się nieswojo uboższy o każde wypowiadane słowo”. Owszem, stąpając po lodzie można wpaść pod wodę, lecz można też rozbić siekierą lód, wykuć w nim przerębel, zarzucić wędkę i złowić rybę, a przynajmniej mieć taką nadzieję trzymając w pogotowiu podbierak.

I chociaż ja akurat ryby kupuję w sklepie, nigdy nie posiadałem karty wędkarskiej, i nic nie wiem o zanęcaniu, łapię się na haczyk zarzucony przez Rutkowskiego (choć on sam pewnie wolałby złapać jakąś grubą rybę), ponieważ tkwię w przekonaniu, że poeta ma zawsze rację, kiedy pisze: „w końcu wszyscy jesteśmy niewolnikami między bogiem a prawdą”.

Robert Rutkowski, „Łowienie spod lodu”. Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza”. Rzeszów 2008.

Le Rutki i najmniej słów



W wydawnictwie Kwadratura ukazała się kolejna książka. Jest nią zbiór "Le Rutki" Grzegorza Strumyka. Interesująco pisze o niej Henryk Bereza:

"Wiersze zbioru „Le Rutki” mógłby ktoś nazwać wierszami o córeczce autora Lenie i dla niej. Jeśli miałaby to być prawda o tych wierszach, byłaby to prawda kaleka. Wiersze dla dzieci oznaczają zwyczajowo wiersze adresowane, czyli artystycznie z premedytacją udziecinnione.
Czegoś takiego w utworach Grzegorz Strumyka nie dostrzegam, i nie dlatego, że niczego się w nich nie udziecinnia. Przez udziecinnienie „Le Rutki” przestałyby być prawdziwą poezją.
Tak zwany język pierwszy, czyli słownik pierwszej mowy powstaje w niepojętności wszystkiego i z niej. Niepojętość tkwi w pierwszych słowach, z nią, nie wiedząc o tym, musi się oswoić ten, kto słowa tworzy i zaczyna ich używać, zdobywając się na trudny do wyobrażenia wysiłek.
Pierwszym dźwiękiem, jaki człowiek z siebie wydaje, jest krzyk i płacz. Pierwszy śmiech jest najpierw bezdźwięczny, jest uchwytny jedynie w oczach, dźwiękowy wyraz śmiechu jest drugą zdobyczą i odkryciem nieuświadomionego kreatora. Z obydwóch (z płaczu i ze śmiechu) i w obydwóch powstają i kształtują się dźwięki słów. W nich nieuchronnie musi współistnieć zrozumiałość (rezultat kształtowania znaczenia) i niezrozumiałość (z niepełności i niedefinitywności tego procesu).
W słowach, w języku nie przestaje istnieć do końca tajemnica niezwykłych możliwości znaczeniowych i jeszcze innych, w uproszczeniu można powiedzieć, że żywiołów niepojętności słowa i języka nie jest w stanie opanować ani obdarzone największą mocą kreacyjną dziecko, ani tym bardziej dorosły (z uczonymi na czele).
Grzegorz Strumyk jest doświadczonym i niezwykle utalentowanym artystą słowa i nie tylko. Jego proza niczym szczególnym nie różni się od poezji, jego poezja dla dorosłych („Bezspojrzenie” 1994) nie różni się od poezji dla dzieci („Le Rutki”), jego sztuka słowa nie różni się od tego, czego próbuje w różnych sztukach wizualnych (malarstwo, grafika, fotografia).
„Le Rutki” tym się różnią od wszystkiego, co Grzegorz Strumyk robi w swoich poszukiwaniach artystycznych, że powstają one jak gdyby z najmniejszej ilości tworzywa. W wierszach „Le Rutki” realizuje się znana zasada poetycka: najmniej słów. Muszą to być słowa najbardziej fundamentalne i najbardziej niezbędne z tych, jakie są w użyciu dzieci i dorosłych.
W mini formach poetyckich i dziś jeszcze może być użyteczna miara sylab. W „Le Rutkach” już wersy utworów są nieliczne, ich liczba z rzadka przekracza dziesięć, liczba sylab także nie jest imponująca (od dwudziestu do czterdziestu kilka), całe utwory rozmiarem mało wyróżniają się od kanonicznego haiku.
Nie są one jednak tak skonwencjonalizowane jak haiku, jest w nich żywe słowo, jest ruch w sferze znaczeń, jest zagadkowość znaczeniowa, która jest atrybutem każdej sztuki wartościowej, z czego poezja dla dzieci nie powinna być wyłączona i u Strumyka nie jest.
Od autora tych wierszy dzieci i filozofowie mogą się uczyć, czym jest, czym może być poezja."
Jak zwykle w Kwadraturze zadbano o stronę graficzną. Tym razem uzupełnieniem poezji są ilustracje Anny Adamiak.
Grzegorz Strumyk
-----
Grzegorz Strumyk (ur. 1958 w Łodzi), poeta, prozaik, malarz, fotografik. Debiutował zbiorem opowiadań Zagłada Fasoli (1992). Opublikował tom wierszy Bezspojrzenie (1994), zbiory opowiadań: Podobrazie (1997), Patrzeć i patrzeć (2002), powieści: Kino-lino (1995), Łzy (2000), Pigment 2002, Nierozpoznani (2008). Wyróżniony w konkursie Fundacji Kultury Promocja Literatury Polskiej (1999), stypendysta Ministerstwa Kultury (2001). Powieść Łzy została adaptowana i wystawiona w teatrze TVP (2001). Dwukrotnie nominowany do Paszportu Polityki za powieści: Łzy i Pigment.

Anna Adamiak, urodzona w 1982 roku w Tarnowie, absolwentka Wydziału Grafiki i Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych im. Wł. Strzemińskiego w Łodzi oraz Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego w Instytucie Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Rzeszowskim (pracownia scenografii).
Stypendystka Akademii Sztuk Pięknych w Turynie. Zajmuję się malarstwem, grafiką, fotografią oraz scenografią teatralną (realizacje teatralne w Wielopolu Skrzyńskim, Łodzi, Krakowie oraz Turynie). Obecnie pracuje przy produkcji filmu animowanego Chopin w Breakthru Films.