Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadu-gadu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadu-gadu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2009

Pedro's




Autor: Krzysztof Kleszcz

Gadżet gadżetem, ale prawdą jest, że jestem zaprzysięgłym kawoszem. Marcin Świetlicki marzył, by zasponsorowała go firma Camel, a gdyby tak we mnie uwierzyła firma Strauss Cafe Poland Sp. z o.o.... - producent kawy Pedro's. Czyż nie wiedzą, że w moich wierszach jest idealny slogan reklamowy? (fragment mojego wiersza pt. "USG")

DRUGA KAWA JEST PIERWSZA
NA LIŚCIE NAJWAŻNIEJSZYCH RZECZY

Inspektor Gadżet prezentuje


Autor: Piotr Gajda

Okazuje się, że Krzysztof Kleszcz, to zatwardziały gadżeciarz i człowiek lubiący robić swoim przyjaciołom niespodzianki. Szeroko otwierałem oczy ze zdumienia, kiedy wręczył mi kubek z logiem naszego bloga. Fajny pomysł, na który ja bym nigdy nie wpadł. Podobno Krzysztof ma teraz w planach baner ciągnięty przez samolot i tatuaż (wciąż prowadzi negocjacje z żoną w którym miejscu).

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Dzień Bloga. Blogu, żyj sto lat.



Autor: Krzysztof Kleszcz

Dziś jest Dzień Bloga :) Można się z tego pośmiać, że tylko Lech Janerka "nie ma dnia" (jak śpiewał w jednej z piosenek z płyty "Dobranoc")... Jest dzień hutnika, odlewnika - to i bloga... ;)

Blog zżera czas, blog wciąga, nudzi, wkurza. Różne czasowniki.
Ale generalnie - to tak jak nie pamiętam już czasu, kiedy nie pisałem wierszy, nie pamiętam zbyt dobrze czasu bez bloga. Jakoś to weszło w krew.

Zaczęło się od Gillinga, od jego strony ze zdjęciami (http://www.gilling.info/). Gilling wklejał fotki z każdej imprezy poetyckiej. Kiedy zobaczyłem siebie na jego stronie poczułem się wyróżniony. Przeczytałem śmieszny podpis: Kleszcz ze swoją panią, w relacji z Bierezina (http://www.gilling.info/bierezw/).
W jakimś sensie kontynuujemy z Piotrem pomysł, by focić imprezy poetyckie. Ale że imprez nie jest aż tak dużo - a blog musi żyć - pomyśleliśmy, że to świetne miejsce, by recenzować książki i płyty.

Po prawie 8 miesiącach blogowania - mamy wciąż power. Blogowanie ma coś z ekshibicjonizmu, coś z misjonarstwa. Długo nasz Biała Fabryka nie generowała komentarzy, aż wreszcie aż 46 zdarzyło się pod postem o "Solistkach". Licznik przesuwa się, jesteśmy czytani - o to chodzi.

Czasy się zrobiły internetowe, gazety i czasopisma są w odwrocie. Więc to trochę jak ekspressowe pismo, które nie musi sie martwić o koszty dystrybucji. Klikasz - czytasz, masz to za free.
To też trochę wypełnianie czasu bez weny. Publikowanie wierszy na Nieszufladzie czy Poezji-Polskiej stało się już mało ekscytujące - pora przecież na drugą książkę. Blog miał być więc bodźcem do działania. Czasem paradoksalnie zabiera czas. No ale ok. Dziś jest jego święto. Żyj nam sto lat, blogu.

niedziela, 11 stycznia 2009

Przytulanie do piersi

ROZMOWA NA GADU-GADU

KK: Pamiętasz swą pierwszą płytę winylową?
PG: Oczywiście! "Heart of Glass", składanka z zespołami takimi jak Blondie, UFO, Jethro Tull, i wykonawcami jak Leo Sayer na przykład. Zniszczyli mi ją znajomi rodziców na swoich imieninach, bo moi starzy pożyczyli im gramofon i tę właśnie płytę.
KK: A mnie się w czeluści pamięci wizualizuje płyta "ŚMIERĆ DYSKOTECE" - Lombardu.
PG: Świetna płyta! Który utwór z tej płyty najbardziej zapadł ci w pamięć?
KK: Poczekaj, poczekaj. Pamiętam, że nie rozumiałem wszystkich tekstów, i że Ostrowska mi się podobała. Ile ja miałem wtedy lat? 9? Pamietam, że płyty wtedy ukazywały się z ponad rocznym opóźnieniem jakoś.
PG: A to zrozumiałe. I to, że podobała ci się Małgorzata Ostrowska. Była ładniejsza od Wandy Kwietniewskiej...
KK: U chrzestnej w takim fotelu-pufie zamykanym zauważyłem płytę i powiedziałem jej na ucho, że bardzo chciałbym ją mieć. No i śpiewałem pod nosem "Diamentową kulę”, "Taniec pingwina na szkle" i "Rdzę" - tam było coś o "półlitrówkach schowanych na wasz powrotny dzień".
PG: Ja wtedy sam kupowałem sobie płyty. Była taka księgarnia na Spalskiej (teraz jest tam ciucholand). Można było upolować niezłe winyle. Panie ekspedientki nie znały się na rocku i niczego nie ukrywały pod ladą.
KK: „Diamentową kulą dostaniesz między oczy...” - dziś jak tego słucham to trochę Papa Dance'm pachnie ;-)... No jasne, na Spalskiej kupiłem "Moskwę" - pamiętam swą radość...
PG: Ale to był kiedyś przebój Listy Przebojów Trójki! Takiej muzyki się wówczas słuchało. Może dlatego niedługo potem, kiedy dotarłem do koncertowej płyty zespołu Black Sabbath "Live Evil" buty mi pospadały. Mieliśmy wówczas tu w kraju z dziesięć lat opóźnienia...
KK: I jeszcze będąc u cioci na południowym-zachodzie Polski, zwiedzając okolice z rodzicami - w Legnicy albo w Złotoryi upolowałem plakat LOMBARDU. Na kredowym papierze! Ostrowska miała demoniczny makijaż! Miałem wtedy też koszulkę z wprasowanym logo zespołu. Próbuję sobie przypomnieć jak przekształciłem tekst: "W kartach nigdy się nie trafi / street lub kareta pełna króli / Spod drzwi ci rąbnęli mleko / pies cię rzucił, nikt już nie jest / dobry ani czuły". To było jakoś tak: "W kartach nigdy się nie trafi / Wytlukaj na pełno zbroi / Złociści rąbneli w mleko / wiatr przyrzucił / nikt już nie jest / dobrej fali czuły". Brzmiało surrealistycznie.
PG: A pamiętasz plakaty z "Zarzewia". Takie na podłym, gazetowym papierze, na którym zamazywały sie kolory i kontury?
KK: Przyznaję się bez bicia, że to przez pół roku prenumerowałem. Dla tych plakatów ;(
PG: A ja je naklejałem na ścianę, a potem trzeba było wszystko malować. Wracając do Lombardu...dla mnie "Taniec pingwina na szkle" jest pierwszym tekstem na temat depresji, he,he!
KK: Śpiewałem teksty Lombardu uderzając pałeczką od gongu w rakietkę pingpongową. Nasz zespół - JA - śpiew, perkusja; BRAT - śpiew, perkusja - nazwaliśmy TGS, przez analogię do TSA. No dziś to wzrusza przez te wspomnienia. Ale i tekst „Taniec pingwina na szkle” świętej pamięci Jacka Skubikowskiego dziś mnie autentycznie przekonuje. Te kroczki pingwinie - na określenie komunistycznej degrengolady to jest prawdziwa poezja, nie uważasz? "Chowa pod skrzydło pysk blady jak wosk" - to jest pięknie napisane.
PG: Tak, jak wspomniałem to strasznie klaustrofobiczny tekst... Już sam początek - "W domach jak klocki olbrzyma / rury zawyły ze strachu przed dniem..."
KK: To cudne jest, zwyczajnie cudne!
PG: Na szczęście Jacek Skubikowski to nie Jacek Cygan, he,he!
KK: To nie ja byłam Ewąąą!
PG: Dary, dary looosu..
KK: Ale Cygan tez ma dobre teksty - zostawmy go w spokoju. „Skubik” próbował też kariery solowej: "Słodkie cudo z m-2", "Jedyny hotel w mieście"... to był dobry tekściarz, chyba miał też brzydki epizod z discopolo.
PG: Jeden jego utwór cholernie mi się podoba, ale prawdę mówiąc ja go jako rockmana nie trawiłem w ogóle. Wolałem, żeby został tam gdzie był - jako tekściarz. Nie pamiętam jego solowych płyt.
KK: Zostawmy to.
PG: Tak, wróćmy do pingwina... A ten fragment, jak zauważasz? "Z okna widać to samo coraz bardziej ukośnie / widać w lustrze co rano / jak wolno dziób rośnie”
KK: W tym utworze nie ma złej frazy! "Z okna widać to samo /co dzień bardziej ukośnie" Nie „coraz” tylko „co dzień.”
PG: A tak! Pamięć zawodzi, ech.
KK: Oj rewelacja. Od razu widzę zdjęcie z „CZASEM APOKALIPSY.”
"Życie na boki go kiwa / Kusym truchcikiem załatwia sto spraw". Kusy truchcik - to jest piękne, zobacz jak wiele można osiągnąć dwoma słowami!
"Zwija śniadanie w gazetę" Pamietasz ichniejsze gazety? "Głos Robotniczy", "Trybuna Ludu"...
PG: Tak, to dobre skojarzenie. Warto też wspomnieć o niezwykle ekspresyjnym śpiewe Ostrowskiej. Jej interpretacja wyniosła ten tekst do absolutnego kanonu! Tych gazet nie czytałem. Pamiętam "Radar", "Na przełaj", "Świat Młodych", bo tam publikowano wiersze debiutantów, a w "Świecie Młodych" na końcu by komiks.
KK: Ja czytałem sport. Wyścig Pokoju - wycinałem, wklejałem. Pamiętam taki tytuł w "Trybunie Ludu": "Janusz Pożak - bez formy byłem już w Berlinie".
PG: Ja zamiast kolarzy wolałem ścigać się kapslami.
KK: Pamietam też skład kadry mongolskiej ekipy - Cendendanbyn Gandbold, Chajanchiarwaa, Munchbad, Zargalsajchan
PG: Po asfalcie, pstryk!
KK: Ja mialem ze sto kapsli i w dużym pokoju to rozstawialiśmy. To w sumie dość głupie było. Te kroniki wyścigów mam w komórce chyba.
PG: !!! Ja wolałem w owym czasie gładko przejść od słuchania Boney M i Abby, do ACDC, BLACK SABBATH. Załapałem się na DEEP PURPLE i LED ZEPPELIN niedługo później.
KK: A ten tekst o PINGWINIE, to wg Ciebie jest jakoś ponadczasowy?
PG: Tak. Zawsze uważałem, ze to piosenka, która lepiej się obroni niż takie "Przeżyj to sam."
KK: Oj tak - nie lubie Przeżyj to sam - jest takie podniosłe, pompatyczne, zapalniczki sie zapalają, łeee... Nie ma to jak "Taniec pingwina”
PG: Dla mnie bliźniaczą piosenką w sensie przekazu jest też "Szklana pogoda".
KK: Owszem. "Szklaną pogodę" napisała chyba Ostrowska.
PG: Nie, nie. To tekst zawodowego tekściarza, nie pamiętam nazwiska... Z tego co wiem,, Stróżniak go tylko nieco "przyciął".
KK: Rzeczywiscie DUTKIEWICZ, sprawdziłem na płycie. Ostrowska napisała "Mam dość", "Gołębi puch"...
PG: Uwielbiam te piosenki!
PG: Dziwne, że ten zespł nigdy nie przebił się do pierwszej ligii.
KK: Nie? Miał hita na miejscu pierwszym- STAN GOTOWOŚCI.
A Skubikowski jeszcze napisał "Droga pani z TV", "Kryształowa" i "Stan gotowości". Ten ostatni jest najbardziej udany. Zobacz ten fragment: " po sygnale lufy drzwi wyplują szyk/ serca wybiją jeden rytm, ramie w ramię". Wg mnie świetne i (sic!) CELNE. Albo "Krany gotowe są już do walnej bitwy / ściany jak nowe niosą głos, huk gonitwy". To jest poezja proszę pana.
PG: Pamiętam, że to był taki "marszowy" utwór. Ale osobiście nikt nie przebije Ostrowskiej na wokalu!
KK: No nie, nie. Szkoda, że się pokłóciła ze Stróżniakiem. Zdaje sie że śmiertelnie. Led Zeppelin prędzej coś zagrają niż Lombard.
PG: No cóż, pewne rzeczy się kończą... Może to i lepiej? Myślę, że Lombard nie odnalazłby się dzisiaj na polskiej scenie. Rocka w mediach nie ma, są tylko podróbki wokalistów i wokalistek, produkcyjniaki. Myślę o telewizji, a Lombard był zespołem telewizyjnym. Występował w Opolu, a nie w Jarocinie, co też jest trochę znamienne.
KK: Mam link do "Stanu gotowości" z 1984 roku. Zbigniew Foryś żuje gumę, Grzegorz Stróżniak z wąsami - chciałem mieć wtedy wąsy, łysy perkusista nazywał sie Przemysław Pahl... Boże, skąd ja to pamiętam? Wow! Ostrowska w pełnym makijażu!
PG: Byłeś fanem!
KK: Stary ja w 84 roku miałem 10 lat!
PG: Ja 18. A w wieku szesnastu rozpoczałem przygodę z rockiem.
KK: Piękny to był czas... Wracałem z plaży nad Pilicą i ktoś mi powiedział, że w Telewizyjnej Liście Przebojów Lombard jest na miejscu pierwszym!
PG: Wczesniej słuchałem nawet Goodbye Danceband
KK: Nie znam człowieka :-)
PG: Zzy jak to się tam nazywało. Ci, od "słońca jamajki"...
KK: Aha kojarzę
PG: Żenua kompletna... Na szczęście na swojej drodze spotkałem właściwych ludzi i oni otworzyli mi oczy.
KK: Ja chyba sam je jakoś otworzyłem - o ile pamietam... Pamiętam swój dojrzały wybór - zamiast Jacksona "Bad" kupiłem Tracy Chapman "Tracy Chapman". Oczywiście było to na pirackiej kasecie firmy ARA (takie czasy).
PG: Później w jednej z naszych placówek kultury założyłem Klub Miłośników Rocka. Puszczaliśmy na video koncerty Led Zeppelin, Hendrixa, Black Sabbath, ale to był już rok 85, 86...
KK: Ohoho! Mam "Taniec pingwina": oryginalny teledysk!
PG: W czasie kiedy nabywałeś kasetę Tracy byłem w wojsku. Pamiętam że "Fast Car" leciało z głośników na poligonie...
KK: Oglądasz? Ostrowska jak świetnie wygląda! Na gitarze - Piotr Zander. Oj pamietam jak mama mi przywiozła z Łodzi: TSA - "Rock'n Roll" i Lombard - "Kreacje". Wyobrażasz to sobie? A "Szarą masć" kupiłem w MDK przy muszli... PG: Miałem wtedy i mam teraz te płyty. A wiesz na co była ta maść? KK: Na mendy - ostatnio w Teraz Rocku o tym pisali. Mendy = milicja. Poezja panie! Jak wyjdzie "Szara maść" na CD to kupię na pewno. Dziś już nie mam jak słuchać winyli. Pamiętam też, że troszkę się wstydziłem tej okładki, mówię o piersiach.
PG: Piersi nie należały do Ostrowskiej. Jak znajdę trochę czasu wrzucę na talerz gramofonu stare płyty Lombardu. Raz jeszcze przytulę się do Tych piersi, hehe.

wtorek, 6 stycznia 2009

Minus jedenaście


GADU-GADU: 1


KK: Lubisz jak jest minus jedenaście? Nastraja Cię to poetycko?
PG: Uwielbiam! Nie cierpię lata, w upały mam uczucie, że wszyscy są optymistycznie nastawieni i szczęśliwi. A na dodatek w telewizji lecą same koszmarne seriale kręcone na plaży. Moje wiersze nie są kompatybilne z takim klimatem. Ucieszyłem się, kiedy Tomasz Jastrun napisał o nich, że przypominają mu „zimowe wiersze” Thomasa Transtromera (poeta ze Szwecji). I coś w tym jest, dzisiaj szedłem do mojej pracy, której nie znoszę, było minus siedem stopni i było mi z tym dobrze.
KK: Ale co? W upale czujesz się obco? W „Teraz Rocku” recenzent napisał o słońcu „żółty terrorysta”…w pełnym słońcu nici z pisania?
PG: Z pytania wnioskuję, że Ty optowałbyś za latem, plażą?
KK: Słońce – tak, …ale zimny napój koniecznie…
PG: No i mamy euforię, zwłaszcza, gdy napój jest wyskokowy…Krzysztof Kleszcz – autor wierszy euforycznych?
KK: Euforycznych – tak! Poezja ma oddawać zachwyt – oczywiście nie mówię tu o zachwycie nad listkiem brzozy na wietrze…
PG: Zgoda, ale można zachwycać się zarówno wschodem jak i zachodem słońca…
KK: Czyli oto mamy ciekawą opozycję. Gajda – Kleszcz, poeci z różnych stref klimatycznych. Możesz podać swój kod pocztowy? Grenlandia, Islandia, Nowa Ziemia?
PG: Stacja badawcza Arctowski!
KK: Zgadzasz się, że najbardziej płodny artysta głodny?
PG: Tak, głód to jądro każdej dziedziny sztuki! Poczucie sytości nie służy poecie, tyje wtedy, jego ego się rozrasta.
KK: No to, co stałoby się z poetyką Gajdy gdyby trafiła mu się ciepła posadka na Mauritiusie?
PG: Przerzuciłby się na prozę i często zaglądał do lodówki, he,he!
KK: Czyli pióro to dla Ciebie szpada? Narzędzie do załatwiania porachunków ze światem?
PG: Świat to za daleko. Piszę o tym, co widzę w lustrze, albo za oknem.
PG: A Ty, potrafiłbyś się zmierzyć z traumą?
KK: Stary, jasne…ale czasem myślę, że zdecydowanie czarne wiersze to nie byłbym ja.
KK: Piotr, a czy według Ciebie w poezji jest miejsce na konfabulacje?
PG: Mianowicie?
KK: No, czy będąc bezrobotnym można pisać o ogrodach Wersalu?
PG: To byłoby nieautentyczne, szkoda czasu…Ale przyznaj, „Ę” mimo Twojego zdeklarowanego optymizmu jest w swojej wymowie niejednoznaczne, jest tam i obawa i wątpliwość?
KK: Tam jest zaciskanie zębów! Ciekawi mnie czy zauważyłeś w książce postać ogrodnika?
PG: Pytasz o tego, który „sypie białe wapno”?
KK: Tak. On się pojawia jeszcze w rozdziale „Drzewo”, kojarzysz? A potem jest w wierszu „Widok z okna”. Tnie pnie, klnie (raczej tragiczny obrazek) a PL trzyma na zimnym parapecie łokcie i nagle doznaje olśnienia…
PG: A widzisz! A więc wierzy, ale w chwili, w której wierzy nie jest szczęśliwy, bo nie wie dokąd ta wiara go zaprowadzi.
KK: Tam nie za bardzo wiadomo czy on wierzy…on raczej obserwuje i wszystko jest na nie…
PG: Ten ogrodnik dobrze organizuje to, czym się różnimy jako poeci. W „Ę” PL tylko czasem dotyka zwątpienie, w „Hotelu” to stan constans. Dlatego w mojej książce nie ma podziału na części. U Ciebie zastosowany podział obrazuje proces spełniania się…Sadzisz drzewo, budujesz dom, a na koniec pojawia się upragniony syn…”Ę” jest książką „spełnioną”, ”Hostel” wręcz przeciwnie.
KK: Przecież w końcu oswajasz przestrzeń podrzędnego hotelu…jest odkrycie, że ona nie jest straszna, ta przestrzeń…
PG: Oswajam się z tą przestrzenią, nie oswajam jej…to zasadnicza różnica…
KK: Ale to klaustrofobiczne poczucie jest Ci przecież potrzebne jak czarna kawa.
PG: No tak, wszak rzekłem, że wybieram zimę…
KK: Dźwięk kieratu nastraja poetycko…
PG: I wracamy do punktu wyjścia, a raczej wejścia w taką poetykę.
KK: „Hostel” podoba mi się, chociaż uważam się za optymistę. Nie sądzę więc, by było łatwo ustalić jednoznacznie adresata twojej książki.
PG: A może moje wiersze dotarły gdzieś w okolice ukrytej, mrocznej duszy Kleszcza?
KK: Znasz moje gusta muzyczne… uwielbiam „Wake Up” Mad Season, Pearl Jam, Lisę Gerrard, Nirvanę…
PG: To potwierdza, że tkwi w Tobie jakaś melancholia…
KK: W każdym tkwi…
PG: Tak jak i we mnie są jakieś pokłady optymizmu, wiary, bo inaczej „Ę” nie poruszyłoby mnie, a tak nie jest.
KK: No tak…
PG: Czyli co? W następnych tomikach umieszczamy wiersze pisane w stanach pośrednich -między euforią a melancholią?
KK: Nie wiem. Wiesz, że tego nie da się zaplanować…